Lasy Państwowe znowu ostrzą piły na Puszczę Białowieską. "Tu wcale nie chodzi o pieniądze"
Projekt zmian w planie zarządzania obiektem UNESCO, przygotowany właśnie na zlecenie ministerstwa środowiska, zakłada znaczne powiększenie strefy, w której dopuszczalna będzie gospodarka. Oznacza to możliwość wycinki części starodrzewów w Puszczy Białowieskiej.
W ocenie przyrodników dalsze forsowanie takich pomysłów nie tylko nie spodoba się UNESCO, ale też wznowi konflikt z Komisją Europejską, której pięć lat temu udało się zatrzymać cięcia w Puszczy. - Czy teraz chcemy pokazać tej 'wstrętnej Brukseli', że jak chcemy, to będziemy wycinać, co nam się podoba - pytał w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" Michał Janczura.
- Na pewno politycy chcieliby to pokazywać. Znowu dochodzimy do sytuacji z 2017 r. kiedy leśnicy chcą podnieść rękę na ten wyjątkowy las - alarmowała Sylwia Szczutkowska ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. Jak dodała, "na pewno chodzi o to, żeby zaznaczyć, że to Lasy Państwowe rządzą".
- Mamy ogromne protesty społeczne, wiemy, że ta wycinka jest nieracjonalna z punktu widzenia ekonomii, ale jak wiadomo, Lasy Państwowe nie funkcjonują na zasadach rynkowych i prowadzą działania, które są nierentowne. Mają ogromne przychody -15 miliardów złotych i ogromne koszty, po to też, żeby nie pokazywać własnych zysków. A to wszystko się dzieje kosztem polskiej przyrody. To jest jakiś wyraz dominacji, uwłaszczenia się na naszych lasach - oceniła.
Gościni TOK FM podkreśliła, że Lasy Państwowe nigdy nie odpowiedziały na pytanie, po co to robią. - Co chwila wymyślane są jakieś preteksty. Najpierw był kornik, później pożary, teraz leśnicy mają trudności w poruszaniu się w terenie, dlatego chcą urozmaicenia tych stref. Pytanie jest zasadne, natomiast myślę, że odpowiedź byłaby całkowicie irracjonalna. Nie ma żadnych powodów, dla których mielibyśmy w XXI w. wycinać nasze dziedzictwo przyrodnicze. Nie możemy być barbarzyńcami, którzy wycinają stare lasy - mówiła.
Czy w całej sprawie chodzi więc o pieniądze? - Myślę, że w przypadku Puszczy Białowieskiej nie chodzi o pieniądze. Ponieważ te nadleśnictwa od lat, nawet prowadząc wycinki, były deficytowe. Lasy Państwowe musiały dokładać do utrzymania tego nadleśnictwa - wskazała Szczutkowska.
Jak przekonywała, "ta wycinka nie spowoduje, że nagle ktoś dużo zarobi". - Myślę, że tu chodzi o to, żeby zniszczyć po prostu ostatnie fragmenty, bo od ich istnienia zależy to, czy w przyszłości powstanie park narodowy na terenie całej Puszczy. Jeżeli coś zniszczymy, zdewastujemy, wytniemy, to być może społeczeństwo przestanie się upominać o to, żeby ten teren został wreszcie skutecznie chroniony - podsumowała działaczka Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>