"Sygnał alarmowy" dla rządu Tuska. "Władza robi z siebie ciamciaramcię"
Rząd Donalda Tuska po roku u władzy ma równie słabe wyniki sondaży, co rząd Mateusza Morawieckiego tuż po przegranych wyborach (w listopadzie 2023 roku) - wynika z badania CBOS, któremu przyjrzeli się prowadzący 'Sabat symetrystów'. Zadowolenie z obecnego premiera deklaruje około 36 proc. respondentów, a niezadowolenie - 54 proc. - Cóż, moje ulubione hasło z KOD-erskiej demonstracji: "Wokulski sobie lepiej radził z Łęcką niż rząd z rządzeniem" jest chyba znowu aktualne - skomentował Grzegorz Sroczyński.
Pocieszanie rządzących nigdy im nie służy
Gość odcinka - socjolog profesor Jarosław Flis - potwierdził, że te wyniki nie powinny napawać rządu optymizmem. W jego ocenie jednym z powodów tak kiepskich sondaży jest fakt, że "Tuskowi nie udało się osiągnąć tego, by wyborcy koalicjantów - stanowiący tak dużą część zaplecza rządu, jak jeszcze nigdy wcześniej - uznali ten rząd za swój".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Profesor zwrócił też jednak uwagę na fakt, iż badania w CBOS mogą być inne - mniej łaskawsze dla rządu - bo w ostatnim czasie, jak podał, zmieniała się ich metodologia. - Nie chodzi tu o działania polityczne, tylko czysto techniczne. (...) Cały czas nasze sondażownie mierzą się z różnymi problemami, związanymi np. ze zwiększeniem liczby odmów czy z kłopotami dotarcia do respondentów - tłumaczył.
- Pytanie, czy czasem to prorządowe nastawienie, które przez lata widzieliśmy w CBOS, nie zostało wreszcie zweryfikowane - dodał, zastrzegając od razu, że nie chce, żeby "wyglądało to na pocieszanie obozu rządzącego". - Bo należy im się zimny prysznic, w szczególności premierowi. Pocieszanie rządzących nigdy im nie służy, chyba żeby miało powstrzymać wpadanie w panikę (...). Tu sygnał alarmowy się świeci i warto, żeby rządzący przyglądali się sobie dużo bardziej niż opozycji - dopowiedział prof. Flis.
Za trzy lata władza się zmieni
- Donald Tusk ma na ten moment poparcie tylko swojego żelaznego elektoratu i jest on - jeżeli chodzi o wielkość - trochę podobny do elektoratu, jaki miał PiS - tłumaczył współautor "Sabatu symetrystów" bloger i publicysta Galopujący Major. W jego opinii taki wynik Tusk będzie miał niezależnie od tego, co zrobi. - Ale to jest wynik, który daje mu przegraną w wyborach. Jeszcze nie w tych prezydenckich, ale wszystko wskazuje na to, że za trzy lata może przegrać wybory - stwierdził.
Zdaniem Majora coraz więcej osób odnosi wrażenie, "że władza się zmieni". - To powoduje, że rządowi będzie o wiele trudniej wdrożyć niektóre rzeczy i zmiany, ponieważ aparat administracji państwa będzie się przygotowywał na to, że obecna władza długo nie potrwa i wróci PiS - przekonywał.
Zauważył przy tym, że niskie notowanie pojawiają się, mimo iż nie ma "żadnego ogromnego skandalu", bo - według niego - takie sprawy jak przypadek Dariusza Wieczorka to zaledwie skala mikro. - Tymczasem Morawiecki miał tak niskie wyniki po szeregu ogromnych skandali, nie tylko korupcyjnych - przypomniał.
- Kiedyś mówili, że "tamta władza może i kradnie, ale się dzieli", tak mam wrażenie, że na tę władzę patrzą w sposób następujący: "może nie kradną, ale się nie dzielą". To znaczy nie dają nam tego, czego oczekujemy - tłumaczył Major, dodając, że nie chodzi nawet o dzielenie w sensie wyłącznie finansowym. - Po prostu nie dowożą rzeczy dla nas [elektoratu] istotnych - doprecyzował. Co - w opinii Majora - powoduje niezadowolenie kolejnych konkretnych grup wyborców. - Wiadomo, że niezadowolona jest lewica, ale też niezadowoleni są przedsiębiorcy, do których mruga Konfederacja - podał dwa pierwsze przykłady.
Władza robi z siebie ciamciaramcię
Major zauważył, że jedyną ideą, wokół której widać zaangażowanie rządu, było rozliczenie PiS. Ale teraz nawet i ten punkt "kończy się jakimś koszmarnym blamażem". - Bo władza, o ile zaczęła z przytupem w przypadku TVP, o tyle teraz znowu robi z siebie ciamciaramcię - stwierdził.
Tymczasem publicysta uważa, że cała "bańka centrolewicowa jest bombardowana przekazem, że Tusk wchodzi w buty Kaczyńskiego". - Nie tylko w sprawie granicy. (...) Jest masa takich punktów, gdzie okazuje się, że wyborcy są w szoku (...). Wyborcy chcą realnych działań i ich nie dostają. To jest dosyć duży problem - podsumował.