Grozi nam paraliż ZUS? Pracownicy domagają się podwyżek. "Wieloletnie zaniedbania"
Pracownicy ZUS-u chcą podwyżek. - Wieloletnie zaniedbania doprowadziły do tego, że wynagrodzenia są bardzo niskie. Przeciętne wynagrodzenie, z dyrektorami, naczelnikami, wynosi brutto 7 tys. złotych - mówiła w TOK FM przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS Beata Wójcik.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego pracownicy ZUS protestują?
- Czego, zdaniem przedstawicielki związku zawodowego, nie rozumieją rządzący?
W wielu miastach Polski trwają protesty pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Ich przedstawiciele domagają się podwyżek o 1,2 tys. zł. Organizacje związkowe zakończyły etap rokowań podpisaniem jednostronnego protokołu rozbieżności. Czy grozi nam paraliż ZUS i wstrzymanie wypłat emerytur?
- Bardzo bym chciała, żeby do tej sytuacji nie doszło, żebyśmy się dogadali ze stroną pracodawcy i żeby rządzący spojrzeli wreszcie trochę inaczej na tę instytucję - mówiła w "Poranku TOK FM" Beata Wójcik.
- Wszyscy ci, którzy nakładają dodatkowe zadania, zapomnieli o tym, że ktoś musi to zrobić, że trzeba komuś za tę pracę zapłacić i dać mu odpowiednie narzędzia. Takie działanie od wielu lat doprowadziło do tego, że nawarstwiają się zaległości - zaznaczyła w rozmowie z Jackiem Żakowski przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS.
Rządzący - jak przekonywała - zakładali choćby że wniosków o renty wdowie będzie jedynie kilkaset - było ponad milion. - Do każdej sprawy trzeba było się odnieść. Stało się to kosztem bieżącej pracy. Zaległości z ubiegłego roku i dodatkowe zadania w tym roku powodują ogromne spiętrzenie nowych zadań. A to musi zrobić pracownik. O tym się nie pamięta - mówiła Wójcik.
Związkowczyni dodała, że pracowników w ZUS-ie jest po prostu za mało. - Wieloletnie zaniedbania doprowadziły do tego, że wynagrodzenia są bardzo niskie. Przeciętne wynagrodzenie, z dyrektorami, naczelnikami, wynosi brutto siedem tysięcy złotych - podkreśliła gościni TOK FM. Dodawała, że ludzie zmieniają pracę - szczególnie młodzi - i nie ma kim ich zastąpić.
Jest nadzieja na kompromis? - Do tego trzeba dwóch. Jako organizacje związkowe jesteśmy nastawieni na dialog, rozmowę, rozważenie wszelkich opcji, które nam będą przedstawione. Natomiast potrzebujemy tej drugiej strony, a z drugiej strony praktycznie nie ma nikogo, bo przychodzi nasz prezes i mówi: ale ja mam taki budżet - zaznaczała gościni "Poranka TOK FM".
Źródło: TOK FM