Cała prawda o Hermesie. "Z Pegasusem łączą go tylko dwie rzeczy"
- Do prokuratury wpłynęły dwa zawiadomienia Najwyższej Izby Kontroli o możliwości popełnienia przestępstw w sprawie zakupu systemu Hermes w listopadzie 2020 roku;
- Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon tłumaczył w TOK FM, że w przeciwieństwie do Pegasusa, ten system nie służy do inwigilacji;
- Podkreślał jednocześnie, że - jak ustalono - 'prokuratorzy najwyższego szczebla wykorzystywali ten system do nieformalnych zleceń'.
Najwyższa Izba Kontroli skierowała do prokuratury dwa zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstw w sprawie zakupu systemu Hermes, który służy do analizy danych z otwartych źródeł internetowych. Po kontroli w Prokuraturze Krajowej Izba negatywnie oceniła proces nabycia systemu przez PK w listopadzie 2020 roku i zbadane w kontroli aspekty jego wykorzystania. Jak poinformowano w komunikacie NIK-u, "ustalono, że system stosowano do wyszukiwania informacji o znanych politykach, samorządowcach, prokuratorach i osobach ze sfery biznesu".
W mediach porównuje się Hermesa do słynnego Pegasusa, czyli systemu do inwigilacji, z którego miały korzystać służby w czasach PiS. - Łączą je tylko dwie rzeczy: mitologiczna nazwa i producent - izraelska firma NSO Group. Jeżeli chodzi o ich funkcjonalność, to jest to zupełnie coś innego. Hermes to taka zaawansowana wyszukiwarka - wyjaśniał w "Popołudniu Radia TOK FM" Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon.
"Składali żądanie"
Jak komentował ekspert, poza dwoma zawiadomieniami do prokuratury w sprawie wykorzystywania systemu, "szczególnie interesujące" jest coś innego, o czym powiedziano w środę na konferencji prasowej NIK. - Kontrolerzy zbadali, że prokuratorzy najwyższego szczebla wykorzystywali ten system do nieformalnych zleceń - mówił. Mogły one wyglądać tak, że "tacy prokuratorzy jak Święczkowski czy Barski składali żądanie, żeby sprawdzić wszystko, co napisał, co gdzieś powiedział w mediach społecznościowych konkretny człowiek".
Jak wskazywał gość Anny Piekutowskiej, "mimo tego, że to nie jest inwigilacja", jak w przypadku Pegasusa, to "wciąż jest to działanie, które jest nie tylko etycznie, ale też prawnie kontrowersyjne". - To nie może być tak, że w demokratycznym państwie prokurator wykorzystuje podległych sobie ludzi i narzędzia, którymi dysponuje prokuratura, żeby sprawdzić kogoś, kto go interesuje, bez związku z żądną konkretną sprawą - podkreślał.