,
Obserwuj
Polityka

Cała prawda o Hermesie. "Z Pegasusem łączą go tylko dwie rzeczy"

2 min. czytania
19.03.2025 18:35
- Nie może być tak, że w demokratycznym państwie prokurator wykorzystuje podległych sobie ludzi i narzędzia, żeby sprawdzić kogoś, kto go interesuje, bez związku z żądną konkretną sprawą - mówił w TOK FM Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon. Odnosił się do wyników kontroli NIK w sprawie wykorzystywania systemu Hermes.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl
  • Do prokuratury wpłynęły dwa zawiadomienia Najwyższej Izby Kontroli o możliwości popełnienia przestępstw w sprawie zakupu systemu Hermes w listopadzie 2020 roku;
  • Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon tłumaczył w TOK FM, że w przeciwieństwie do Pegasusa, ten system nie służy do inwigilacji;
  • Podkreślał jednocześnie, że - jak ustalono - 'prokuratorzy najwyższego szczebla wykorzystywali ten system do nieformalnych zleceń'.

Najwyższa Izba Kontroli skierowała do prokuratury dwa zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstw w sprawie zakupu systemu Hermes, który służy do analizy danych z otwartych źródeł internetowych. Po kontroli w Prokuraturze Krajowej Izba negatywnie oceniła proces nabycia systemu przez PK w listopadzie 2020 roku i zbadane w kontroli aspekty jego wykorzystania. Jak poinformowano w komunikacie NIK-u, "ustalono, że system stosowano do wyszukiwania informacji o znanych politykach, samorządowcach, prokuratorach i osobach ze sfery biznesu". 

W mediach porównuje się Hermesa do słynnego Pegasusa, czyli systemu do inwigilacji, z którego miały korzystać służby w czasach PiS. - Łączą je tylko dwie rzeczy: mitologiczna nazwa i producent - izraelska firma NSO Group. Jeżeli chodzi o ich funkcjonalność, to jest to zupełnie coś innego. Hermes to taka zaawansowana wyszukiwarka - wyjaśniał w "Popołudniu Radia TOK FM" Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon.

"Składali żądanie"

Jak komentował ekspert, poza dwoma zawiadomieniami do prokuratury w sprawie wykorzystywania systemu, "szczególnie interesujące" jest coś innego, o czym powiedziano w środę na konferencji prasowej NIK. - Kontrolerzy zbadali, że prokuratorzy najwyższego szczebla wykorzystywali ten system do nieformalnych zleceń - mówił. Mogły one wyglądać tak, że "tacy prokuratorzy jak Święczkowski czy Barski składali żądanie, żeby sprawdzić wszystko, co napisał, co gdzieś powiedział w mediach społecznościowych konkretny człowiek".

Jak wskazywał gość Anny Piekutowskiej, "mimo tego, że to nie jest inwigilacja", jak w przypadku Pegasusa, to "wciąż jest to działanie, które jest nie tylko etycznie, ale też prawnie kontrowersyjne". - To nie może być tak, że w demokratycznym państwie prokurator wykorzystuje podległych sobie ludzi i narzędzia, którymi dysponuje prokuratura, żeby sprawdzić kogoś, kto go interesuje, bez związku z żądną konkretną sprawą - podkreślał.