advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

"Poradnik bezpieczeństwa" trafia do skrzynek Polaków. "Mówisz, że te wskazówki ratują życie?"

10 min. czytania
19.01.2026 12:00

"Poradnik bezpieczeństwa" trafia do kolejnych domów. Nasz dziennikarz przeczytał go z przedstawicielami trzech pokoleń Polek i Polaków. - To chyba dla starszych. Młodsi wszystko ogarną w sieci. Zamiast tego podręcznika mogliby dla nas zrobić jakieś tutoriale i wrzucić na YouTube - mówił 17-letni Miłosz. A jak ocenili publikację inni? 

"Poradnik bezpieczeństwa" jest rozsyłany do Polaków
"Poradnik bezpieczeństwa" jest rozsyłany do Polaków
fot. Adam Burakowski/East News
  • Jak zachować się po wybuchu wojny? Jak ewakuować się z domu, gdyby zaczął się np. atak rakietowy i ogłoszono alarm?
  • Uczy tego "Poradnik bezpieczeństwa", który już wkrótce znajdzie się w każdym polskim domu;
  • "Dla mnie najważniejsze są czerwone strony w tym poradniku. Zawieszę je sobie w kuchni, żeby były na widoku" - mówi w tokfm.pl emerytowana nauczycielka.

Polacy odbierają ze skrzynek pocztowych "Poradnik bezpieczeństwa". Jak przekazało kilka dni temu MSWiA, wysłano już 11 mln egzemplarzy. W pierwszej kolejności publikacja trafiła do mieszkańców województwa lubelskiego, podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Do końca stycznia - jak podał resort - ma znaleźć się "w każdym polskim domu".

W związku z tym przypominamy nasz archiwalny tekst (z września 2025 r.), w którym dziennikarz Tokfm.pl rozmawiał z Polakami o "Poradniku bezpieczeństwa". Wówczas publikacja była dostępna w internecie, a rząd zapowiadał jej rozesłanie do mieszkańców.

------------------

"Coś niezwykłego" - tak Ministerstwo Obrony Narodowej nazywa "Poradnik bezpieczeństwa", który wkrótce ma trafić do każdego domu w Polsce i aplikacji mObywatel, ale już dziś można go przeczytać w internecie. Liczy 54 strony i ma nas przygotować na ewentualną wojnę. Uczy, gdzie się schronić, gdy wróg zaatakuje z powietrza, i jak zachować się podczas ewakuacji. Pomaga też obmyślić plany na wypadek wybuchu innych kryzysów: pożarów, powodzi i ataków terrorystycznych. MON twierdzi, że to przystępna instrukcja "dla każdego". Czy tak jest?

Aby to sprawdzić, do wspólnego czytania "Poradnika bezpieczeństwa" zaprosiłem przedstawicieli trzech pokoleń Polek i Polaków:

  • emerytowaną nauczycielkę Jadwigę Barańską (68 lat),
  • budowlańca Szymona Stasiaka (43 lata),
  • licealistę Miłosza (17 lat).

Zaczynam jednak od pytania, co zrobiliby, gdyby wybuchła wojna. Wiosną zadała je pracownia IBRiS na zlecenie "Rzeczpospolitej". Co trzeci ankietowany odpowiedział, że po prostu by uciekł (18,5 proc. za granicę, a 14,1 proc. do bezpiecznego miejsca w kraju). Co czwarty zostałby wolontariuszem, np. w szpitalu lub organizacji pomocowej. Kolejne 25 proc. Polaków stwierdziło, że nie zrobiłoby nic. Tylko co dziesiąty z nas (10,7 proc.) zaciągnąłby się do wojska. A 6,7 proc. badanych odpowiedziało, że nie wie, jak zachowałoby się w czasie napaści zbrojnej na Polskę.

- Kazałbym uciekać córce i żonie do siostry, która mieszka w Niemczech, a sam poszedłbym walczyć - mówi Szymon Stasiak. Zwracam jednak uwagę, że nawet jeśli drogi nie zostałyby zablokowane przez transporty wojska albo innych uciekających, to ewakuacja jego rodziny mogłaby skończyć się na zamkniętej granicy. Słysząc to, Szymon tylko rozkłada ręce.

- Bałabym się wychodzić z domu, bo pewnie wybuchłaby panika. Nie wiedziałabym, co robić - przyznaje emerytka Jadwiga Barańska.

- Wskoczyłbym z mamą i tatą do samochodu, a potem gazu do cioci nad Bałtyk. Ma tam taką chatkę w lesie, gdzie bylibyśmy bezpieczni - odpowiada Miłosz. Gdy zauważam, że bez zapasów benzyny i jedzenia mogliby utknąć gdzieś w chaosie, licealista pyta: "To co robić?".

"Poradnik bezpieczeństwa". "Tę stronę zawieszę sobie w kuchni, żeby była na widoku"

W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie Jadwiga otwiera "Poradnik bezpieczeństwa", który jej wydrukowałem. Pomija okładkę i spis treści, po czym zatrzymuje się na trzeciej stronie, gdzie podane są wszystkie numery alarmowe. Nie tylko 112, ale też np. na pogotowie gazownicze (992), energetyczne (991) i do wojewódzkiego centrum zarządzania kryzysowego (987). - O, to potrzebne. Tę stronę zawieszę sobie w kuchni, żeby była na widoku - cieszy się 68-latka i chowa kartkę.

- To chyba dla starszych. Młodsi wszystko ogarną w sieci. Zamiast tego podręcznika mogliby dla nas zrobić jakieś tutoriale i wrzucić na YouTube - trochę marudzi 17-letni Miłosz.

- Jak internet padnie po wybuchu wojny, to młodzi zostaną z ręką w nocniku - krzywi się 43-letni Szymon i potwierdza zdanie Jadwigi, że dobrze mieć wydrukowane te numery i to nie tylko na wypadek ataku wroga.

Redakcja poleca

Entuzjazm emerytki szybko jednak gaśnie, gdy próbujemy przebrnąć przez kolejne strony. Są tam definicje takich pojęć jak "system ochrony ludności" czy "obrona cywilna", ale też sporo ogólnikowej teorii o roli instytucji publicznych i organizacji społecznych. - Dlatego uczyłam matematyki, nie polskiego, żeby nie czytać takich długich wstępów. Gdyby mi uczeń tak marnował papier na sprawdzianie, to od razu dałabym mu dwóję - mówi Jadwiga.

Zamiast szybkich porad są dłużyzny. "Dziadu ruski, czekaj z odpaleniem rakiet, aż doczytam"

"Nudne" i "urzędnicze" fragmenty "Poradnika bezpieczeństwa" skrytykował w TOK FM również gen. Roman Polko. - Na szczęście jest napisany w przejrzysty sposób i można te bezsensowne zapisy przerzucić. Bo niestety, takie są i to na samym początku - mówił były dowódca jednostki GROM i dodał, że autorzy książeczki powinni się trzymać zasady amerykańskiego inżyniera lotnictwa Clarence’a Johnson: "Nie komplikuj, głupku".

- Ja to lubię od razu konkret: co, gdzie i jak. Co mam robić, gdy w sąsiedni blok walnie bomba? Gdzie biec z rodziną? Jak nie dać się zabić? Wiem, że ten poradnik trzeba przeczytać wcześniej, bo jak Rusek zaatakuje, będzie już na to za późno. Ale dobrze byłoby mieć dwie kartki z szybką instrukcją, którą można sobie przypomnieć w razie "W". Przecież nie powiem wtedy: "Dziadu ruski, czekaj z odpaleniem rakiet, aż se doczytam makulaturę od Kosiniaka" - ironizuje Szymon.

- No, na razie jest sucho. Jak na rozpoczęciu roku szkolnego, gdy dyrektor szkoły robi spicz - ocenia Miłosz i każe mi scrollować dalej. Wystawiam mu kolejne zdania z poradnika jak piłki, ale do żadnej nie chce podbiec. Słucha ze znudzoną miną:

  • "To, jak poradzisz sobie z kryzysem, zależy od tego, czy wcześniej się przygotujesz. Zdrowo się odżywiaj, zadbaj o odpowiednią ilość snu i aktywność fizyczną";
  • "Zadbaj o zdrowie psychiczne. Na Twoje emocje duży wpływ mają wiadomości, które do Ciebie docierają - analizuj krytycznie ich treść".

- Teraz to przypomina zadanie domowe pilnego ucznia - włącza się Jadwiga. - Próbował się wykazać i napisał wszystko, co wie. Widać, ktoś chciał dostać piątkę od Kosiniaka-Kamysza (szefa resortu obrony, który przygotował ten poradnik - przyp. autora). Niby wszystko ładne, słuszne, ale łatwo stracić przy tym zainteresowanie i się poddać. A może dalej jest coś ważnego? - emerytka patrzy na mnie, jakby szukała ratunku.

Przełom w "Poradniku bezpieczeństwa". "Szczerze, ale bez drastycznych szczegółów"

Szymon Stasiak zaciekawia się dopiero po przebrnięciu przez jedną czwartą poradnika. Znajduje tam rozdział ze wskazówkami, jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach. Ma 16-letnia córkę i uświadamia sobie, że jeszcze nigdy z nią o tym nie rozmawiał. Czyta m.in.:

  • "Dzieci wyczuwają zdenerwowanie dorosłych i mogą niepokoić się informacjami, które docierają do nich z różnych źródeł (...) Przygotuj się do rozmowy i zadbaj o spokojną atmosferę. Dowiedz się, co dziecko już wie i jak się z tym czuje";
  • "Na pytania odpowiadaj szczerze, ale bez drastycznych szczegółów. Jeżeli nie znasz odpowiedzi, możecie poszukać jej wspólnie";
  • "Wytłumacz dziecku, jakie będzie miało zadania w sytuacji kryzysowej i przećwiczcie je razem. Znając swoją rolę, dziecko poczuje się bezpieczniej".

- Chyba mało który rodzic rozmawia z dziećmi o wojnie. A powinniśmy, żeby nie zostały z tym same. Wolę pogadać z córką, niż żeby zrobił to za mnie internet. On nie powie mojej Emilce: "Bez względu na to, co kiedyś się stanie, możesz na mnie liczyć. Poradzimy sobie". Wiadomo, jest nastolatką, więc machnie ręką. Ale ważne, żeby to ode mnie usłyszała - podkreśla.

- Ze mną rodzice o tym nie rozmawiali, ale przecież wiem, że mogę na nich liczyć. W każdym razie to fajne, że ktoś w tym poradniku pomyślał o dzieciach i nastolatkach - dodaje licealista Miłosz.

Poradnik wyprowadza w pole? "Niestety, nie mamy takich informacji"

Jadwiga ożywia się, gdy w poradniku czyta o planowaniu wsparcia dla np. starszych i schorowanych osób. Sąsiedzi powinni zawczasu podzielić się odpowiedzialnością za nich, np. w razie ewakuacji.

- Jestem jeszcze sprawna, dlatego pomogłabym jednej pani z dołu. Tylko co miałabym robić? - zastanawia się i zaraz znajduje cząstkową odpowiedź: "Spakuj plecak ewakuacyjny dla osoby wspieranej, upewnij się, że ma zapas niezbędnych leków i baterii do urządzeń wspomagających (aparat słuchowy, sensor do pomiaru cukru itp.)".

Redakcja poleca

Szybko jednak jej ciekawość gaśnie, bo czyta: "Więcej informacji o tym (...) uzyskasz w swoim urzędzie miasta lub gminy". - I gadaj tu z takim poradnikiem. Nie żal mu miejsca na banały, a jak już jest w nim coś dla ludzi, to od razu odsyła do urzędu. Myślałby kto, że będę tam chodziła. I że jak już pójdę, to się czegoś dowiem - irytuje się emerytka.

Dzwonię do urzędu miasta i gminy, w której mieszka Jadwiga, by zadać pytanie z "Poradnika bezpieczeństwa": Jak mogę wesprzeć osoby, które potrzebują szczególnej pomocy w sytuacji kryzysowej, jak np. wojna? - Niestety, jeszcze nie mamy takich informacji - słyszę w telefonie i zaczyna się odsyłanie mnie do innych instytucji, w tym do centrum zarządzania kryzysowego.

Szukasz schronu na wypadek wojny? Zamiast tego znajdziesz... "Przegląd Pożarniczy"

Szymon Stasiak też zostaje odesłany donikąd. Gdy szuka informacji, gdzie ma ukryć się np. podczas ataku rakietowego, natrafia w poradniku na link „Informacje o lokalizacji miejsc schronienia”. Klika i trafia na stronę Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. Tam jednak zamiast listy schronów w jego okolicy, znajduje m.in. sierpniowy numer "Przeglądu Pożarniczego".

Poradnik nie odsyła do aplikacji "Schrony", która została przygotowana przez Państwową Straż Pożarną. Może dlatego, że to tylko tymczasowa mapa miejsc, w których da się ukryć. W grudniu ma ją zastąpić Centralna Ewidencja Zbiorowej Ochrony. Jednak Szymon zakłada, że i tak znajdzie w niej do dyspozycji - podobnie jak w apce "Schrony" - tylko piwnicę w swoim bloku.

- W budowlance staramy się już nie odwalać prowizorki, bo to po prostu się nie opłaca. Ale widać, w państwie to dalej najbardziej trwałe rozwiązanie - ironizuje mój rozmówca.

"Bez schronu to wygląda skromnie". "Bóg wysłucha albo nie"

Schronami jest też zainteresowana Jadwiga, bo w razie wybuchu wojny nie ma dokąd uciekać. W poradniku czyta, że gdy ogłoszą alarm ("ciągły, modulowany dźwięk syreny trwający 3 minuty"), ma pójść drogą ewakuacyjną do miejsca schronienia. Ona również może tylko liczyć na własną piwnicę w bloku.

  • "Unikaj wind, idź schodami. Schronienie, do którego się udajesz, powinno być bez okien, mieć grube ściany, gruby strop, dostęp do powietrza i wyjście awaryjne";
  • "Jeśli nie możesz ukryć się w oznaczonym miejscu schronienia, zostań w domu - z dala od okien, przy ścianach nośnych, w centralnych pomieszczeniach";
  • "Jeśli jesteś poza domem, szukaj miejsc, które zapewniają przynajmniej minimum ochrony (najniższe kondygnacje budynków, w tym piwnice, garaże podziemne, tunele, przejścia podziemne). Nawet zwykłe zagłębienia terenu zapewniają lepszą ochronę niż przebywanie na otwartej przestrzeni".

- Mówisz, że te wskazówki ratują życie wielu Ukraińcom? Może, ale bez schronu to wszystko wygląda skromnie. Stoisz w środku mieszkania albo w piwnicy i modlisz się o przeżycie. Bóg wysłucha albo nie - tłumaczy emerytowana nauczycielka.

Plecak ewakuacyjny. "Wreszcie konkret!"

Na wypadek ewakuacji trzeba przygotować plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami. To m.in.: woda i tabletki do jej uzdatniania, jedzenie wysokoodżywcze (w tym np. batony energetyczne), apteczka, dokumenty oraz gotówka. Ważne są też: telefon, ładowarka, latarka, zapalniczka, mapy drukowane i scyzoryk. Według poradnika warto spakować również ubrania, śpiwór i folię termiczną. Taki plecak ewakuacyjny powinien mieć każdy domownik.

- Wreszcie konkret! Wyrwę te kartkę i będę miał "na zaś" w formie takiej check-listy. Dopiero gdyby sytuacja się zagęściła, to bym spakował rodzinę. Teraz przecież nikt tego nie zrobi. Dokumentów czy telefonu nie da się odłożyć do plecaka, są potrzebne na co dzień - zauważa Szymon.

- Wyszłabym na panikarę, gdybym teraz spakowała taką torbę i zobaczyłyby to koleżanki. Jak będzie bliżej wojny i media zaczną o tym trąbić, to zacznę kompletować taki zestaw na przetrwanie. Ważne, że o tym piszą w poradniku. Będę wiedziała, co przygotować - mówi Jadwiga.

- Taka lista rzeczy powinna być na pierwszej stronie, bo to mega ważne. A ten poradnik przypomina trochę artykuły w necie. Chcesz się czegoś dowiedzieć, ale scrollujesz i nie możesz tego znaleźć. W końcu poddajesz się i mówisz Chatowi GPT, żeby to za ciebie przeczytał i streścił - komentuje licealista Miłosz.

Redakcja poleca

"Poradnik bezpieczeństwa" na trójkę. "Dostatecznie ratuje życie"

Za najważniejsze w "Poradniku bezpieczeństwa" nastolatek uznaje instrukcję udzielania pierwszej pomocy. On nauczył się tego w szkole, ale już jego rodzice - jak twierdzi - nie poradziliby sobie z resuscytacją ani tamowaniem krwotoku. Chłopak uważa, że podobnie ma większość dorosłych. - A gdyby spadły bomby, to pewnie trudno byłoby dodzwonić się po karetkę - zakłada Miłosz, co potwierdzają autorzy poradnika: "Pamiętaj! Szpitale w czasie kryzysu będą przeciążone".

Z kolei dla Szymona najistotniejsze w tym poradniku są porady, jak razem z rodziną przygotować plan na wypadek kryzysu. - Np. ustalić, gdzie mamy się spotkać, gdyby rozdzielił nas wybuch wojny. Niby proste, ale dopóki trwa pokój, nikt o tym nie myśli. A jeśli już coś pierdyknie, może być za późno. To jest chyba najmocniejsza strona tej książeczki, że namawia do pogadania z rodziną o zadymie, która może się zdarzyć. Spróbuję to zrobić w domu bez straszenia, tak na luzie - tłumaczy.

Jadwidze przydadzą się czerwone strony z "Poradnika bezpieczeństwa". Na tych pierwszych są telefony alarmowe, a na ostatnich rubryki do wypełnienia np. numerami do najbliższych. - Dziś wszyscy mają je w komórkach, a nie w swojej pamięci. Jak telefon się popsuje, to koniec. Co z tego, że pożyczymy go od kogoś, jak nie będzie się dało zadzwonić - mówi.

Inne tabelki zapełni listą najpotrzebniejszych rzeczy, które powinna zebrać w jednym miejscu na wypadek kryzysu. - Siądę któregoś wieczora i ją uzupełnię, żeby nie biedzić się z tym w panice, gdy już coś się zadzieje. Ogólnie całemu poradnikowi dałabym trójkę z plusem. Bo chyba dostatecznie ratuje życie - podsumowuje z uśmiechem emerytowana nauczycielka.

Chcesz zgłosić temat, opowiedzieć swoją historię? Napisz do autora: konrad.oprzedek@tok.fm

Źródło: TOK FM