,
Obserwuj
Polityka

Kaczyński miał naruszyć nietykalność cielesną. Jest decyzja sądu

PAP
2 min. czytania
14.08.2025 12:52
Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia umorzył w czwartek postępowanie w sprawie z oskarżenia Zbigniewa Komosy przeciwko prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu o naruszenie nietykalności cielesnej. Orzeczenie nie jest prawomocne. Komosa zapowiedział odwołanie się do sądu wyższej instancji.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Sprawa z oskarżenia Zbigniewa Komosy przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu o naruszenie nietykalności cielesnej została umorzona;
  • Sędzia, ogłaszając decyzję, powiedział, że 'społeczna szkodliwość tego czynu była znikoma, dlatego nie stanowi ona przestępstwa;
  • Komosa i jego pełnomocnik zapowiedzieli odwołanie do sądu wyższej instancji.

 

Sprawa dotyczy incydentu z 10 września 2024 roku. Wtedy - według relacji Komosy - Jarosław Kaczyński dwukrotnie uderzył go w twarz podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Komosa złożył w tej sprawie prywatny akt oskarżenia z art. 217 Kodeksu karnego (naruszenie nietykalności cielesnej).

Decyzję ogłosił sędzia Łukasz Grylewicz, stwierdzając, że z materiału dowodowego wynika, że rzeczywiście "miało miejsce dwukrotne uderzenie ręką przez Jarosława Kaczyńskiego w okolice twarzy oskarżyciela prywatnego".

- Zachowania takiego oczywiście nie wolno pochwalać, jednak z drugiej strony, z uwagi na szczególne okoliczności, wyjątkową sytuację, w jakiej doszło do tego zachowania, sąd uważa, że społeczna szkodliwość tego czynu była znikoma, dlatego nie stanowi ona przestępstwa - uzasadnił sędzia Grylewicz.

Kaczyńskiego nie było w sądzie

Prezes PiS jego obrońca nie pojawili się na ogłoszeniu orzeczenia, ani na wcześniejszej rozprawie. O umorzenie postępowania, powołując się na działania oskarżonego w warunkach stanu wyższej konieczności i na znikomą szkodliwość czynu, obrona wnioskowała w czerwcu.

W czwartek na rozprawie Zbigniew Komosa i jego pełnomocnik sprzeciwili się temu wnioskowi, podkreślając m.in. konieczność osobistych wyjaśnień oskarżonego. Po ogłoszeniu orzeczenia zapowiedzieli w rozmowie z dziennikarzami odwołanie do sądu wyższej instancji.

'Skierował się do mnie z zamiarem wyrwania mi wieńca i ataku'

Zbigniew mówiąc o okolicznościach incydentu zaznaczył, że "samo zdarzenie, do którego doszło na placu Piłsudskiego 10 września 2024 roku nie miało miejsca przy składaniu" przez niego "wieńca obywatelskiego pod pomnikiem upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej". - Nie znajdowałem się wtedy bezpośrednio pod "schodami smoleńskimi". Stałem w odległości około 40-50 metrów od pomnika i Jarosław Kaczyński, po zaprezentowaniu swoich kłamliwych teorii zebranym wcześniej dziennikarzom, spod "schodów smoleńskich" skierował się bezpośrednio do mnie z zamiarem siłowego wyrwania mi wieńca i bezpośredniego ataku na mnie - powiedział Komosa.

Dodał, że "atak na niego i na wieniec nastąpił dopiero poza obrębem" pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. - To dowód na tłumienie wolności słowa w ogóle. To dowód na próbę dławienia debaty publicznej, która stoi w kontrze do kłamstwa Jarosława Kaczyńskiego o zamachu - powiedział Komosa.

Uznał on, że absurdalne są tłumaczenia, iż Kaczyński działał w celu zapobieżenia przestępstwom z jego strony. Dodał, że prezes PiS doskonale zna wyroki sądów z okresu rządów tzw. dobrej zmiany i że wszystkie sądy, w tym dwukrotnie Sąd Najwyższy, uniewinniły go od zarzutów stawianych mu przez osiem lat tych rządów.

Sejm uchylił immunitet Kaczyńskiemu w tej sprawie 6 grudnia, co umożliwiło formalne postępowanie sądowe.