Drony nad Polską. Co robić, gdy słyszymy sygnały alarmowe? "Większość z nas ich nie zna"
Wielu Polaków nie wie, co robić, gdy wyją syreny alarmowe. Pokazała to niedawna sytuacja na Lubelszczyźnie. - Bardzo duża grupa ludzi się tym w ogóle nie przejęła - uznała, że są to jakieś testy systemu - mówiła reporterka TOK FM z Lublina Anna Gmiterek-Zabłocka.
- Wycie syren nie wywołało na Lubelszczyźnie należytej reakcji;
- Alarm rozbrzmiał przed tygodniem, kiedy Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało do mieszkańców SMS-y z ostrzeżeniami przed atakiem z powietrza;
- Do ataku nie doszło, ale wiele osób nie wiedziało, co robić. Niektórzy myśleli, że to test systemu, a inni, że wycie syren upamiętnia wydarzenie z przeszłości;
- O tym, jak się przygotować do ewentualnych kryzysów, od poziomu państwa, aż po własny dom i rodzinę, mówili w "Popołudniu Radia TOK FM" eksperci.
Ostatnie wydarzenia na Lubelszczyźnie ujawniły problemy społeczeństwa z rozpoznawaniem i reagowaniem na sygnały alarmowe, takie jak modulowany dźwięk syren. Mówiła o tym w "Popołudniu TOK FM" reporterka TOK FM w Lublinie Anna Gmiterek-Zabłocka.
- Przed tygodniem, właśnie w sobotę, w moim regionie po raz pierwszy w historii zawyły syreny alarmowe. Stało się to w związku z komunikatami Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, bo było, jak się wtedy wydawało, bardzo realne zagrożenie atakiem z powietrza. I mam takie doświadczenia po rozmowach z ludźmi, którzy mieszkają w tych miejscowościach, a były to m.in. takie miasteczka jak Świdnik pod Lublinem i Chełm, że bardzo duża grupa ludzi się tym w ogóle nie przejęła. Nie wyszła z założenia, że to może być coś poważnego, tylko uznała, że to są jakieś testy, sprawdzanie systemu - relacjonowała prowadząca audycję "Twój Problem - Moja Sprawa".
"Większość z nas nie zna sygnałów alarmowych"
Rozmówczyni Macieja Głogowskiego wskazała, że była też grupa ludzi, która z kolei bardzo się zaniepokoiła i zaczęła dzwonić do różnych instytucji i urzędów, by dowiedzieć się, co się dzieje. - Mam takie doświadczenie również po rozmowach z samorządowcami, że większość z nas, przynajmniej do tej soboty nie znała dobrze tych sygnałów alarmowych. Pamiętam taką rozmowę z jednym z mieszkańców Świdnika. Kiedy rozmawialiśmy, syreny zaczęły wyć po raz drugi i on mówi do mnie rozmowie telefonicznej, że przed chwilą widział w telewizji informacje Dowództwa Wojsk Operacyjnych, że już to zagrożenie minęło, a tu u niego syreny wyją. Nie miał świadomości, dopiero później to przeczytał w mediach społecznościowych, że to był właśnie dźwięk odwołania tego wcześniejszego alarmu. Więc myślę, że jest tutaj bardzo dużo do zrobienia - oceniła Gmiterek-Zabłocka.
Jak mówił w "Popołudniu Radia TOK FM" Paweł Florek, główny specjalista w Departamencie Ochrony Ludności i Zarządzania Kryzysowego MSWiA, przez lata rzeczywiście syreny wyły tylko w celu upamiętnienia rocznic czy testów systemu. - Mając świadomość, że diametralnie zmienia nam się rzeczywistość, zwłaszcza wokół naszych granic, została podjęta decyzja na poziomie rządowym o tym, aby uprościć system alarmowania i ostrzegania za pomocą syren i mamy dzisiaj dokładnie dwa takie sygnały - wskazał w rozmowie z Maciejem Głogowskim.
Trzyminutowy, ciągły, modulowany dźwięk oznacza alarm, a następujący po nim dźwięk jednostajny, także trzyminutowy - odwołanie alarmu. Jak podkreślał st. bryg. dr hab. inż. Tomasz Zwęgliński, prorektor ds. kształcenia i studentów Akademii Pożarniczej, powinniśmy się z tymi sygnałami zapoznać. - System organizacyjnie zadziałał, ponieważ przepłynął do komórek organizacyjnych wydających decyzje, technicznie również zadziałał, bo te syreny zawyły. Zawiódł w jakimś sensie ten czynnik społeczny - alarmował.
Rząd chce, by na początku przyszłego roku do milionów domów trafił "Poradnik bezpieczeństwa", który zawiera informacje o tym, jak się zachować w razie zagrożenia. Jest on już dostępny w internecie na stronach rządowych. Warto zapoznać się także z poradami na stronie www.ochronaludnosci.edu.pl.
Dowiedz się więcej. Posłuchaj całej audycji:
Źródło: TOK FM