Siostra Grzegorza Brauna w szczerym wywiadzie. "Braun to przecież typowe żydowskie nazwisko"
- Monika Braun opowiedziała w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" m.in. o swojej relacji z bratem, Grzegorzem, a w zasadzie jej braku;
- Braun to nazwisko, które aktorka kojarzyła z żydowskim pochodzeniem - do czasu odkrycia metryki pradziadka;
- Siostra polityka nie wypiera się nazwiska ani więzów krwi z bratem, ale odcina się od jego światopoglądu;
- "To spektakl, skutecznie rozegrany" - tak mówi o politycznej strategii brata;
- Polityk miał być faworyzowany przez rodzinę, dziś według siostry "sam siebie zniszczył".
Monika Braun, siostra kontrowersyjnego polityka Grzegorza Brauna, pod koniec kwietnia opublikowała w "Tygodniku Powszechnym" list otwarty, w którym stwierdziła, że wstydzi się czynów swojego brata. "Przez lata sądziłam, że 'nie kala się własnego gniazda', i milczałam, zastanawiając się, gdzie jest granica. Właśnie została przekroczona" - napisała po tym, jak Braun więził w szpitalu w Oleśnicy ginekolożkę, która dokonała aborcji 9-miesięcznego płodu z poważnymi wadami.
Teraz kobieta udzieliła wywiadu Dorocie Wodeckiej w "Magazynie Gazety Wyborczej". Pojawiły się w nim wątki… potencjalnego żydowskiego pochodzenia rodziny Braunów.
"Zanim mój brat zaczął wygłaszać antysemickie brednie, myślałam, że jesteśmy Żydami. Braun to przecież typowe żydowskie nazwisko, co sprawdzałam szczegółowo. Niejasność rodzinnej przeszłości rozumiałam jako świadome zatajenie. Ale nie. W 2009 roku znalazłam metrykę mojego pradziadka ochrzczonego po katolicku w Tarnowie" - relacjonuje Braun, aktorka, kulturoznawczyni, pisarka i nauczycielka akademicka.
"Jestem czarną owcą w rodzinie, kimś, z kim jest kłopot, ale byłam z matką i ojcem blisko, podobnie z wujami, ciotkami i kuzynami. Tylko nie z bratem, przynajmniej w ciągu ostatnich dwóch dekad. Nie sposób przyjaźnić się z kimś, kto na różne sposoby okazuje ci pogardę, wręcz nienawiść do twojego sposobu życia i myślenia" - wyznaje kobieta.
Jak dodaje rozmówczyni Wodeckiej, nie wypiera się brata ani nazwiska. "Nie wykreślę Grzegorza Brauna z genealogii. W sensie krwi i tradycji on jest nadal moim bratem. Wypieram się jego światopoglądu i czynów" - wyjaśnia.
Niespełniony reżyser
Braun opowiada też o tym, że w jej rodzinie pojawiały się już wcześniej antysemickie postawy. "Mężczyźni w kolejnych pokoleniach mieli wyobrażenie, że są prorokami, zwykle niedocenionymi przez ludzkość. To odziedziczył mój brat" - twierdzi.
Ojciec Braunów, Kazimierz jest reżyserem teatralnym, był m.in. dyrektorem artystycznym, a później także naczelnym Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie oraz dyrektorem artystycznym i naczelnym Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Od 1985 roku mieszka w USA, gdzie również reżyseruje sztuki.
"Nie chcę psychologizować, ale wydaje mi się, że Grzegorz musiał się mierzyć z poczuciem niedowartościowania, bo nie powtórzył sukcesu artystycznego ojca. Chciał zostać reżyserem fabuł, marzył zapewne, że będzie Spielbergiem albo Francisem Fordem Coppolą, co mu się nie udało" - ocenia Monika Braun.
Jak dodaje aktorka, emocjonalnie reaguje na zachowania brata. "Skręcałam się wewnętrznie z bólu, że można robić coś tak strasznego. Bolał mnie brzuch, bolało mnie ciało. Rani mnie ludzka krzywda, którą on szafuje właściwie bez ograniczeń. Czuję, jakby to mnie krzywdził" - opowiada.
Zdaniem kobiety, działania polityka Konfederacji Korony Polskiej to "spektakl, makiawelicznie przez niego rozgrywany". "I gdy patrzę na wyniki pierwszej tury wyborów, widzę, że jest to spektakl skuteczny" - dodaje.
W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Monika Braun wspomina też, że rodzice - być może nieświadomie - faworyzowali Grzegorza. "Ja zawsze jadłam wszystko, on stale grymasił (…). Mama stawała na głowie, żeby Grzesio jadł, i kroiła mu na małe kawałeczki bułkę posmarowaną masłem, z szynką lub polędwicą (…), takie wędliny były podówczas cudem kulinarnym" - zaznacza.
W przekonaniu Moniki Braun, jej brat "był zaczątkiem wspaniałego człowieka - wrażliwego, inteligentnego, otwartego na świat - który moim zdaniem sam siebie zniszczył przez bezpardonowe dążenie do realizacji własnych, egotycznych celów. Odgrywa teraz spektakl swych przekonań, swych racji, swej mądrości - głównie wobec fanów, bo ma przede wszystkim fanów, przyjaciół niekoniecznie".