Brat Bodnara generałem. "Członkowie rodzin polityków nie mogą być dyskryminowani"
- Onet napisał, że w zeszłym roku nominację generalską otrzymał m.in. gen. Mirosław Bodnar, brat ministra sprawiedliwości - miało to się stać 'na osobistą prośbę' szefa MON;
- Jan Filip Libicki przekonuje, że Kosiniak-Kamysz dobiera sobie współpracowników wedle klucza merytorycznego. Senator PSL-u ocenił w TOK FM, że krzywdzące byłoby, gdyby Mrosław Bodnar nie dostał nominacji, tylko dlatego, że jego brat jest osobą publiczną;
- Gość "Wywiadu politycznego" stwierdził też, że Kosiniak-Kamysz może rozmawiać z Nawrockim o nowym prezesie IPN.
W czwartek portal Onet opublikował artykuł m.in. o zeszłorocznych nominacjach generalskich dwóch oficerów - gen. Mieczysława Bieńka (syna znanego generała o tym samym imieniu, który jest obecnie doradcą szefa MON), a także gen. Mirosława Bodnara, od stycznia szefa Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych w Dowództwie Generalnym RSZ, a prywatnie brata szefa MS Adama Bodnara. Jak pisze Onet, awanse te - wręczone przez prezydenta Andrzeja Dudę - miały nastąpić 'na osobistą prośbę' szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza.
- Nie mogą być członkowie rodzin polityków forowani. To jest dla mnie jasne - mówił w "Wywiadzie politycznym" Jan Filip Libicki, senator Polskiego Stronnictwa Ludowego. - Ale nie mogą być też dyskryminowani w jakiś sposób - dodał.
Jak stwierdził rozmówca Dominiki Wielowieyskiej, byłoby to krzywdzące, jeżeli brat Bodnara pokonał wszystkie szczeble wojskowej kariery, kiedy jego brat nie był osobą publiczną, a "na koniec nie miałby zostać generałem, tylko dlatego, że jego brat jest ministrem sprawiedliwości".
- Kluczem nie jest to, kto jest czyim bratem, zięciem, synem, tylko to, czy ma odpowiednie kwalifikacje. Ja rozumiem, że państwo patrzycie władzy na ręce, to jest wasz obowiązek, ale w ramach tego sprawdzania warto byłoby też sprawdzić merytoryczne kompetencje tych osób, o których pani mówi - zaznaczył Libicki.
- Na ile znam Władysława Kosiniaka-Kamysza, dobiera sobie współpracowników wedle klucza merytorycznego i te nominacje miały merytoryczne uzasadnienie. Ale państwo powinniście jako dziennikarze to sprawdzać - zastrzegł gość TOK FM.
Rozmowy o nowym prezesie IPN?
Wielowieyska swojego rozmówcę pytała też o to, kto zostanie szefem Instytutu Pamięci Narodowej, kiedy nowy prezydent opuści to stanowisko. - Słyszałem o jakimś zastępcy pana prezydenta Nawrockiego, ale ten człowiek musiałby mieć większość - zaznaczył polityk.
Prezesa IPN zgłasza kolegium instytucji, a potem nad kandydaturą głosuje Sejm. Jeśli ją odrzuci, organizowany jest kolejny konkurs. Kandydat musi mieć wyłącznie polskie obywatelstwo, być niekaranym, wyróżniać się wysokimi walorami moralnymi i wiedzą przydatną w pracach IPN, a także posiadać stopień naukowy.
- Odbywały się jakieś spotkania między Kosinakiem-Kamyszem a Nawrockim. Być może ta sprawa była elementem jakieś rozmowy - dodał senator. Przypomniał, że wybór aktualnego prezesa IPN odbył się w ramach umowy między PSL, ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Prawem i Sprawiedliwością.
Kto po Nawrockim w IPN? Głosowania jeszcze nie było, ale 'wynik jest już znany'
- Pana Karola Nawrockiego jako byłego już prezesa IPN z całą pewnością interesuje, kto po nim będzie prezesem. I ja bym się niespecjalnie zdziwił, gdyby te rozmowy dotyczyły tego - mówił Libicki.