,
Obserwuj
Polityka

"Jeżeli ty jesteś z CBA, to ja już siedzę". Jak operacja "Odra" stała się aferą gruntową

8 min. czytania
17.02.2024 15:19
Nie byłoby afery gruntowej bez operacji "Odra", rozpoczętej przez CBA na potrzeby wręczenia kontrolowanej łapówki liderowi Samooobrony i ministrowi rolnictwa Andrzejowi Lepperowi. Wszystko zaczęło się od pewnego prawnika z Wrocławia i niestniejącej działki nad mazurskim jeziorem.
|
|
fot. Filip Klimaszewski / Agencja Wyborcza.pl

Lato 2006 roku. 39-letni Andrzej K. to radca prawny, wiceprezes Telefonii Dialog (dziś wchłoniętej przez Netię), a wcześniej pracownik w stołecznym ratuszu, gdy prezydentem był Lech Kaczyński. K. to również tenisista-amator. Podczas rozgrywanego na jednym z wrocławskich kortów meczu z prezesem firmy ATM Grupa - Tomaszem Kurzewskim, pyta go, czy wie może o jakimś gruncie do odrolnienia w pobliżu Wrocławia.

K. wie, że działka rolna jest znacznie tańsza niż budowlana. Szkopuł w tym, że taką działkę, zanim odsprzeda się z zyskiem, trzeba najpierw odrolnić. A to już nie jest takie łatwe. Wiceprezes Dialogu nie porywałby się na ten interes, gdyby nie znał Piotra Ryby. 35-letni Ryba - dawniej dziennikarz lokalnego radia i TVP, niedawno został zatrudniony przez K. na stanowisku dyrektora ds. logistyki i zakupów. Ryba jest cenny pracownikiem, ponieważ jest doradcą medialnym Andrzeja Leppera - lidera Samooobrony, wówczas wicepremiera i szefa Ministerstwa Rolnictwa.

Syn Leppera o 'kabarecie' ws. Kamińskiego i Wąsika. 'Darmowa kampania wyborcza PiS'

Ani Tomasz Kurzewski, ani polecony przez niego Andrzejowi K. deweloper Jacek W. nie są zainteresowani odrolnieniem gruntu "na skróty", które proponuje prawnik. Poszukiwania trwają więc dalej. W międzyczasie na Piotra Rybę pada podejrzenie o wymuszanie obietnicy łapówek od firm, chcących współpracować z Dialogiem. Traci stanowisko, a dwa miesiące później ten sam los spotyka K.

Operacja "Odra"

Zima 2006 roku. Okoliczności zwolnienia obu panów to jeden z głównych tematów rozmów w kręgu wrocławskich biznesmenów. Tomasz Kurzewski opowiada nowemu szefowi Dialogu Andrzejowi Olewnikowi o rzekomych kontaktach K. z Ministerstwem Rolnictwa. Olewnik przekazuje te wieści znajomemu z kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego, a ten z kolei dzwoni do Mariusza Kamińskiego - szefa utworzonego kilka miesięcy wcześniej Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

CBA - przy poparciu ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, postanawia wziąć K. i Rybę pod lupę. Jest szansa na upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu - złapanie nieuczciwego prawnika i udowodnienie nielegalnej działalności ministrowi rolnictwa Andrzejowi Lepperowi. Operacja odbywa się pod kryptonimem "Odra".

Bo dla Prawa Sprawiedliwości Lepper to kłopot. Koalicja PiS-u, Ligi Polskich Rodzin i Samooobrony właśnie wyszła z kryzysu, wskutek którego Lepper stracił stanowisko wicepremiera i ogłosił wyjście swojej partii z rządu. Partia Jarosława Kaczyńskiego po kilku tygodniach bezskutecznych poszukiwań nowego koalicjanta, musiała zjeść tę żabę i przygarnąć Samoobronę z powrotem.

Pochodzący ze Stowięcina Andrzej Lepper do Sejmu dostał się w 2001 roku. Wcześniej odziany w turecki sweter i z grzywką, opadającą na oczy, chłopski trybun wraz z innymi rolnikami blokował drogi w ramach protestów przeciw degradacji polskiego rolnictwa. W 2006 roku polityk był już dawno po wizerunkowej metamorfozie - sweter zastąpił drogi garnitur z charakterystycznym krawatem w biało-czerwone pasy, a starą fryzurę - grzywka zaczesana do góry. Na skłonnej do czerwienienia się pod wpływem emocji twarzy lidera Samooobrony zagościła intensywna opalenizna, bo - jak stwierdził wizerunkowy doradca Leppera, Piotr Tymochowicz - "lepszy mulat niż burak".

Oto kulisy życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna

Problemem dla PiS-u nie jest jednak pochodzenie Andrzeja Leppera, a unoszące się wokół Samoobrony odium skandalu. O partii najchętniej pisze się w kontekście seksafery (

Lepper wraz z innym posłem Samooobrony - Stanisławem Łyżwińskim - mieli proponować działaczkom partii stanowiska w zamian za se

ks) oraz tzw. taśm Beger (posłanka Samoobrony nagrała, jak politycy PiS obiecują jej posady i pomoc finansową Sejmu w zamian za przejście do PiS).

Po założeniu podsłuchów Andrzejowi K., Piotrowi Rybie, Lepperowi oraz wiceszefowi Samooobrony Januszowi Maksymiukowi CBA wysyła do K. wyposażonego w magnetofon dewelopera Jacka W., który obiecuje prawnikowi znaleźć kogoś zainteresowanego odrolnieniem. Tym kimś jest agent CBA, mający odgrywać przed K. rolę Andrzeja Sosnowskiego - biznesmena z Austrii (według innych źródeł - ze Szwajcarii). Sosnowski mówi Andrzejowi o swoich planach, dotyczących budowy hotelu nad jeziorem we wsi Muntowo koło Mrągowa. Problem w tym, że 80 ha trzeba najpierw odrolnić. Kryszyński skuszony propozycją, zgadza się pomóc.

Prowokacja

Do pierwszego spotkania K. z agentem CBA - o czym dowiadujemy się ze zbioru reportaży "Warszawa kryminalna" Heleny Kowalik - dochodzi 14 stycznia 2007 roku. K. mówi dużo, ale nie zdradza wiele. Dostaje od Sosnowskiego 10 tys. zł na wydatki związane z załatwianiem sprawy. "Moje słowa to nie wiatr, szacuję ryzyko promilowo, nawet nie procentowo, jeżeli nie wyjdzie, to ja panu te pieniądze oddam" - obiecuje K.. Na drugim spotkaniu prawnik żąda od Sosnowskiego za odrolnienie 7-8 mln złotych, do podziału z Rybą, Lepperem i urzędnikami z Ministerstwa Rolnictwa. W końcu staje na niecałych 3 mln złotych za odrolnienie 40 ha działki.

Wkrótce K. i Sosnowski są już po imieniu, a interesach rozmawiają przy befsztyku tatarskim, pieczonej kaczce i butelce wódki "Finlandia". Ryba zna przebieg tych rozmów tylko z relacji K. - sam woli pozostać na tylnym siedzeniu. Gdy Sosnowski w rozmowie z K. nalega na spotkanie we trójkę, prawnik tłumaczy wspólnika: "Zastrzegł sobie, że owszem, spotka się z tobą, dopiero gdy to wyjdzie. Ci, z którymi on współpracuje, boją się - nie wiem czego. CBA, prowokacji… Może i tak, bo jeżeli ty jesteś z CBA, to ja już siedzę".

6 kwietnia Sosnowski przekazuje K. sfałszowany wniosek Urzędu Gminy w Mrągowie wraz z załącznikami niezbędnymi do odrolnienia połowy gruntu pod hotel w Muntowie. Zadaniem prawnika jest teraz dostarczenie papierów do Ministerstwa. Te krążą jakiś czas po biurkach, po czym wracają z powodu braku podpisu wójta gminy Mrągowo Jerzego Krasińskiego. CBA fabrykuje więc nowy dokument, tym razem ze sfałszowanym podpisem.

Dokumenty znów trafiają do resortu, gdzie wpadają w ręce Agnieszki Z. - urzędniczki z zaledwie trzymiesięcznym stażem pracy w Ministerstwie. Z. coś tu nie gra. Dzwoni więc do Mrągowa, a później wysyła Krasińskiemu wniosek faksem. Wójt ze zdziwieniem odkrywa, że ktoś się pod niego podszył.

By ratować sytuację, agenci CBA odwiedzają Mrągowo, gdzie, przedstawiając się jako funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, wypytują Krasińskiego, co Urząd planuje zrobić z wnioskiem, który wtedy leży już Departamencie Gospodarki Ziemią. Starają się też dyskretnie wyciągnąć od wójta dodatkowe dane, potrzebne do uzupełnienia wniosku. Krasiński nabiera podejrzeń i odtąd skrzętnie zapisuje przebieg każdego spotkania z funkcjonariuszami w notatniku.

Po dłuższym czasie, który upływa na targach między K. i Sosnowskim, dostarczaniu dokumentów i kolejnych wyjazdach agentów CBA do Mrągowa, wniosek o odrolnienie gruntu w Muntowie podpisuje wiceminister rolnictwa Henryk Kowalczyk, a już następnego dnia to samo ma zrobić Andrzej Lepper.

Polityk zostaje jednak uprzedzony. "Panie premierze, wobec pana jest szykowana prowokacja, oni chcą pana wykończyć, proszę uważać" - słyszy od nieznanego człowieka, który rankiem 6 lipca wpada do warszawskiego biura Samoobrony. Bezpośrednim źródłem przecieku miał okazać się - w zależności od tego, kto zeznawał - szef MSWiA Janusz Kaczmarek (który zapłacił za to dymisją) lub Zbigniew Ziobro.

O tym, że Lepper dostał cynk, nie wiedzą ani K., ani agenci CBA pod przykrywką, którzy spotykają w hotelu Fort w celu przekazania łapówki. Prawnik - przekonany, że Lepper podpisał wniosek, próbuje ustalić przez telefon z Piotrem Rybą sposób, w jaki udowodnią to biznesmenom z zagranicy. Nie udaje im się dogadać, a pieniądze trafiają do hotelowego sejfu. Jeszcze tego samego dnia Andrzej K. i Ryba zostają aresztowani.

"Niech dziękują Bogu, że te materiały są tajne"

Cała sprawa wychodzi na jaw 9 lipca 2007 roku. Jako że z "aferą gruntową" związane jest nazwisko Andrzeja Leppera, składa on dymisję ze stanowiska wicepremiera. Mariusz Kamiński obwieszcza sukces CBA - "prawdziwej pięści władzy w walce z korupcją". Samoobrona się rozpada, tak jak i cała koalicja. Trzeba ogłosić przedterminowe wybory.

Gdy rozpoczyna się proces, będący dotychczas z boku Ryba, który widzi się w roli naiwnej ofiary, apeluje do dziennikarzy, by posługiwali się jego pełnymi danymi. K. na odwrót - chowa się przed mediami jak może.

Sprawę komplikują dodatkowo doniesienia o

powiązaniach K. ze służbami

. Jak powiedział w 2007 roku "Dziennikowi" ówczesny koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann, 40-latek po tym, jak został absolwentem studiów na Wydziale Prawa UW, skończył elitarną szkołę szpiegów w Kiejkutach i był podporucznikiem UOP. Jednak - według Wassermana - później zerwał związki ze służbami.

Jako świadek przed Sądem Rejonowym w Warszawie zjawia się Mariusz C. - towarzysz Ryby z celi aresztu przy Rakowieckiej. Jak zeznaje, Ryba poprosił go o zatelefonowanie do jednej z posłanek Samooobrony i przekazanie, że ktoś chce by Ryba "za****ł" Leppera. C. zanim zadzwoni do posłanki, kontaktuje się z CBA. Co z tego wynikło, nie wiadomo, bo sąd wyłączył jawność rozprawy.

Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. zostały przedstawione zarzuty powoływania się na wpływy w ministerstwie rolnictwa

Ryba do winy nie przyznał się nigdy, został skazany na 2,5 roku więzienia, ale wyrok uchylono. Proces ciągnął się przez kolejne lata, a Ryba przestał pojawiać się na rozprawach. Interpol poszukuje go do dziś. Po latach były doradca medialny wyśle list do prezydenta.

"Niech Kamiński i Wąsik dziękują Bogu, że te materiały są tajne i za ich upublicznienie grozi kara więzienia"

W sierpniu 2011 roku

Andrzej Lepper zostaje znaleziony martwy w warszawskim biurze Samooobrony

polityk popełnił samobójstwo, a jego przyczyną była depresja, wywołana ogromnymi długami, polityczną porażką i sądowymi oskarżeniami

Tymczasem toczył się inny proces - w sprawie agentów CBA i ich przełożonych. W październiku 2009 roku Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik oraz ich podwładni - Grzegorz Postek i Krzysztof Brendel- usłyszeli zarzuty m.in. przekroczenia uprawnień i popełnienia przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów. Kamiński i Wąsik nie przyznali się do winy.

Jeszcze w październiku premier Donald Tusk odwołał Kamińskiego ze stanowiska

Sąd podjął decyzję w sprawie podwładnych Kamińskiego i Wąsika

Na kłopoty... prezydent

W marcu 2015 roku sąd I instancji pod przewodnictwem sędziego Wojciecha Łączewskiego uznał byłych już szefów służb winnymi i skazał ich na karę 3 lat pozbawienia wolności oraz dziesięcioletni zakaz pełnienia stanowisk publicznych.

W ocenie Łączewskiego wyrok nie by zbyt surowy, ponieważ - jak podkreślił - "skala naruszeń była ogromna"

Mimo to Kamiński i Wąsik nie tylko nie trafili za kraty, ale i powrócili na ul. Wiejską jako posłowie PiS i szefowie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Pierwszą decyzją podjętą przez świeżo upieczonego prezydenta Andrzeja Dudę było listopadzie 2015 roku ułaskawienie obu panów. Mimo że wyrok był nieprawomocny.

"Postanowiłem w swoisty sposób uwolnić wymiar sprawiedliwości od tej sprawy, w której zawsze ktoś by powiedział, że sądy działały na polityczne zlecenie i przeciąć ten problem"

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>