Taki jest plan Macrona. Zastawił pułapkę na Marine Le Pen
Po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów europejskich (we Francji wygrało je nacjonalistyczne Zjednoczenie Narodowe), Emmanuel Macron ogłosił, że rozwiązuje Zgromadzenie Narodowe i wyznacza przedterminowe wybory parlamentarne na 30 czerwca. - Plan Macrona jest w sumie dość prosty - ocenił w TOK FM Piotr Moszyński z 'Gazety Wyborczej'. Gość Mikołaja Lizuta w "A teraz na poważnie" wskazał, że prezydent niejako chce się rozprawić ze skrajną prawicą w swoim kraju. - On mówi Francuzom: Chcieliście skrajnej prawicy, to posmakujcie - tłumaczył ekspert, dodając przy tym, że prezydent Francji ma komfortową sytuację, bo sam "jest nie do ruszenia". - To znaczy, ma przed sobą jeszcze trzy lata, a pozycja prezydenta we Francji jest bardzo silna. Jest nieporównanie silniejsza niż prezydenta w Polsce - wyjaśniał Moszyński.
Gość TOK FM przypuszczał, że Macronowi może chodzić o to, by Zjednoczone Narodowe wygrało i nie poradziło sobie z władzą. - Partia Marine Le Pen ma naprawdę słabej jakości kadry, które nigdy nie nabrały doświadczenia w rządzeniu krajem. Co najwyżej na poziomie miasta, w porywie regionu - tłumaczył. Macron może więc liczyć, że rządzenie całą Francją po prostu przerośnie skrajną prawicę i populistów.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen jest właściwie prawie dokładnie odpowiednikiem PiS. Nazywane jest skrajną prawicą, ale to jest po prostu nacjonalistyczny populizm w pełnej krasie - stwierdził Moszyński.
Skąd sukces partii Marine Le Pen?
Rosnące wyniki tej partii wynikają w sporej mierze z tego, że staje się coraz mniej skrajna. - Marine Le Pen niesłychanie złagodziła swój dyskurs. To nie jest jej ojciec, który robił sobie żarty z obozów koncentracyjnych i komór gazowych. To zupełnie nie to pokolenie - przekonywał ekspert, tłumacząc, że teraz mówi przede wszystkim o tzw. "sile nabywczej francuskich rodzin". Czyli koncentruje się na ich poziomie życia i działa, by ten poziom podwyższyć.
Moszyński przyznał, że to oczywiście bardzo chwytliwe, ale właśnie ta socjalność Zjednoczenia Narodowego sprawia, że można i należy porównywać ich do PiS. Wszak pamiętamy popularność takich rozwiązań jak 500+. - Bardzo możliwe, że Marine Le Pen zdecyduje się na podobne posunięcia - uważał Moszyński. I jego zdaniem takie inicjatywy mogą być czymś, o co chodzi prezydentowi Francji. - Macron liczy na to, że one się dość szybko zdezawuują i okaże się, że zarówno budżet, jak i Francuzi tego nie wytrzymają - przekonywał.
Nieopłacalny radykalizm
Analizując zmiany, jakie zaszły w Zjednoczeniu Narodowym, Moszyński mówił jak kwestie socjalne i ekonomiczne coraz mocniej spychają na dalszy plan populizm i nacjonalizm. A są jeszcze kwestie imigracji i spraw międzynarodowych. - Ta partia jest, nie zapominajmy, dość wyraźnie prorosyjska i nie sprzyja Ukrainie. W związku z tym nie byłoby dobrze, żeby to ona rządziła tą sferą - przyznał Moszyński, ale dodał, że akurat we Francji kwestie stosunków międzynarodowych i obrony są "w jakimś sensie zarezerwowane dla prezydenta". I stąd spokój Macrona, jeśli chodzi o te tematy.
Tusk wygrał w Polsce, ale może ugrać jeszcze więcej. Ekspertka wyjaśnia dlaczego
Gość TOK FM przyznał przy tym, że temat imigracji nie jest już tak nagłaśniany przez partię Le Pen jak kiedyś. Przekonała się ona bowiem, że od jakiegoś czasu "radykalizm generalnie przestał popłacać". Marine Le Pen zrozumiała, że jej nazwisko, ze względu na pamięć o ojcu, zaczęło być ciężarem dla całej partii i dopóki tu coś się nie zmieni, nie ma szans na rządzenie, co zawsze było jej ambicją. - Dlatego ona sama wycofała się formalnie - tłumaczył Moszyński. Wyjaśnił, że Le Pen nie jest już, jak kiedyś, przewodniczącą partii, a zastąpił ją 28-letni Jordan Bardella. - Ona zeszła na dalszy plan i niby czeka na wybory prezydenckie. To jest jej horyzont polityczny - stwierdził.