Nieoczekiwany skutek pomysłu Trumpa. Nowy iPhone będzie jeszcze droższy?
Donald Trump - świeżo wybrany 47. prezydentem USA - obiecał swoim wyborcom Wielką Amerykę. Po drodze do niej zaporowe cła i dobrą pracę za dobrą płacę w amerykańskich bogatych firmach. Świat bierze te zapowiedzi (całkiem) poważnie. Przynajmniej, gdy chodzi o pierwszą część z nich. Przykład?
Steve Madden sprzedaje obuwie i galanterię dobrej jakości. Daleko mu do marek luksusowych, bo w produkcji korzysta głównie z tańszych tworzyw sztucznych, ale w USA na brak popularności nie może narzekać. Trzy czwarte swojej produkcji ulokował w Chinach, ale w ostatnich latach intensywnie pracował nad zmianą. Zbudował łańcuch dostawców w Wietnamie, Kambodży, Meksyku i Brazylii. Produkcję planował przenosić stopniowo. Aż do teraz, gdy ogłosił gwałtowne przyspieszenie - w ciągu najbliższego roku zamierza przenieść z Chin do innych krajów prawie połowę tamtejszej produkcji.
To plan ochrony przed podwyżką ceł, który pokazuje, że zapowiedzi Trumpa już się przekładają na konkretne decyzje biznesowe.
iPhony będą droższe?
W tej sytuacji pojawia się też pytanie, czy jedna z największych firm na świecie - Apple - podniesie i tak już astronomicznie wysokie ceny swoich urządzeń. I to o niemal jedną trzecią.
Amerykanie kupują około 130 milionów nowych smartfonów rocznie, głównie dwóch największych marek: Apple lub Samsung. Amerykański gigant swoją produkcję umieścił głównie w Chinach, gdzie w systemie ścisłej kontroli jakości powstają iPhone’y, iPady i niemal wszystkie inne produkty firmy. Tam też produkowane są części zamienne, które z certyfikatami oryginalności kosztują w serwisie Apple’a jakieś 20 razy więcej niż u chińskiego producenta. Teoretycznie więc wprowadzenie 60-procentowych ceł na wszystko, co do USA przyjeżdża z Chin, mogłoby iPhonom nie zaszkodzić, bo producent mógłby tę podwyżkę wziąć na siebie. Wprawdzie zarobiłby mniej, ale prawdopodobnie utrzymałby sprzedaż. Mógłby też jeszcze mniej zapłacić chińskiemu podwykonawcy lub - co najbardziej prawdopodobne - sięgnąć do kieszeni konsumentów.
Firma Tima Cooka już raz uciekła śmierci spod kosy. Podczas poprzedniej kadencji kierownictwo Apple spotkało się z urzędnikami Donalda Trumpa. I przekonało ich, by podnoszone cła nie objęły produktów firmy, bo skutkiem będzie skokowa podwyżka cen iPhone’ów. Biały Dom wtedy się ugiął. Dzisiaj sprawy mogą się mieć inaczej. Takie wnioski płyną z decyzji podejmowanych przez Apple’a o przenoszeniu produkcji z Chin do Indii. Operacja odbywa się etapami, ale do jej końca wciąż daleko. I dlatego iPhone, który dzisiaj kosztuje około tysiąca dolarów - po wprowadzeniu przez Trumpa 60-procentowych ceł - dla Amerykanów będzie mieć cenę o około jedną trzecią, czyli o 300 dolarów wyższą.
Czy wybór Trumpa jest dobry dla Polski? Sondaż pokazał, jak podzieleni są Polacy
Dla całego świata zapewne też, bo trudno sobie wyobrazić, by Apple chciał sprzedawać swoje produkty taniej na świecie niż w Stanach Zjednoczonych. Zatem odpowiedź na pytanie, czy iPhone może być jeszcze droższy, brzmi: może. I to mocno droższy niż urządzenia największej konkurencji, czyli koreańskiego Samsunga.
Samsung swoje urządzenia produkuje głównie poza Chinami i stamtąd przywozi je do Ameryki, więc gwałtownej podwyżki ceł nie musi się obawiać.
Apple straci, Samsung zyska
Skutki takiej sytuacji mogą być zaskakujące. Bo oto decyzja amerykańskiego rządu może okazać się korzystna nie dla amerykańskiego biznesu, ale dla... zagranicznej firmy. Koreański Samsung - produkujący urządzenia poza Chinami - będzie mógł sprzedawać w USA swoje produkty taniej niż rdzennie amerykańska firma produkująca w Chinach. W tym przypadku marka amerykańska straci, a cała gospodarka amerykańska niczego nie zyska. Korki od szampana wystrzelą za to w Seulu.
Trump rozmawiał z Putinem? Kreml zaprzecza. Nie ma 'konkretnych planów'
Podobne przykłady widać też zresztą w innych dziedzinach. Columbia - amerykańska firma produkująca wysoko jakościową odzież sportową - już zapowiedziała podwyżkę cen. Jest w trakcie zamawiania towaru na kolejny sezon jesienno-zimowy, ale fizycznie dostawy będą się odbywać w przyszłym roku. Prezes Columbii stawia sprawę jasno: wyjścia nie ma, będzie więc bardzo trudno utrzymać ceny w przystępnej dla Amerykanów wysokości.
Podobne stanowisko zajmuje jedna z największych amerykańskich firm sprzedających części zamienne do samochodów. Wzrost cła zamierza przerzucić na konsumentów i to zanim cła wzrosną.
Kto za to wszystko zapłaci?
Ale są firmy, które przyjęły inną taktykę. Wariant pierwszy to zwiększenie zamówień z Chin, by zdążyć przed wysokimi cłami. Prawdopodobnie dlatego w lipcu i sierpniu wartość chińskiego importu do Stanów była wyższa niż rok wcześniej o 11 procent.
Wariant drugi to wyprowadzka produkcji z Chin. Taką operację już zapowiedziały na przykład biznesy z branży artykułów medycznych. Przenoszą się do Tajlandii, na Filipiny, do Egiptu i Indii. Żadna z nich nie zamierza umieścić swojej produkcji w Stanach Zjednoczonych. Ale jest też inny wymiar tej samej sprawy - Amerykańscy producenci, którzy cierpieli z powodu chińskiej tanizny. Ich położenie znacząco się poprawi. To na przykład producenci odzieży, bo Ameryka jest zalewana chińskim tekstylnym importem. Ci będą mogli sprzedawać drożej, bo zniknie tania konkurencja.
A kto za to wszystko zapłaci? Prezydent-elekt Donald Trump uważa, że zapłaci zagranica, a nie Amerykanie. A jak będzie naprawdę? Eksperci nie mają wątpliwości i powołują się na przykłady z niedalekiej przeszłości, w tym przypadek pralek do prania. W 2017 roku, podczas pierwszej kadencji Trumpa, rząd nałożył na pralki 50-procentowe cło. W efekcie ich cena wzrosła średnio o 12 procent, czyli niecałe 100 dolarów. Od tamtej pory amerykańscy konsumenci płacą za te sprzęty rocznie o półtora miliarda dolarów więcej niż przed podwyżką. Teraz ma być jeszcze gorzej niż gdy Trump wprowadził zaporowe cła po raz pierwszy. Apolityczny think tank Peterson Institute wyliczył ostatnio, że polityka celna nowego prezydenta będzie kosztować przeciętne gospodarstwo domowe 1700 dolarów rocznie. To wszystko oznacza skok inflacji, z którą ten sam prezydent, który podniesie cła - obiecał skutecznie się rozprawić.
Słuchaj całego podcastu!