Podkarpacie lepsze od Miami? Tajemnica wykrywania zabójstw w Polsce
Pisarz Jacek Dehnel w mediach społecznościowych zwrócił niedawno uwagę na dane dotyczące wykrywalności zabójstw w Miami, która - jak podał - wynosi ok. 20 proc. (25 proc. w całym stanie Floryda). Dla porównania przytoczył też dane dotyczące Polski. Wynikało z nich, że wykrywalność zabójstw w naszym kraju wzrosła z poziomu 85,7 proc. w 1996 roku do 99,2 proc. w 2022 roku.
"Piszę o tym, ponieważ - jak całe bodaj moje pokolenie - wychowywałem się w latach 90. na rozmaitych amerykańskich serialach policyjnych, gdzie [były - red.] najnowsze cuda techniki, wspaniałe maszyny, imponująca przenikliwość. A tymczasem jest, jak jest. Podkarpacie bije ‚Policjantów z Miami’ na głowę" - podsumował.
"Wykrywalność rzędu 95 proc. nie jest możliwa bez manipulacji"
O wykrywalności zabójstw szeroko pisała w 2015 roku dziennikarka Justyna Kopińska. W reportażu pt.: "Ten trup się nie liczy. Tropimy policyjne statystyki", opublikowanym w "Dużym Formacie", pokazywała, jak funkcjonariusze poprawiają statystyki i po co to robią. "Od paru lat w policji nasila się tendencja, aby śledztwa wszczynać dopiero wtedy, gdy mamy już niezbite dowody, kto zabił" - mówił jej Adam, funkcjonariusz z wieloletnim stażem w sprawach zabójstw. "Wszyscy w policji wiedzą, że wykrywalność rzędu 95 proc. nie jest możliwa do osiągnięcia bez manipulacji" - podkreślał.
"Wzrasta ciemna liczba niezarejestrowanych zabójstw, których sprawcy pozostają nieznani. W mojej komendzie archiwizuje się zaginięcia z przesłankami do zabójstwa. (...) Wiem, że dzieje się tak również w innych komendach" - mówił rozmówca Kopińskiej. I dodawał, że rywalizacja o jak najwyższą wykrywalność między województwami spowodowała, że "w sprawach, w których nie ma stuprocentowych szans udowodnienia winy, przestano wszczynać śledztwa".
Od czasu publikacji reportażu wykrywalność zabójstw w Polsce jeszcze wzrosła. Jak wynika z policyjnych statystyk, w 1999 roku wynosiła 85,7 proc., w 2015 roku, kiedy ukazał się tekst Kopińskiej - 94,6 proc., w 2021 - 98,2 proc., a w 2022 roku - nawet 99,2 proc. W połowie województw w 2021 roku wyniosła równe 100 proc.
Jednocześnie spadła liczba tego typu przestępstw. W 1999 roku stwierdzono 1048 zabójstw w Polsce, a w 2001 - nawet 1325. W 2021 roku było ich "tylko" 625, rekordowo niski poziom odnotowano w 2016 - wtedy stwierdzono w naszym kraju 456 zabójstw.
Statystyka podstawą oceny
- Podstawą każdej odprawy policyjnej, każdej analizy czy oceny, jest statystyka. Stąd od dziesiątków lat istnieją różne metody naprawiania jej, na przykład zmienianie kwalifikacji czynu - zauważa w rozmowie z tokfm.pl Jerzy Dziewulski, były policjant, antyterrorysta i doradca byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego ds. bezpieczeństwa. Dlatego do policyjnych statystyk radzi podchodzić z rezerwą.
'Znikający' migranci. Potwierdzają niepokojące doniesienia z granicy
W ocenie Dziewulskiego takie "pompowanie" statystyk widać chociażby w pracy posterunkowych na ulicach. - Jeśli w czasie służby nikogo nie wylegitymują, to [w ocenie ich przełożonych - red.] - znaczy, że nic nie robią - mówi. - A jak zeszli z rejonu i mają wylegitymowanych 20-30 osób, często kompletnie bez sensu, to coś robią. Policjanci więc często stoją i "malują" w swoich notatnikach, co ma się nijak do rzeczywistości - dodaje Dziewulski.
Jeżeli chodzi o wysoką wykrywalność zabójstw, według Dziewulskiego "bierze się ona z tego, że w Polsce często są to zabójstwa rodzinne, towarzyskie, imprezowe". - Tam, gdzie identyfikacja jest prosta, wręcz prymitywna. Natomiast w Stanach Zjednoczonych zabójstw jest więcej, są dość powszechne. U nas są "wydarzeniem" - mówi były policjant.
Dopytywany, czy w jego ocenie nadal może być tak - jak pisała Kopińska - że czynności w kierunku zabójstwa prowadzi się tylko przy istnieniu niezbitych dowodów, Dziewulski odpowiada: "Takie decyzje są też inspirowane przez szefa, któremu zależy na tym, aby przed naradą półroczną czy roczną nie wyszło, że w rejonie jest więcej zabójstw niż kiedykolwiek".
"Charakterystyczny model polskiego zabójstwa"
Inne spojrzenie na sprawę ma prof. Ewa Gruza, prawniczka i kryminalistyczka, była członkini Trybunału Stanu. - Struktura naszych zabójstw na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat mocno się zmieniła. Nie mamy już problemu z typową gangsterką, gdzie załatwiano porachunki, a członkowie konkurujących ze sobą grup przestępczych wzajemnie siebie odstrzeliwali - mówi.
Zwraca uwagę, że "charakterystycznym modelem polskiego zabójstwa jest to popełnione w kręgu znajomych i rodziny". - Bardzo często zdarzeniom towarzyszy alkohol, który działa jak mechanizm zapalny - ludzie skłonni są do awantur, szukania sytuacji konfliktowych, uzewnętrzniania wzajemnych pretensji, co prowadzi do agresji i w alkoholowym amoku dochodzi do zabójstwa - wyjaśnia ekspertka.
- Druga grupa to nieporozumienia rodzinne. Tam w tle też może być alkohol, ale i konflikty rodzinne, nieporozumienia, długotrwałe znęcanie się nad członkiem rodziny. Ktoś czasem nie wytrzymuje i w emocjach dochodzi do zabójstwa - dodaje.
'Wskoczyła z rozmachem i połamala mu klatkę'. Szokujące historie z obdukcji
Jeśli chodzi o statystyki, Gruca zwraca uwagę, że "poziom zabójstw, który dawniej się wahał na niespełna tysiącu przypadków, mógł się lekko obniżyć. Natomiast on się obniżył prawie o połowę. W statystykach ujawnia się w granicach 500 zabójstw rocznie, co powinno budzić wątpliwości - zastrzega nasza rozmówczyni.
Na ile faktycznie mamy do czynienia z obniżającą się liczbą zabójstw, a na ile wynika to z przyjmowania innych kwalifikacji prawnych czynu, jest - zdaniem ekspertki - zjawiskiem trudnym do zbadania.
- Musielibyśmy wziąć pod uwagę kilka różnych kategorii kwalifikacji prawnych czynów. Po pierwsze - samobójstwa, które mogą być pozorowane, a de facto są zabójstwami. Po drugie - nieumyślne spowodowanie śmierci. To kategoria bardzo pojemna, pod którą można włączyć wszystko to, gdzie nie było zamiaru popełnienia przestępstwa - wyjaśnia Gruza.
Do tego dochodzą jeszcze bójki i pobicia ze skutkiem śmiertelnym, a także zabójstwa pozorowane na zaginięcia. - Osoba nie żyje, a niekiedy sam sprawca zgłasza zaginięcie - mówi Gruza. I zaznacza, że kiedy okoliczności takiego zaginięcia nie budzą uzasadnionego podejrzenia, że związane są właśnie z morderstwem, "niejako zwalniają policję z prowadzenia postępowania karnego". - Policja prowadzi wyłącznie działania poszukiwawcze, bo wygodniej jest zarejestrować zaginięcie. Co najwyżej zostanie ono zaliczone do tzw. trwałych zaginięć czyli takich, których z natury nie udaje się wyjaśnić - dopowiada nasza rozmówczyni.
Bez zamiaru nie ma zabójstwa
Ekspertka zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz. W jej ocenie przyczyną, dla której skala zabójstw w Polsce nie jest bardzo wysoka (a na pewno niższa niż 20 lat temu) może być właśnie inne kwalifikowanie prawne czynów. - W takich sytuacjach nie ma umorzenia postępowania z powodu niewykrycia sprawcy zabójstwa, tylko nieznaczny wzrost innych kategorii przestępstw - mówi.
- Podstawowy problem w sprawach o zabójstwo to udowodnienie zamiaru. Sprawca musi działać w zamiarze bezpośrednim lub ewentualnym, co oznacza - najprościej mówiąc - że chce dokonać zabójstwa - podkreśla kryminalistyczka. - Jeżeli na przykład sprawca kogoś bije i doprowadza w efekcie do jego śmierci, łatwiej dowodowo wykazać, że nie miał zamiaru zabójstwa, a "jedynie" pobił ze skutkiem śmiertelnym. Prościej udowodnić pobicie ze skutkiem śmiertelnym niż zabójstwo - zaznacza.
- Byłabym skłonna uznać tezę, że tam, gdzie jest to możliwe, nie stosuje się kwalifikacji z artykułu 148. Kodeksu karnego [zabójstwo - red.], bo w wielu przypadkach łatwiej jest udowodnić czyn o innym charakterze - dodaje.
Nagła zmiana w warszawskiej policji. Zastępczyni komendanta odwołana
- Nasze statystyki dotyczące zabójstw nie są tragiczne. Mamy około 40 milionów mieszkańców - nie tylko obywateli, ale wszystkich tu mieszkających. Zabójstw, co do których nie mamy wątpliwości, jest 500-600 rocznie. To nie jest istotnie różniące się od innych państw na świecie - ocenia prawniczka.
Inna niż zabójstwo kwalifikacja czynu może jednak spowodować, że sprawca dostanie niższą karę. Czy nie bulwersuje to opinii publicznej? - Niewątpliwie są to niższe kary. Gdybyśmy przymierzyli do tego lata 90., absolutną gangsterkę, ostrzeliwanie się grup przestępczych, to wtedy można było mówić, że społeczeństwo było zbulwersowane. W ostatnich latach mieliśmy kilka głośnych medialnie spraw o zabójstwo, przede wszystkim tych popełnianych w kręgu rodziny. Mało mamy spektakularnych zabójstw - przekonuje jednak kryminalistyczka.
Poprosiliśmy rzeczniczkę Komendy Głównej Policji o odniesienie się m.in. do zarzutów o to, że policja wszczyna postępowanie w kierunku zabójstwa dopiero przy niezbitych dowodach, klasyfikacji innych przestępstw celu poprawy statystyk. Spytaliśmy też, czy faktycznie to statystyka jest podstawą rozliczenia policjantów z ich pracy.
- Policja nie jest instytucją ani powołaną, ani uprawnioną do udzielania wiążącej interpretacji przepisów, czy informacji o obowiązujących regulacjach prawnych, zwłaszcza, gdy zapytania dotyczą spraw hipotetycznych. Tym samym nie odnosi się do spraw będących przedmiotem rozważań - ucina nadkom. Piotr Świstak z Wydziału Prasowo-Informacyjnego z Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>