"Mądro-głupi żart" o "wycieczce" Grupy Wagnera do Polski. Ekspert przestrzega. "Mogą się dziać dziwne rzeczy"
- Grupa Wagnera prosiła o pozwolenie ruszenia na Zachód. Chcą wybrać się na wycieczkę do Warszawy i Rzeszowa - powiedział białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka podczas niedzielnego spotkania z Władimirem Putinem w Petersburgu. Jak dodał Łukaszenka, nastroje wagnerowców są 'złe'.
Zdaniem analityków z amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW), żołnierze z Grupy Wagnera 'nie stanowią zagrożenia militarnego dla Polski ani dla Ukrainy, o ile nie zostaną wyposażeni w ciężką broń'. Jak przypomniał Instytut, 'oddanie takiej broni rosyjskiemu ministerstwu obrony było warunkiem porozumienia między Putinem, Łukaszenką i Jewgienijem Prigożynem, kończącego zbrojny bunt wagnerowców w czerwcu'.
'Grupa Wagnera jest na Białorusi, by tworzyć zagrożenie informacyjne'
Swój argument, popierający wyżej wymienioną tezę, na antenie TOK FM dodał Michał Kacewicz. Dziennikarz Biełsatu powołał się na doniesienia ukraińskich służb, które szacują, że na Białorusi przebywa obecnie ok. 5 tys. wagnerowców. - To absolutnie nie jest siła, która stanowiłaby jakiekolwiek zagrożenie dla Polski, Ukrainy czy nawet dla Litwy. Łukaszenka przyjął ulubioną i często stosowaną przez siebie formułę głupio-mądrego żartu, jednak co do treści, jest to poważna wojna informacyjna prowadzona przez Łukaszenkę i Putina. Ma ona na celu wywoływanie paniki i budowanie pewnego napięcia. Grupa Wagnera jest na Białorusi, jak na razie, głównie po to, by tworzyć zagrożenie informacyjne i być elementem wojny psychologicznej w stosunku do Polski - podkreślał gość 'Popołudnia Radia TOK FM'.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak przyznał prowadzący audycję Przemysław Iwańczyk, reputacja 'rubasznego wuja z wąsem', która przylgnęła do Łukaszenki, nie zmienia faktu, że jego słowa zabrzmiały 'złowieszczo'. - Czy można spodziewać się, że wagnerowcy usiłują przenikać w kierunku Polski pojedynczo? - dopytywał swojego rozmówcę.
W odpowiedzi Michał Kacewicz stwierdził, że po Łukaszence i Grupie Wagnera 'możemy spodziewać prowokacji słownych i nie tylko'. - Nie wiem, czy to będzie miało formułę przenikania, ale (...) dopuszczam możliwość, że przy granicy polsko-białoruskiej mogą dziać się dziwne rzeczy, które będą obudowane potężną kampanią, która stworzy wrażenie, że lada chwila dojdzie do jakiegoś ataku na naszą granicę. Ale oczywiście będzie to nieprawda - zapewnił dziennikarz Biełsatu.
Gość popołudniowej audycji w wypowiedzi Łukaszenki dostrzegł jeszcze inny, ukryty przekaz, tym razem skierowany nie do Polaków, a do samego Władimira Putina. - W tym, co mówił Łukaszenka, wybrzmiało też coś takiego: 'Wagnerowcy mają różne intencje, są zdenerwowani, ale ja się nimi opiekuję i zapewniam spokój'. To był bardzo mocno zawoalowany, ale jednak prztyczek w kierunku Putina, mówiący, że ten z tymi wagnerowcami sobie nie poradził i teraz Łukaszenka pilnuje, by sprawowali się odpowiednio. I na pewno będzie się czegoś domagał za tę opiekę - zwrócił uwagę Michał Kacewicz w rozmowie w TOK FM.