Wybuchły krótkofalówki Hezbollahu. "Izrael daje znać, że może dosięgnąć niemal wszędzie"
We wtorek i w środę w Libanie doszło do serii skoordynowanych eksplozji urządzeń elektronicznych - krótkofalówek i pagerów. Zginęło w nich co najmniej 21 osób, a ponad 3 tys. zostało rannych, w tym ambasador Iranu w Libanie. Wśród ofiar są członkowie libańskiego Hezbollahu.
Media zachodnie przekazały w środę, że za wtorkową operacją stały izraelskie służby, które umieściły w pagerach małe ładunki wybuchowe, zanim urządzenia zostały wysłane do Libanu. Władze w Jerozolimie jak dotąd oficjalnie nie skomentowały tych doniesień, jednak izraelski analityk wojskowy Elijah Magnier w rozmowie z portalem telewizji Al-Dżazira, ujawnił, że Izrael rozpracowywał komunikację Hezbollahu już od 2010 r.
Wybuchające pagery Hezbollahu. Izrael "daje znak" rodakom z północy kraju
Jak wskazała na antenie TOK FM politolożka prof. Joanna Dyduch, Izrael dokonując tego specyficznego ataku, zrealizował dwa cele.
- W sensie funkcjonalnym miał on doprowadzić do paraliżu komunikacyjnego. Ten atak miał też wymiar psychologiczny - Izrael daje znać, że może dosięgnąć wroga niemal wszędzie - powiedziała w "Pierwszym Programie" ekspertka z Zakładu Izraela w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu.
Posłuchaj:
Kolejna próba zamachu na Donalda Trumpa. 'Kompromitacja Secret Service'
Dla Izraela dwudniowa operacja stanowi wstęp do "nowej fazy wojny", o której w środę mówił minister obrony Izraela Joaw Galant. Jak przekazał izraelski polityk, wojska są przenoszone na północ kraju, gdzie od roku trwa wymiana ostrzałów z Hezbollahem.
Galant podkreślił, że cel wojenny Izraela na północy jest "jasny i prosty" - pozwolić na bezpieczny powrót Izraelczykom, którzy dokonali stamtąd exodusu w obawie przed ostrzałami Hezbollahu. Jak zwróciła uwagę gościni TOK FM, działania Izraelczyków mają unaocznić coś jeszcze.
- Izrael pokazuje, że jest w stanie kontrolować sytuację w Strefie Gazy na tyle, że może przejść do kolejnego etapu wojny, którego celem oficjalnie jest umożliwienie Izraelczykom powrotu na północ, ale też wyeliminowanie groźby ataków ze strony Libanu - komentowała Joanna Dyduch w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
Nie chcą, ale muszą latać na Bliski Wschód. 'Teraz będziemy bać się podwójnie'
"Powściągliwa" reakcja Iranu na atak Izraela. "Nie jest gotowy"
Hezbollah - w odpowiedzi na wtorkowe i środowe ataki - zapowiedział "sprawiedliwe ukaranie" Izraela. Mimo to Iran - który wspiera i finansuje Hezbollah od początku jego istnienia - zareagował na te wydarzenia "dość powściągliwie".
- Iran nie jest gotowy i ma świadomość, że gdyby do konfrontacji z Izraelem doszło, to nie będzie to konfrontacja wyłącznie z Izraelem, ale także ze Stanami Zjednoczonymi i bliskimi sojusznikami, a poza tym być może z innymi ważnymi graczami na Bliskim Wschodzie, który może zagrozić w sposób egzystencjalny reżimowi Ajatollahów - wytłumaczyła prof. Joanna Dyduch w TOK FM.