Na to teraz może postawić Bąkiewicz. "Walczy o własne księstwo"
- Premier Donald Tusk przywrócił kontrole na granicy z Niemcami i z Litwą. Tymczasem na części odcinków nadal obecne są osoby Ruchu Obrony Granic, powołanego przez Roberta Bąkiewicza;
- Jak mówił w TOK FM Mateusz Mazzini, największym sukcesem Roberta Bąkiewicza jest to, że udało mu się wrócić z politycznych zaświatów. Choć, jak zastrzegł, to jedyny jego sukces;
- Zdaniem współpracownika 'Gazety Wyborczej' i tygodnika 'Polityka', Bąkiewicz marzy teraz przede wszystkim o tym, żeby znaleźć patrona politycznego, który będzie w stanie to finansować i legitymizować, po to, by 'osobiście zbić na tym kapitał polityczny'.
Na niektórych odcinkach granicy polsko-niemieckiej pojawiły się w ostatnim czasie osoby związane z tzw. Ruchem Obrony Granic, powołanym przez działacza środowisk narodowych Roberta Bąkiewicza. Członkowie tego ruchu deklarują, że "pilnują granicy przed osobami próbującymi ją nielegalnie przekroczyć". W środę do sprawy nawiązał na portalu X szef polskiej dyplomacji. "To, że za wielomilionowe dotacje za czasów PiS Bąkiewicz odwdzięcza się wywoływaniem psychozy akurat teraz, gdy rząd wygrał bitwę o granicę z Białorusią, wcale mnie nie dziwi. Natomiast bulwersuje mnie to, że faszystę chwali Prezydent RP. Kolejny kandydat do Orła Białego?" - napisał Sikorski.
Wcześniej premier Donald Tusk poinformował, że podjął decyzję o przywróceniu kontroli na granicy z Niemcami i z Litwą. Wyjaśnił, że jest to konieczne, aby zredukować do minimum niekontrolowane przepływy migrantów. Szef rządu skrytykował jednocześnie polityczne wykorzystywanie sytuacji na granicy, nazywając takie zachowanie "haniebnym i skandalicznym". Jak podkreślił, polityk, który wykorzystuje politycznie bojówkarzy lub aktywistów, "stawia się w roli kogoś, kto przeszkadza państwu polskiemu dbać o bezpieczeństwo obywateli, granicy i naszego terytorium".
- Największym sukcesem Roberta Bąkiewicza jest to, że udało mu się wrócić z politycznych zaświatów. A przecież był na całkowitym marginesie polskiej polityki po tym, jak w październiku 2023 roku w sposób nieudany startował do parlamentu z list Prawa i Sprawiedliwości. Został właściwie wypchnięty z macierzystej organizacji, czyli ze stowarzyszenia Marsz Niepodległości, gdzie próbował przejąć władzę w sposób, jak inni członkowie tego stowarzyszenia twierdzili, niezgodny ze statutem - skomentował Mateusz Mazzini, współpracownik "Gazety Wyborczej" i tygodnika "Polityka", a także wykładowca Uniwersytetu Civitas.
Przypomniał też w tym kontekście, że Bąkiewicz został też odcięty, wraz z końcem władzy Zjednoczonej Prawicy, od bardzo hojnych dotacji państwowych, na których urósł politycznie i instytucjonalnie. - Dla niego teraz to gigantyczny sukces. Nagle wszyscy sobie przypomnieliśmy, że ktoś taki jak Bąkiewicz w ogóle istnieje i ma do odegrania rolę mobilizacyjną po prawej stronie elektoratu - podkreślił w rozmowie z Karoliną Lewicką.
Dodał przy tym, że drugim wielkim sukcesem Bąkiewicza, jest to, że "de facto Donald Tusk przyznał mu rację". Jak tłumaczył, to co się wydarzyło przez ostatnie kilkanaście dni na zachodniej granicy Polski, to dowód na to, że można w Polsce stworzyć całkowicie fikcyjny kryzys. Tym bardziej, jak podkreślił, że Polska nie ma problemu z "zalewem, inwazją czy niekontrolowanym przedostawaniem się migrantów z Niemiec do Polski, jak to opisują prawicowe media". - Widzimy to w danych, reportażach i informacjach, które stamtąd spływają - dopowiedział.
"To nic innego, jak kreowanie iluzji"
W ocenie gościa TOK FM o sukcesie Bąkiewicza zadecydowały emocje, w tym strach przed obcymi migrantami, który jest silny w społeczeństwie, a także zdolności organizacyjne samego Bąkiewicza. - On w bardzo skuteczny sposób od wielu lat tworzy nowe podmioty na prawicy. Przede wszystkim po to, żeby samemu uczynić ze swojego aktywizmu sposób utrzymywania się, ale też by stworzyć absolutny pozór masy krytycznej po prawej stronie - dopowiedział. Przypomniał przy tym, że najpierw było to przejęcie władzy w stowarzyszeniu Masz Niepodległości, potem powstanie Straży Narodowej, a teraz Ruchu Obrony Granic. Jak przyznał, ludzie, którzy współpracowali z Bąkiewiczem, sami przyznają, że "nawet nie potrafią powiedzieć, czym te podmioty się różnią i jakie są ich zadania statutowe".
Zwrócił przy tym uwagę, że sam Ruch Obrony Granic to jest "potężna organizacja - przynajmniej na razie to kilkuset ochotników, w dużej mierze ani nie przeszkolonych, ani nie instytucjonalizowanych". - To nic innego jak kreowanie iluzji - podkreślił Mateusz Mazzini.
"Bąkiewicz chciałby mieć swoje księstwo"
Zdaniem gościa "Wywiadu Politycznego", Bąkiewicz marzy teraz przede wszystkim o tym, żeby Ruch Obrony Granic jak najdłużej skupiał na sobie uwagę mediów. Po drugie, jak dodał, by znaleźć patrona politycznego, który będzie w stanie to finansować i legitymizować, po to, by "osobiście zbić na tym kapitał polityczny".
- Robert Bąkiewicz nie jest człowiekiem, któremu specjalnie zależy na bardzo konkretnych ideałach. Jemu bardzo zależy na tym, by znaleźć silne zakotwiczenie i mieć fragment rzeczywistości na prawicy, który będzie podległy pod jego dowództwo. Innymi słowy: chciałby mieć swoje księstwo, które będzie tylko jego, ze stałym zasilaniem finansowym i w którym, nazywając rzeczy po imieniu, będzie mógł robić to, co chce - tłumaczył.
- A co teraz? - dopytywała prowadząca.
- Bąkiewiczowi nie uda się utrzymać tej temperatury. Ale wiemy też już, że potrafi wygenerować emocje w bardzo sztuczny sposób i niestety więksi gracze się na to łapią. W związku z tym nie jest powiedziane, że nie będzie próbował zrobić tego jeszcze raz. Może z innym tematem. Tym bardziej, że - z różnych źródeł mam informacje - ulotki Ruchu Obrony Granic są kolportowane na warszawskich osiedlach. Zobaczymy, co będzie dalej - odpowiedział w TOK FM.
Nagła decyzja Bodnara w sprawie Bąkiewicza. 'Chętnie zrobi z siebie męczennika'