,
Obserwuj
Zachodniopomorskie

Morderstwo bez... ciała. Jest ostateczny wyrok w głośnej sprawie kanibali znad jeziora Osiek

PAP
4 min. czytania
05.06.2024 22:06
To był jeden z głośniejszych procesów w regionie. Sąd Najwyższy oddalił kasacje obrońcy i prokuratora w sprawie tzw. kanibali znad jeziora Osiek. Sprawa była o tyle bulwersująca, że o ile skazano sprawców, to do dziś nie udało się ustalić tożsamości ofiary.
|
|
fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

Kasacje wnieśli obrońca skazanego na 25 lat więzienia Roberta M., który miał kierować zabójstwem, a także prokurator - na niekorzyść M. i pozostałych mężczyzn, którzy mieli jeść ludzkie mięso.

Sprawa kanibali. Dwie kasacje

Kasacje dotyczyły orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie. Utrzymał on w mocy wyrok Sądu Okręgowego, który głównego oskarżonego Roberta M. skazał na 25 lat więzienia za to, że 20 lat temu kierował zabójstwem mężczyzny o nieznanej tożsamości. Sąd stwierdził, że inni oskarżeni dopuścili się zbeszczeszczania zwłok i umorzył postępowanie z powodu przedawnienia.

Obrońca Roberta M. w kasacji powoływał się na niesłuszne - w jego ocenie - przyjęcie kwalifikacji zabójstwa ze względu na to, że nie ustalono tożsamości ofiary. Przed sądem argumentował, że przestępstwo to musi być wyrządzone na szkodę konkretnej osoby.

Tajemnicza śmierć Magdaleny Żuk w Egipcie. 'Ja już stąd nie wrócę'

- Brak ciała - to się zdarza. Ale w tym wypadku brak też tożsamości, brak konkretnej osoby. Sąd apelacyjny się nad tym nie pochylił, a to jest zasadnicza kwestia - tłumaczył. Wskazał też na inne - w jego ocenie - nieuwzględnione ustalenia faktyczne. - Trwoga, że w taki sposób można kogoś osądzić, skazać - przekonywał pełnomocnik M.

Na koniec wskazał na jedną z potencjalnie bezwzględnych przyczyn odwoławczych - niewłaściwy skład sądu. Jak tłumaczył mecenas, w obu składach orzekających w sprawie kanibali zasiadali neosędziowie. Dlatego pełnomocnik Roberta M. wniósł przede wszystkim o uniewinnienie, a alternatywnie o skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia.

Sąd Najwyższy odrzuca kasację

Sąd Najwyższy ze względu na skomplikowanie sprawy ogłosił werdykt dopiero po dwutygodniowej przerwie. Uznał kasację obrońcy za w sposób oczywisty bezzasadną.

- Nie potwierdziła się bezwzględna przyczyna odwoławcza, jaką byłaby nienależyta obsada sądów. Co prawda powołani zostali przez tzw. neo-KRS, ale ich ścieżka awansowa nie wykazuje, by stało się to za sprawą politycznych koneksji - tłumaczył sędzia sprawozdawca Marek Pietruszyński. Sąd Najwyższy w uzasadnieniu szczegółowo przeanalizował drogę zawodową sędziów wskazanych przez autora kasacji.

Zadała 41 ciosów siekierą, a potem zabrała dzieci na basen? 'Nigdy nie dowiemy się, co się stało'

SN nie podzielił też jego opinii co do interpretacji przepisów karnych dotyczących zabójstwa. - Dobrem prawnie chronionym jest życie człowieka w znaczeniu egzystencjalnym. Nieustalenie tożsamości nie może zwalniać z odpowiedzialności - powiedział sędzia Pietruszyński. Porównał taką interpretację do skompromitowanej - w jego opinii - dawnej zasady prawa anglosaskiego, która nie pozwalała skazać przy braku ciała.

- Owszem, nie ustalono osoby pokrzywdzonej, a więc i osób, które ją reprezentują, ale obrońca skazanego nie miał interesu prawnego, by to podnosić, a poza tym pokrzywdzonego reprezentuje w procesie karnym prokurator - tłumaczył.

Prokuratura: Ukarać pozostałych oskarżonych

Prokuratura przedłożyła swoją kasację, domagając się m.in. uznania współsprawstwa wszystkich oskarżonych w poprzednich instancjach. Chodziło o Rafała O., Janusza S. i o Sylwestra B. Sąd stwierdził, że dopuścili się oni "tylko" zbeszczeszczania zwłok. Postępowanie umorzono z powodu przedawnienia.

Zdaniem pełnomocników tych osób prokurator powinien był wykazać udział w zabójstwie w postępowaniu dowodowym w poprzednich instancjach, a tego nie zrobił. - Zdarzenia w ogóle nie miały miejsca, nie doszło do nich - mówiła w środę jedna z prawniczek. - Sądy poprzedniej instancji słusznie i drobiazgowo wykazały, że nie może być mowy o współsprawstwie. Współsprawstwo nie może być bierną akceptacją - dowodziła.

Dokładnie tymi samymi słowy uzasadnił odrzucenie kasacji SN. - Dla współsprawstwa musi być wspólna realizacja jakiegoś czynu, gdzie postępowanie sprawców wzajemnie się dopełnia - dodał sędzia Pietrzykowski.

'Makabryczne zbrodnie' i 'tajne śledztwo'. Kim był Potwór z Florencji? [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Sprawa kanibali. List z wyznaniem winy

Oskarżonych obciążyły przede wszystkim zeznania Rafała O. Po kilkunastu latach opowiedział on o zbrodni, do której - według śledczych - doszło w 2002 r. nad jeziorem Osiek we wsi Ługi (Lubuskie). Rafał O. zeznawał, że główny oskarżony, Robert M., najpierw kłócił się z mężczyzną przy lokalu we wsi Łasko - później mężczyzna ten został zawieziony nad jezioro. Wraz z nimi pojechali tam pozostali oskarżeni i Zbigniew B. To właśnie Zbigniew B. miał poderżnąć gardło ofierze, a przed śmiercią w 2017 r. napisać list z wyznaniem zbrodni. List został przekazany śledczym.

Sąd okręgowy we wrześniu 2021 r. uznał, że Robert M. "kierował wykonaniem czynu zabronionego" - polecił zabicie mężczyzny Zbigniewowi B. słowami: "wiesz, co masz robić". Ten podciął gardło ofierze, a następnie uciął mężczyźnie głowę nożem. Robert M., Zbigniew B. i pozostali mężczyźni - jak uznał sąd - zbezcześcili następnie ciało ofiary: zjedli kilka części ciała zabitego mężczyzny po upieczeniu ich na ognisku. Miał to być swoisty pakt milczenia, aby nikt z obecnych nie ujawniał informacji o zdarzeniu.

'Ja umieram'. Kim są sprawcy morderstwa na Nowym Świecie? 'Wieczorami jakby to było kompletnie inne miejsce'

W środę przy okazji kasacji sędzia sprawozdawca zwrócił uwagę, że nazywanie tych czynów "sprawą kanibali" nie jest - jego zdaniem - zgodne z kryminalistyczną literaturą przedmiotu. Ta wspomina bowiem o kanibalizmie na tle sadystyczno-seksualnym lub psychotycznym, w wyimaginowanym akcie obrony lub dla dominacji. Przypadki takie jak w Osieku nie są kwalifikowane jako kanibalizm.

Ciało zabitego mężczyzny Robert M. i Zbigniew B. zapakowali wraz z kamieniem do folii, wypłynęli na jezioro pontonem, który przywieźli ze sobą, i wrzucili je do wody. Do dziś go nie odnaleziono i nie ustalono tożsamości ofiary.