Ameryka zbuntuje się przeciwko Trumpowi? "Ten proces toczy się niemrawo"
O sytuacji w obozie Demokratów po zwycięstwie Donalda Trumpa mówiła w "Pierwszym Programie" w TOK FM prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ.
Na pytanie, czy w Stanach Zjednoczonych można mówić już o ruchu oporu przeciw Trumpowi, odparła że taki ruch jest, ale "nie w takim wymiarze, w jakim powinien zaistnieć". - Donald Trump w pewnym sensie idzie w poprzek wielu standardom i ustaleniom amerykańskiej kultury politycznej. Część jego pomysłów jest dla niektórych zwyczajnie oburzająca i to silny powód do niepokoju. Kto inny jak nie członkowie i reprezentanci Partii Demokratycznej powinni stawiać mu opór, edukować, podnosić te sztandary, które stanowiłyby przeciwwagę - mówiła, podkreślając jednocześnie, że ten proces "toczy się niemrawo".
Liderem ruchu oporu przeciwko prezydentowi USA - zauważają amerykańskie media - stał się senator związany z Partią Demokratyczną Bernie Sanders.
- On wysuwa się na czoło, bo wypracował sobie markę polityczną, która odpowiada jego osobowości. Jest rewolucjonistą z natury i ten sztandar podnosi. Jego czas aktywności na urzędach zdaje się, że minął, ale jak wielu reprezentantów "senioralnej" klasy politycznej w Stanach Zjednoczonych (...) ma zasoby energii. On nie chce być królem, chce być raczej papieżem i za takiego, przynajmniej amerykańska młodzież, go uważa - powiedziała Zachara-Szymańska.
Bernie Sanders liderem ruchu oporu. "Nazywa rzeczy po imieniu"
Agencja AP napisała, że w ubiegłą sobotę na wiecu Sandersa przed szkołą średnią w Detroit w stanie Michigan pojawiło się ponad dziewięć tysięcy osób - tłum, który nie zmieścił się w przepełnionym budynku szkoły. Przemawiając dzień wcześniej w Kenosha w Wisconsin przyciągnął cztery tysiące osób.
- Bernie Sanders wskazuje na błędy i wypaczenia i roztacza wizję Ameryki, która byłaby alternatywną wobec tego, co się dzieje. On mówi wprost, nazywa rzeczy po imieniu, a mianowicie "Donald Trump buduje nam państwo, które zmierza, i to szybkim krokiem, w kierunku autokracji i to będzie oligarchia". - Dla niego przede wszystkim (...) niedopuszczalny jest ścisły związek wielkiego biznesu i wielkiej polityki, i to właśnie się dzieje - zwracała uwagę gościni Wojciecha Muzala.
"To zdaje się jedyna wada, którą Amerykanie zespołowo wytykają Trumpowi"
Zdaniem autorki podcastu "Wolna Amerykanka" w najbliższym czasie w USA nie dojdzie do licznych protestów. - Amerykanie wydają się być w miarę zadowoleni i podążać za Trumpem. Pewne radykalne skrzydła podnoszą larum, ale to nie są grupy na tyle liczne, żeby miały przełożenie na nastroje społeczne - uzasadniła.
Ekspertka odniosła się też do sondażu Ipsos dla agencji Reutera, według którego 56 procent Amerykanów, w tym 27 proc. wyborców Republikanów uważa, że prezydent Donald Trump jest zbyt przychylny Rosji.
- To zdaje się jedyna wada, którą Amerykanie na razie zespołowo wytykają polityce prowadzonej przez Donalda Trumpa. Większość Amerykanów czuje, że w wojnie Rosja jest agresorem i oni sobie zadają pytanie "my, którzy zawsze byliśmy po stronie wartości, mieniliśmy się obrońcami wolności, nagle będziemy się sprzymierzać się z tymi, którzy prowadzą brutalną wojnę w imię tylko swoich partykularnych interesów?" - zwracała uwagę specjalistka.
Zgodnie z badaniem większość sprzeciwia się też aneksji Kanady, Grenlandii i Gazy.
Alexandria Ocasio-Cortez - młodszy Sanders?
Gościni TOK FM wskazała, że wielu obywateli USA za następczynię 83-letniego Sandersa uważa należącą do Partii Demokratycznej Alexandria Ocasio-Cortez. Jak mówiła, ta polityczka jest odpowiedzią na pytanie zwolenników Sandersa, "gdzie mamy człowieka, który byłby jak Sanders, tylko 30 czy 40 lat młodszy". - Jest wychowanką Sandersa, mówi bardzo podobnym głosem. Tylko on mówi w sposób zupełnie inny, niż typowi politycy, a Cortez to tradycyjny elektorat demokratów, progresywnego skrzydła, który budzi niepokój - zaznaczyła.
Jej zdaniem jednak to nie ona będzie startować w wyborach prezydenckich w 2028 roku, bo Partia Demokratyczna postawi na mężczyznę. - To jest pewien znak, że i Hillary Clinton i Kamala Harris przegrały z Dolandem Trumpem, który przez wielu Demokratów uznawany jest za najgorszego prezydenta w historii, za postać, która jest nieszczęściem dla Ameryki - powiedziała.
Dodała, że jeśli w wyścigu prezydenckim stanie Donald Trump Jr., syn obecnego przywódcy USA, to "taka konfiguracja byłaby dla Demokratów zbyt ryzykowna".