,
Obserwuj
Polityka

Giertych i sprawa "Buddy". "Artykuł z cyklu nagonki uprawianej przez pisowskie media"

PAP
3 min. czytania
14.07.2025 15:50
Poseł KO i adwokat Roman Giertych uznał, że dotyczący go poniedziałkowy artykuł "Wirtualnej Polski" jest oparty na "nierzetelnej i kłamliwej relacji adwokata", który reprezentował m.in. polityków PiS. Poinformował, że w związku z tymi "pomówieniami" ustanowił już swojego pełnomocnika w Szczecinie.
|
|
fot. Jacek Slomion/REPORTER / Jacek Slomion/REPORTER

"Wirtualna Polska" napisała w poniedziałek, że Giertych miał domagać się przesłania mu dokumentów sprawy dotyczącej pary słynnych youtuberów, w której formalnie go nie było. Prawnik, który jest też posłem KO, miał grozić innym adwokatom i podawał nieprawdziwe informacje, że jest obrońcą osoby, która nie chciała, żeby jej bronił - twierdzi portal. Według "WP" tak wynika ze skargi szczecińskich adwokatów, którą rozpatruje Rzecznik Dyscyplinarny Izby Adwokackiej w Warszawie.

 

"Dzisiejszy artykuł wydawcy pana Krzysztofa Suwarta to kolejny z cyklu nagonki uprawianej przez pisowskie media. W całości opiera się on na nierzetelnej i kłamliwej relacji adwokata reprezentującego Dariusza Mateckiego jakobym w jakikolwiek sposób naruszał zasady etyki adwokackiej" - napisał Giertych w poniedziałek na platformie X.

 

Dodał, że jego mocodawczyni w tej sprawie nie ma do niego żadnych zarzutów. "Tutaj nagle poczuł się urażony pełnomocnik pisowców na Szczecin" - napisał Giertych.

"Powtarzanie absurdalnych zarzutów przez inne media, bez nawet próby skontaktowania się ze mną, świadczy o braku jakiejkolwiek rzetelności dziennikarskiej. Adwokat będący źródłem tych informacji będzie miał okazje udowodnić swoje pomówienia przed sądem. Już ustanowiłem w tej sprawie swojego pełnomocnika w Szczecinie" - poinformował jednocześnie w swoim wpisie Giertych.

 

Giertych i sprawa "Buddy". "Wprost im groził"

 

Portal przypominał, że Kamil "Budda" Labudda to jeden z najpopularniejszych, a zarazem najbogatszych polskich youtuberów. Jak przypomina "WP", w październiku ubiegłego roku w głośnej akcji Centralnego Biura Śledczego Policji Kamil Labudda, jego partnerka Aleksandra "Grażynka" Krcha i kolejnych kilka osób, zostali zatrzymani na polecenie Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Śledczy zarzucili im, że unikali płacenia należnych podatków. Do tego doszły zarzuty udziału i kierowania grupą przestępczą oraz prania brudnych pieniędzy.

W grudniu 2024 r. sąd uchylił areszty "Buddzie" i "Grażynce". Para wyszła na wolność.

Jak wynika z ustaleń "Wirtualnej Polski" to, co wydarzyło się w tamtych dniach wokół tej sprawy, jest dziś przedmiotem postępowania dyscyplinarnego wobec Giertycha. Jest też przedmiotem sporu o niewyjaśnione rozliczenia dotyczące adwokackiego wynagrodzenia - podaje "WP". - Uznaliśmy, że nie można tak tego zostawić. Czułem, że koleżanki są przerażone, przecież Roman Giertych wprost im groził. Mnie mówił, że będę skończony, jeśli nie odpuszczę - powiedział portalowi adwokat Kacper Stukan.

Roman Giertych przesłał "WP" oświadczenie. "W przesłanej odpowiedzi nie odniósł się do pytań o swoje zachowanie wobec obrońców Aleksandry Krchy, nie wyjaśnił ile i za co właściwie zainkasował pieniądze w tej sprawie. Napisał też, że miał upoważnienie do obrony. W dalszej części maila obrażał i atakował redakcję Wirtualnej Polski" - napisał portal. I opublikował pełną treść tamtej odpowiedzi Giertycha.

Posłuchaj: