advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Kolejny ginekolog na celowniku Kai Godek. "Tej manifestacji tam nie powinno być"

3 min. czytania
19.01.2026 17:57

- Zdarzyło mi się już usłyszeć, że sięgając po elektronarzędzia, ponieważ takich używamy w trakcie laparoskopii, de facto sadzamy na krześle elektrycznym i smażymy to dziecko. (...) To czysta manipulacja - mówił w TOK FM prof. Maciej Socha, kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku. W niedzielę odbyła się tam kolejna antyaborcyjna manifestacja. 

Manifestacja antyaborcyjna przed szpitalem
Manifestacja antyaborcyjna przed szpitalem
fot. Oliwia Domanska/East News
  • Kolejna antyaborcyjna manifestacja odbyła się przed gdańskim szpitalem; 
  • "Jeżeli nie odpowiada komuś polskie prawo, to powinien zwrócić się do rządu. To na ul. Wiejskiej powinien być ten protest" - mówił w TOK FM prof. Maciej Socha, kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku; 
  • Kim są w ogóle pacjentki, które do niego trafiają? 

Przed gdańskim Szpitalem Specjalistycznym im. św. Wojciecha Adalberta, w którym przeprowadzane są legalne aborcje, środowisko antyaborcyjne zorganizowało w niedzielę protest - drugi w tym samym miesiącu. 

- Tej manifestacji antyaborcyjnej tam nie powinno być. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to kompletnie nie chodzi o pojedyncze przypadki aborcji ani o metody, jakimi przerywamy ciążę. Chodzi wyłącznie o wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, który będzie skutkował kolejnymi przypadkami śmierci pacjentek. A przecież jeżeli nie odpowiada komuś polskie prawo, to powinien zwrócić się do rządu. Stąd to na ul. Wiejskiej powinien być ten protest - ocenił w TOK FM prof. Maciej Socha, kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku, kierownik Katedry Perinatologii, Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy. 

Dodał, że większym problemem było to, że pacjentki i odwiedzający je nie mieli możliwości swobodnego dostania się do szpitala, bo mimo próśb, protestujący "stali w miejscu, w którym stać nie powinni". 

- Z mojego punktu widzenia, jako kierownika oddziału, lekarze pracujący na oddziale odczuwają ogromny dyskomfort, kiedy nie słyszą, że ratują życie i zdrowie kobiet, a słyszą, że są mordercami dzieci. Utrudnia im to pracę. Przy czym ten dyskomfort będzie się przekładał na zaburzenie procesu diagnostycznego i terapeutycznego, a także wprost będzie stanowił zagrożenie zdrowia i życia pacjentów. Dlatego jeszcze raz powtórzę: to nie to miejsce i na pewno nie w ten sposób - podkreślił w rozmowie z Anną Piekutowską. 

"To czysta manipulacja"

Rozmówca TOK FM wskazał też w tym kontekście, że protestujący zastosowali zmodulowany płacz dziecka, który "brzmiał strasznie i wywoływał przerażenie". - Trochę się to kojarzyło z lalką albo wygenerowanym dźwiękiem. To wszystko to są technikalia, które mają nas wystraszyć - dopowiedział  prof. Maciej Socha. 

Temu miały też służyć, "zdjęcia jak z horroru", a także np. fotografie Adolfa Hitlera, wyliczył. - Poza tym rozczłonkowane fragmenty zwłok, płodów ludzkich - to znowu chyba nie ta formuła. Nie tak powinno wyglądać epatowanie tymi zdjęciami, które szczerze mówiąc pewnie są z lat 60-70. z USA, a nie z Polski - zwrócił też uwagę. 

- A kim są pacjentki, które przyjeżdżają do pana po aborcję?  - dopytywała też prowadząca.

- To pacjentki, których zdrowiu i życiu zagraża dalsze trwanie ciąży. Albo z przyczyn kardiologicznych albo z przyczyn psychiatrycznych. Albo np. z przyczyn onkologicznych, tak, jak np. dziś - odpowiedział prof. Maciej Socha. 

Podkreślił przy tym, że "w znakomitej większości przypadków jest to ciąża chciana".  

Lekarz tłumaczy także, że "niezależnie od tego, co tam się dzieje, to usuwa się też jajowód". - Zdarzyło mi się już usłyszeć, że sięgając po elektronarzędzia, ponieważ takich używamy w trakcie laparoskopii, de facto sadzamy na krześle elektrycznym i smażymy to dziecko. "Na miłość boską" - pozwoli pani, że tak to skwituję. To czysta manipulacja, a sama narracja jest skalkulowana na to, żeby wystraszyć i zniechęcić ludzi do aborcji. Tymczasem, ze względu na stan zagrożenia zdrowia i życia pacjentek, czasem przerywamy ciąże - mówił. 

Na koniec zastrzegł, że w zeszłym roku odbyło się ok. 800 aborcji. - Czyli, porównując do czasu sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego, kiedy z przesłanki embriopatologicznej było około 1000 przerwań ciąż i odnosząc do 120 tys. przerywań ciąż w całej Polsce to dalej poniżej 1 proc. - skwitował w TOK FM. 

Źródło: TOK FM

Redakcja poleca