"Bardzo daleko idąca zmiana" w ustawie wiatrakowej. "Zobaczymy, co z tego zostanie"
- Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej;
- "To bardzo daleko idąca zmiana" - powiedział w TOK FM Dominik Brodacki o wprowadzeniu 500 m jako minimalnej odległości wiatraków od zabudowań;
- "W energetyce to jest trochę taki temat, jak aborcja w polityce. Przekonamy się w trakcie pierwszego czytania na komisji sejmowej, ile zostało z tych negatywnych emocji" - stwierdził ekspert z Polityki Insight.
Rząd w trybie obiegowym przyjął w piątek projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej. "To ważny krok w dążeniu rządu do obniżenia cen prądu w Polsce. Wprowadzamy rozwiązania, które będą wspierać wytwarzanie energii z odnawialnych źródeł" - napisała na platformie X minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.
Zmiany w sprawie wiatraków. "To bardzo istotne"
Jedną z najważniejszą z planowanych w noweli zmian jest zniesienie wprowadzonej w 2016 roku zasady 10H (turbiny wiatrowe mogły być budowane w odległości dziesięciokrotności ich całkowitej wysokości) i wprowadzenie 500 m jako minimalnej odległości wiatraków od zabudowań. Ponadto minimalna odległość turbiny od granicy parku narodowego ma wynieść 1500 m.
- To jest bardzo daleko idąca zmiana - podkreślił w audycji "Światopodgląd" Dominik Brodacki z "Polityki Insight". Jak wskazywał, poprzednia zasada oznaczała, że "wiatraków budować w Polsce praktycznie się nie dało. Poza poszczególnymi placówkami nie było miejsc, które spełniały to kryterium". - Pod koniec rządów Prawo i Sprawiedliwość zniosło ten wymóg w tym sensie, że wprowadziło możliwość budowania wiatraków w odległości 700 metrów - przypomniał. O zmniejszeniu odległości mogły zdecydować władze gminy.
Warszawska kuria stawia wiatrak bez pozwolenia na budowę? 'To brzmi jak żart'
"Ta sprawa urosła do rangi wręcz mitycznej"
Brodacki zwrócił uwagę, że przed początkiem rządów PiS w 2015 roku "w wielu przypadkach farmy wiatrowe powstawały w sposób, który odbiegał od odpowiednich standardów". - Prawo i Sprawiedliwość obiecało, że zrobi z tym porządek. Problem w tym, że wylało dziecko z kąpielą i w zasadzie zablokowało rozwój energetyki wiatrowej na lądzie, a miało w tym konkretny cel, mianowicie wsparcie branży górniczej i zwiększenie popytu na energię elektryczną produkowaną z węgla - komentował. - Później, przez lata prac ta sprawa urosła do rangi wręcz mitycznej, to znaczy kluczowej osi sporu w polskiej energetyce wiatrakowej i zaczęła budzić olbrzymie emocje - mówił.
- W energetyce to jest trochę taki temat, jak aborcja w polityce. Przekonamy się w trakcie pierwszego czytania na komisji sejmowej, ile zostało z tych negatywnych emocji. Myślę, że całkiem sporo, szczególnie z uwagi na okres przedwyborczy - stwierdził Dominik Brodacki.
PiS przeciw wiatrakom?
Jego zdaniem "Prawo i Sprawiedliwość, które od lat jest przeciwne tej technologii, nie będzie sprowadzało dyskusji do tego, czy lepsze jest 500, czy 700 metrów, tylko czy w ogóle wiatraki są potrzebne". - Przedsmak mieliśmy rok temu - kiedy wybuchła tak zwana afera wiatrakowa, która była pierwszym potężnym kryzysem resortu klimatu i Pauliny Hennig-Kloski - i spodziewam się, że teraz może być podobnie - oceniał.
Starcie z Kaczyńskim w Sejmie. 'Nie robimy tu prawa na rympał i na skróty'
Chodzi o wydarzenia z przełomu listopada i grudnia 2023 roku, kiedy w poselskim projekcie ustawy o cenach energii znalazły się zapisy dotyczące wiatraków, znacznie idące na rękę inwestorom. Mowa była o zmniejszeniu odległości od zabudowań do nawet zaledwie 300 metrów i możliwości wywłaszczania właścicieli gruntów.
Więcej o tym projekcie i o błędach, które w TOK FM wyliczał Jakub Wiech, pisaliśmy tutaj >>
- Zastanawiam się, na ile argumenty merytoryczne będą przeważały, bo zawsze tego typu dyskusje stwarzają przestrzeń do populizmu, nawet jeśli argumenty populistyczne nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i realnymi korzyściami. Przy tym poziomie polaryzacji ciężko przebić się z argumentami wymiernymi czy odwołującymi się wprost do zasobności portfela - dodał gość Agnieszki Lichnerowicz.