Tajemnice pisarstwa laureata literackiego Nobla 2025. "Drobiazgowe śledztwo nad pracą umysłu"
Laszlo Krasznahorkai brzmi jakoś znajomo, kiedy weźmie się go do ręki po raz pierwszy. Znajomo z kontekstów światowych, międzynarodowych, niekoniecznie polskich. Krasznahorkai zalatuje Beckettem, z jego dziwacznymi, rozwleczonymi w nieskończoność okresami zdaniowymi. Ten szczególny styl przywodzi też na myśl, niemal natychmiast, niedawną decyzję kapituły noblowskiej o wyróżnieniu dla Jona Fossego. To podobny rodzaj poszukiwań - mówił Jakub Janiszewski w audycji "Dłuższa rozmowa" w TOK FM.
I to nie jest łatwa w odbiorze literatura. Wymaga specyficznego dostrojenia, czegoś więcej niż czystej chęci czytania, czy ciekawości prozy. Potrzebuje motywacji i cierpliwości większej niż potrzebna do nawet najbardziej pokręconych fabuł. W pewnym sensie pisarstwo Krasznahorkaiego wymaga dostrojenia oddechu. Brzmi dziwacznie, ale takim nie jest. Kiedy zaczyna się ten rodzaj tekstu czytać, tak jakby się nim mówiło, albo go słyszało, albo - jeszcze dziwniejsze skojarzenie - uczyło go na pamięć, dopiero wtedy pewne sensy stają się jasne.
Z Beckettem jest bardzo podobnie, zaczyna się go słyszeć i rozumieć, kiedy da mu się wystarczająco dużo przestrzeni, tak, żeby pewne powtórzenia, szaleństwa i obsesje, dały o sobie znać. Wtedy okazuje się, że ten tzw. eksperyment literacki, estetyczny, wcale nie jest aż tak bardzo skupiony na języku samym w sobie, to nie w tym rzecz. To jest tak naprawdę dość realistyczna próba wyłapania tego, jak pracuje ludzki umysł.W tym sensie, ciekawą rzecz napisał o Krasnohorkai’u krytyk New Yorkera James Wood, gdy stwierdził, że trochę nie wiadomo, czy to literatura nadmiaru, czy oszczędności, czy przez ograniczenie przebiegu fabularnego autor odejmuje, czy przez rozbudowane zdania, które ciągną się w nieskończoność - dodaje.Ten rodzaj pisania jest czymś na kształt drobiazgowego śledztwa nad pracą ludzkiego umysłu, który koniec końców, okazuje się zapętlony, ograniczony do kilku nawracających myśli, z których nie podobna się uwolnić. W tym sensie wydaje się ułomny i zamknięty, a przy tym - niesłychanie komiczny. Warto o tym pamiętać, gdy już powtórzy się za wszystkimi gazetami świata, że to literatura melancholii, końca świata i apokalipsy. Nic tu się bowiem - i tu znowu można nawiązać do kolejnego noblisty - nie skończy z trzaskiem. Ale ze skomleniem też niekoniecznie. Być może nawet nikt żadnego końca nie zauważy. Albo też nie zauważył, bo z prozy Krasznahorkaiego gdzieś sączy się dojmujące poczucie końca, klęski. Już po nas, pozamiatane. Czy może być lepsza literatura na Nobla czasów wojny i sztucznej inteligencji?Źródło: TOK FM