,
Obserwuj
Świat

Syn rzecznika Kremla najpierw się migał, a potem z dumą służył na froncie? "Wstęp do opowiedzenia bajki"

3 min. czytania
24.04.2023 16:47
Wojna w Ukrainie pokazała, że dzieci kremlowskich elit nie muszą obawiać się poboru do wojska. Syn rzecznika Kremla Nikołaj Pieskow niespodziewanie udzielił jednak wywiadu, w którym stwierdził, że walczył w Grupie Wagnera. Anna Łabuszewska, autorka bloga "17 mgnień Rosji" w "Tygodniku Powszechnym", analizowała w TOK FM, czy to może być prawda.
|
|
fot. Telegram/uniannet

33-letni syn rzecznika Kremla Dmitrija Peskowa - Nikołaj Pieskow twierdzi, że przez blisko pół roku walczył w Ukrainie w Grupie Wagnera. - To był mój obowiązek. Nie mogłem siedzieć i po prostu patrzeć, jak moi przyjaciele i inni tam są - powiedział. W wywiadzie dla prokremlowskiej gazety 'Komsomolskaja Prawda' zapewniał także, że używał fałszywego dowodu tożsamości, aby jego towarzysze z Wagnera nie dowiedzieli się o jego kremlowskich powiązaniach. Nie chciał jednak ujawnić tego przybranego nazwiska, ponieważ - jak stwierdził - może potrzebować go ponownie.

Jego słowa potwierdza szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn. Według niego, Dmitrij Pieskow osobiście poprosił go, aby przyjął Nikołaja jako zwykłego artylerzystę. Z kolei sam rzecznik Kremla powiedział, że jego syn brał udział w "specjalnej operacji wojskowej".

Jak mówiła w "Połączeniu" w TOK FM Anna Łabuszewska, autorka bloga w Tygodniku Powszechnym "17 mgnień Rosji", "nie mamy narzędzi, żeby sprawdzić czy tak było, ale możemy mieć wątpliwości". - Nie wiem. czy ktoś w to wierzy, czy nie. Jest to opowieść rosyjskiej machiny propagandowej - podkreśliła. I dodała, że Pieskow udzielił tego wywiadu dla jednej z najpopularniejszych i najbardziej poczytnych gazet w Rosji.

Nikołaj Pieskow, czyli moskiewska bananowa młodzież

Rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego zarysowała sylwetkę Nikołaja Pieskowa i wskazała, że jest on sztandarowym przedstawicielem dzieci rosyjskich elit. A Dmitrij Pieskow miał z nim spore kłopoty wychowawcze. - Nikołaj przywykł do tego, że jest złotą młodzieżą. Spędził wiele lat w Wielkiej Brytanii i tam podobno odsiadywał wyrok 15 miesięcy za napad na jakiegoś nastolatka, któremu chciał odebrać telefon komórkowy. To niepotwierdzone informacje, bo Nikołaj często żonglował swoimi nazwiskami i postaciami. Ale w Wielkiej Brytanii mu się chyba jednak palił grunt pod nogami, bo w 2011 r. wrócił do Rosji - mówiła Łabuszewska.

Tu jednak także były z nim problemy. - Zajmowały się nim głównie media społecznościowe, które lubią rozważać to, jak żyje bananowa młodzież. Pokazują np. rajdy samochodowe ulicami nocnej Moskwy. I właśnie Nikołaj się wsławił jako ten, który lekceważy przepisy ruchu drogowego. I co ciekawe, jego samochód trzy razy podczas tej rzekomej służby w Ukrainie był właśnie łapany przez radary w Moskwie. Co może podważać wersję o tym, że służył w armii - zaznaczyła ekspertka.

Gościni TOK FM zwróciła uwagę, że znaków zapytania jest jednak więcej, bo Pieskow chociażby nie miał żadnego przygotowania, żeby służyć w armii. - W kremlowskich mediach mówi się, że był w artylerii, że był członkiem załogi zestawu Uragan. To trzeba umieć i przejść jakieś przeszkolenie - wskazała. -Uwiarygodnienie jego pobytu na froncie wymagało jakichś szczegółów. Tego nie ma. Jak obserwator zaczyna się temu przyglądać krytycznym okiem, to wychodzi na to, że jest to jednak ściema - powiedziała.

'Elita stara się nie wysyłać swoich dzieci na front'

Twierdzenie Nikołaja Peskowa zbiega się w czasie z nową kampanią rekrutacyjną rosyjskiej armii, w której wzywa się mężczyzn do wypełnienia "patriotycznego obowiązku" w konflikcie ukraińskim.

Warto przypomnieć, że Nikolaj Pieskow tuż po ogłoszeniu częściowej mobilizacji w Rosji we wrześniu ubiegłego roku, odmawiał stawienia się w wojskowej komendzie uzupełnień. - Jeśli wie pan, że nazywam się Pieskow, to powinien pan zdawać sobie sprawę, na ile jest to nie do końca odpowiednie, bym tam się znajdował - odpowiedział młody Pieskow jednemu ze współpracowników rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego w prowokacyjnej rozmowie telefonicznej.

Jak podkreśliła autorka bloga w "Tygodniku Powszechnym", w Rosji, w środowiskach turbopatriotycznych jest mocna krytyka tego, że elity dbają wyłącznie o interes swoich rodzin. - Elita stara się nie wysyłać swoich dzieci na front. Pokazanie przykładu Nikołaja Pieskowa, powiedzenie, że nie służył on pod swoim nazwiskiem, każe się domyślać, że może jeszcze więcej takich chętnych było spośród synów kremlowskiej elity. Być może to jest wstęp do opowiedzenia takiej bajki - podsumowała Łabuszewska.