"Dostałam groźby śmierci, gwałtu. Bałam się". Jak dziennikarka TVP poradziła sobie z hejtem?
- Zawsze jesteśmy dwa kroki za tym, co się dzieje w sieci - mówiła w TOK FM Joanna Dunikowska-Paź, która stała się ofiarą bezprecedensowego ataku dezinformacyjnego. Dziennikarka TVP opisała kulisy wydarzeń z sierpnia 2025 roku, kiedy to Grok przypisał jej słowa, których nigdy nie wypowiedziała.
Na Joannę Dunikowską-Paź - dziennikarkę programu informacyjnego "19:30" w TVP - spadła ogromna fala hejtu po tym, jak sztuczna inteligencja błędnie wskazała ją jako autorkę felernego pytania na konferencji ministra obrony. Władysław Kosiniak-Kamysz w sierpniu 2025 roku został spytany o konsultacje z prezydentem Karolem Nawrockim przed jego wizytą w Stanach Zjednoczonych. W pytaniu niefortunnie użyto jedynie inicjałów prezydenta: "KN". W sieci pojawiły się nieprawdziwe informacje, że to właśnie Joanna Dunikowska-Paź zadała pytanie. Źródłem fake newsa był Grok, a powielała go część prawicowych mediów. Tymczasem dziennikarki nawet nie było na miejscu. Jej przypadek pokazuje, jak niebezpieczne mogą być błędy AI.
Do doświadczenia hejtu i decyzji sądu w tej sprawie Joanna Dunikowska-Paź wróciła w rozmowie z Kamilem Wróblewskim w audycji "Zagubiona autostrada" w TOK FM.
- Dostałam groźby śmierci, gwałtu, polania benzyną i podpalenia na środku ulicy. Kiedy wychodzisz na ulicę (a wiesz, że z racji pracy, którą wykonujesz, łatwo jest cię rozpoznać), zaczynasz się zastanawiać, w którym momencie ktoś do ciebie podejdzie i to, o czym pisze, postanowi ci co najmniej powiedzieć. Nie chcę myśleć o tym, co dalej - wspominała dziennikarka.
Lawina hejtu i dezinformacja o wielkich zasięgach
Dezinformacja i bezprecedensowy hejt wobec Dunikowskiej-Paź miała ogromny, ponad 8 milionowy zasięg na platformie X. - Jednym prostym wpisem można przekreślić to, co starasz się budować przez lata - mówiła rozmówczyni Kamila Wróblewskiego. I zaznaczyła, że czuła zarówno poczucie krzywdy, jak i po prostu zagrożenia, że za chwilę coś może jej się stać. Zaś w sytuacji zagrożenia nie zdążyłaby wyjaśnić, że jest ofiarą fake newsa.
- Kiedy docierały do mnie pierwsze komentarze, byłam dosłownie na autostradzie, podczas rodzinnego wyjazdu - mówiła gościni "Zagubionej autostrady". - W tej historii byłam dosłownie zagubiona. Musiałam ją sobie składać w środku tego zamieszania - przyznała dziennikarka. Na samym początku docierały do niej "nie nadające się do zacytowania wiadomości", dzięki którym domyśliła się, że coś się wydarzyło. - W tamtym czasie nie było mnie na platformie X. To była moja świadoma decyzja - podkreśliła Joanna Dunikowska-Paź.
Rujnujące "powody polityczne"
Jak się okazało, Grok - co wyjaśniła dziennikarka - został w tym przypadku spytany konkretnie o nią, i dlatego też wyprodukował nieprawidłową odpowiedź z nazwiskiem Dunikowskiej-Paź i dopiskiem, że mówiła o Karolu Nawrockim jako o KN "z powodów politycznych". - To dla dziennikarza i dziennikarki informacyjnej coś rujnującego - stwierdziła gościni TOK FM.
Dunikowska-Paź zgodziła się z Kamilem Wróblewskim, że nie można Groka traktować jako wiarygodnego źródła informacji. Dziennikarka zwróciła uwagę na osoby publiczne, które - według niej - doskonale zdawały sobie sprawę, że to fake news, a i tak przekazywały dalej wiadomość. - Ktoś, kto sprowokował tę dyskusję, miał taką intencję, żeby to zrobić - stwierdziła.
Co dalej ws. dezinformacji? Jest decyzja sądu
Z jak drastycznymi konsekwencjami w życiu prywatnym musiała mierzyć się dziennikarka oraz jej rodzina? - To, co najbardziej mnie przeraża w tej historii, to skala jak bardzo jako społeczeństwo mamy w sobie potrzebę, żeby kierować do kogoś innego takie informacje - mówiła Joanna Dunikowska-Paź o hejcie, z którym się spotkała. I przyznała, że się wówczas bała o siebie, a jeszcze bardziej - o swoje dzieci.
- Zaskoczyło mnie to, że potrzebowałam tak wiele czasu, żeby zrozumieć, że nie ponoszę winy w tej sytuacji. Po kilku dniach przekułam to w działanie - opowiedziała dziennikarka, podkreślając, jak była wdzięczna za okazane wsparcie. TVP wydała oświadczenie i zapowiedziała podjęcie kroków prawnych. Sąd umorzył jednak postępowanie, ponieważ nie mógł znaleźć autorów komentarzy. - Kiedy to usłyszałam, pomyślałam, że my - jako ogół - jesteśmy na straconej pozycji. Mam do tego pesymistyczny stosunek - zaznaczyła gościni Kamila Wróblewskiego, mówiąc o nierównej walce z dezinformacją rozsiewaną przez sztuczną inteligencję. - Zawsze jesteśmy dwa kroki za tym, co się dzieje w sieci - dodała.
Dunikowska-Paź podała w audycji przykłady szokujących, wulgarnych wiadomości, które dostawała w reakcji na fake newsa. Są one wciąż widoczne w sieci. Mimo wszystko - co komentował Kamil Wróblewski - dziennikarka wykazała się spokojem i opanowaniem.
- Myślę, że to jest problem tego kogoś, kto dalej podawał fake newsa - mówiła Joanna Dunikowska-Paź, tłumacząc, że nie rzuciłaby się na żadną z tych medialnych osób, ani by nie chciała nikomu "wygarnąć" prawdy na przypadkowym spotkaniu.
Źródło: TOK FM