Polska przegrała sprawę ws. aborcji. "Tortura stosowana na kobietach"
Europejski Trybunał Praw Człowieka w postępowaniu przeciwko Polsce, które dotyczyło aborcji, uznał w czwartek naruszenie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, mówiącego o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Adwokatka Kamila Ferenc z Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny zwracała w TOK FM uwagę, że choć zmieniła się władza, to kobiety nadal przechodzą "szalenie wyboistą drogę", by uzyskać prawo do przerwania ciąży.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie orzeczenie wydał ETPCz w sprawie dotyczącej aborcji przeciwko Polsce;
- Dlaczego kobieta złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka;
- Jakie są przeszkody prawne i społeczne w dostępie do aborcji w Polsce według prawniczki Kamili Ferenc.
Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał orzeczenie w sprawie A.R. przeciwko Polsce. Skargę do ETPCz złożyła mieszkanka Krakowa, która skorzystała z szablonu pisma, udostępnionego przez Fundację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA po wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku. W skardze do Trybunału kobieta wyjaśniła, że w momencie wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego była w 15. tygodniu ciąży, a wyniki badań lekarskich potwierdziły chorobę genetyczną płodu. Kobieta zdecydowała się na aborcję w prywatnej klinice w Holandii i wykonała zabieg, gdy była w 17. tygodniu ciąży.
- Mimo że wyrok jeszcze nie wszedł w życie, szpitale zaczęły już wtedy odmawiać aborcji z takich przyczyn, więc pani A.R. stwierdziła, że ona nie ma w Polsce możliwości wyboru, jeśli chciałaby przerwać ciążę - wyjaśniała w TOK FM mec. Kamila Ferenc z Fundacji FEDERA. - Po powrocie poskarżyła się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że jej kraj, w którym mieszka, ma rodzinę, płaci podatki, nie zapewnił jej opieki medycznej i wprowadził ją w stan niepewności - powiedziała.
Skarga, którą kobieta złożyła do ETPCz, dotyczyła domniemanego naruszenia dwóch artykułów Europejskiej Konwencji Praw Człowieka: art. 3 (zakaz tortur, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania) i art. 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego). Trybunał uznał, że naruszony został art. 8 i skargę na podstawie tego artykułu uznał za dopuszczalną. Władze polskie- przedstawiając swoje stanowisko - argumentowały, że Trybunał już wcześniej wyjaśniał, iż art. 8. nie może być interpretowany jako przyznający prawo do aborcji, zaś Europejska Konwencja Praw Człowieka nie gwarantuje prawa do konkretnych usług medycznych.
Skarżąca Polskę kobieta przekonywała, że w tym przypadku sednem sprawy nie było przerwanie ciąży jako takie, lecz fakt, że bezpośrednim skutkiem wyroku Trybunału Konstytucyjnego było to, że nie miała możliwości przeprowadzenia aborcji w związku z wadami płodu.
ETPCz nakazał wypłacenie kwot w ciągu trzech miesięcy od uprawomocnienia się wyroku: równowartości 1495 euro z tytułu szkody majątkowej i 15 tys. euro z tytułu szkody niemajątkowej.
Nic się nie zmieniło? "Tortura stosowana na kobietach"
Jak przyznała gościni TOK FM, choć minęły ponad dwa lata od zmiany władzy, która obiecała zliberalizowanie prawa aborcyjnego, to wciąż "kobiety przechodzą przez bardzo trudne sytuacje". - Droga do uzyskania świadczenia, jakim jest przerwanie ciąży, dzisiaj w Polsce jest szalenie wyboista. Liczba dokumentów, które trzeba zebrać, miejsc, które trzeba odwiedzić, kilometrów, które trzeba pokonać, to jest coś, co nazwałabym torturą stosowaną na kobietach w świetle prawa, w biały dzień - komentowała Ferenc w rozmowie z Adamem Ozgą.
- Wciąż nie mamy pełnego dostępu do aborcji z przyczyn embriopatologicznych. Kobieta, która ma wyniki badań prenatalnych i pójdzie do szpitala, nie dostanie aborcji. Musi pójść do psychiatry, tłumaczyć się ze swojego cierpienia, czekać w kolejce do tego lekarza. Jest szereg barier nałożonych na kobiety tylko z powodu wyroku (Trybunału Konstytucyjnego) - wyjaśniała. - Na to jeszcze się nakładają rzeczy sprzed wyroku, czyli praktyka szpitali w Polsce. I to, że aborcja jest traktowana jako jakieś zło moralne, którego lekarze się nie chcą podejmować; w związku z czym upokarzają pacjentki, arbitralnie im odmawiają. To sprawia, że już mieliśmy kilka udokumentowanych przypadków śmierci kobiet z powodu braku dostępności aborcji, zaniechań lekarzy - mówiła adwokatka.
I zaznaczyła, że "większość szpitali to jest niewiadoma albo wiadoma w sensie negatywnym, że pacjentki zostaną tam źle potraktowane".
Źródło: TOK FM, PAP