Trzęsienia ziemi we Włoszech. "Boję się, nawet gdy rozmawiamy"
- Epicentrum marcowych trzęsień ziemi we Włoszech znajdowało się w morzu, na głębokości dwóch kilometrów, w pobliżu miasta Pozzouli, niedaleko Neapolu;
- Wstrząsy można odczuwać bardzo różnie - w zależności od oddalenia od epicentrum, konstrukcji budynku, w którym się przebywa, czy nawet piętra, na którym się jest. W rezultacie po trzęsieniu relacje mieszkańców tej samej dzielnicy mogą być bardzo różne;
- W szkołach regularnie organizowane są ćwiczenia ewakuacyjne. Dzieci uczą się prawidłowo reagować na niebezpieczeństwo;
- Pytamy mieszkańców zagrożonych sejsmicznie terenów o życie w strachu przed trzęsieniem i o skutki powtarzających się wstrząsów.
- W tym pokoju nie możemy przebywać, bo ściany nam pękły - Edyta, mieszkanka włoskiego miasta Pozzouli koło Neapolu, z którą łączę się zdalnie, wskazuje na dużą pionową szparę. A ja pstrykam zdjęcia. - Pierwsze takie bardzo silne trzęsienie ziemi było w maju zeszłego roku. Ale ta dziura, tu na górze powiększyła się teraz w marcu - moja rozmówczyni przechodzi do innego pomieszczenia i pokazuje kolejne pęknięcia. Jedno z pomieszczeń, pokój syna, jest w ogóle wyłączone z użytku. - Byli strażacy, ocenili szkody. Właściwie przebywamy tu na własną odpowiedzialność - opowiada.
Gdy ziemia się trzęsie, najgorszy jest huk
Była noc z 22 na 23 marca 2025, gdy w okolicach Neapolu, a dokładniej w nadmorskim mieście Pozzuoli mieszkańcy poczuli silne wstrząsy. Epicentrum znajdowało się w morzu, na głębokości dwóch kilometrów, blisko miasta, miało magnitudę 4,6.
Strach w Neapolu. Superwulkan wybuchnie? 'Coś się może wydarzyć'
Zastanawiam się, czy ludzie mieszkający na terenach występowania silnych ruchów tektonicznych odczuwają strach. Czy myślą o zagrożeniu i reagują lękiem na każde drganie, czy jednak jakoś to oswajają? Pytam o to Edytę.
- Mieszkam niedaleko stacji i gdy jedzie pociąg, oczywiście czuć wibracje. Pojawia się wtedy myśl, że to kolejne trzęsienie ziemi - opowiada. - Teraz mamy już dwa tygodnie spokoju, ale ja i tak zastanawiam się, kiedy wstrząsy wrócą - mówi. Najgorsze są noce i huk, który towarzyszy ruchom płyt tektonicznych. Huk dochodzi spod ziemi, ma ciągłe, dudniące, złowieszcze brzmienie i często jest zapowiedzią trzęsienia ziemi. A dla mieszkańców oczekiwanie na kolejny wstrząs bywa paraliżujące.
- Ja się boję cały czas, nawet teraz, gdy rozmawiamy. Zawsze, gdy tylko o tym pomyślę, czuję ból w piersiach - wyznaje Edyta. - Czy idziemy na spacer, czy spotykamy się ze znajomymi, to każdy już czeka na kolejne tąpnięcie.
- Na przykład w sobotę (w połowie marca, w czasie ostatnich dużych wstrząsów - przyp. red.) siedzieliśmy przy stole, jedliśmy obiad. Pamiętam, że była dokładnie 13:37, gdy pojawiło się tak silne trzęsienie ziemi, że zamarłam. Byłam jak sparaliżowana, nie mogłam się ruszyć. Mąż z synem schronili się pod mocną ścianą nośną naszego domu - Edyta wskazuje grubą na dwadzieścia centymetrów ścianę, w której osadzone są drzwi wejściowe do mieszkania. - A ja dalej siedziałam przy stole.
Nie każdy to czuje
Ewa z Neapolu od pięciu lat mieszka, jak mówi, "na krawędzi wulkanu" i żartuje, że czuje się poszkodowana, bo jeszcze żadnego trzęsienia nie czuła. - W maju zeszłego roku (odnotowano wtedy jedno z silniejszych wstrząsów w okolicy - przyp. red.) siedziałam wieczorem przy stole i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że przy magnitudzie 4,4 woda w szklance się nie poruszyła - relacjonuje. - Z kolei ostatnie wstrząsy o sile 4,6 spokojnie przespałam. A śpią ze mną w łóżku dwa wielkie psy cane corso i jakby one coś poczuły, to natychmiast przebiegłyby po mnie. Nie mogłabym się nie obudzić - podkreśla.
Polska ambasada w Bangkoku ewakuowana. Budynek uszkodzony po trzęsieniu ziemi
Poziom strachu mieszkańców jest bardzo różny. Podobnie jak różna jest intensywność odczuwania wstrząsów. Wiele zależy od oddalenia od epicentrum, ale też konstrukcji samego budynku czy piętra, na którym się mieszka. - Ruchy są najbardziej odczuwalne na wyższych piętrach, bo budynki się odchylają, ale jest to normalne - wyjaśnia Ewa, która sama mieszka na parterze. - Budynek musi "pracować", inaczej od byle czego by się zawalił.
Gdy rozmawiam z kolejnymi osobami i przeglądam media społecznościowe, na których ludzie wymieniają się wrażeniami, to widzę, że nawet w tych samych dzielnicach miasta te same wstrząsy nie były odbierane jednakowo. "Obudziłam się cała w strachu i już nie zasnęłam do rana", "kompletnie nic nie słyszałem, nic nie czułem, co za bzdury ludzie opowiadają!", "całą noc z lękiem obserwowałam kołyszące się lampy w domu" - piszą kolejne osoby w grupie na Facebooku.
Jak się żyje na ruchomej płycie tektonicznej?
Gdy budynek zaczyna się trząść, mieszkańcy nie od razu go opuszczają. - Przy pierwszym wstrząsie z reguły zostajemy w domu. Podchodzimy tylko do jakiejś mocnej ściany. Po drugim już zaczynamy się ubierać i jak tylko drgania ustąpią, wychodzimy na ulice. Ostatnio było to chyba o wpół do trzeciej w nocy - opowiada Edyta z Pozzouli.
Gdy ziemia drży, ludzie zbierają się poza blokami, z dala od ścian. Czasem śpią w samochodach czy namiotach rozstawionych na trawnikach. Następnego dnia lekcje zwykle są odwoływane, bo trzeba dokładnie sprawdzić, czy budynki szkół nie stanowią zagrożenia dla uczniów.
Mieszkańcy są na bieżąco informowani o zbliżających się zagrożeniach. Wiedzą, jaki rodzaj wstrząsów dominuje w ich okolicy. Dzieci uczą się w szkole, jak zachować się podczas trzęsienia. Przynajmniej raz w tygodniu mają symulacje zagrożeń i ćwiczenia ewakuacyjne, np. jak reagować na alarmy. Przy trzecim dzwonku wchodzą pod stoliki w klasie. Gdy alarm cichnie, mają spokojnie, jeden za drugim, wyjść z budynku na dziedziniec. Gdy wstrząsy ustają, Obrona Cywilna decyduje, czy lekcje mogą być kontynuowane.
- Ostatnio mój syn nie chodził do szkoły przez trzy dni z rzędu, bo najpierw były wstrząsy i zagrożenie kolejnymi, potem sprawdzanie bezpieczeństwa i dopuszczanie budynków do użytku - opowiada Edyta. Jedna z okolicznych szkół po ostatnich wstrząsach została wyłączona z użytkowania i obecnie uczniowie mają zajęcia zdalne, jak w czasie pandemii.
Pytam Edytę, czy ona i jej sąsiedzi myślą o opuszczeniu miasta. - Po tych wstrząsach niektórzy wynajęli sobie mieszkania 40-50 km stąd, żeby po prostu spokojnie spać. Inni zwyczajnie musieli opuścić domy, bo groziły zawaleniem - wylicza. W jej okolicy są dwa bloki, które w ostatnim czasie kompletnie opustoszały. Jednak dla większości ludzi porzucenie domu, przeprowadzka, zmiana szkoły dla dzieci, czyli zaczynanie wszystkiego od nowa, to zbyt duża zmiana. Zostają więc na miejscu świadomi ryzyka. I żyją w strachu.
Zimno, ciemno i do domu daleko, ale... są tłumy. Ile kosztują wakacje w Antarktyce?
'W poniedziałek was ewakuują, to chyba nie warto przylatywać?'
- Tak, widuję turystów - potwierdza Edyta. - Słyszy się obcą mowę na ulicach. W zeszłym roku spotkałam dwóch chłopaków z Warszawy na plaży w Pozzouli i było to niedługo po silnych wstrząsach, jakie mieliśmy w maju. Na pytanie, co ich sprowadza w ten niespokojny region, odpowiedzieli, że bywali tu już wcześniej i okolice są tak piękne, że nawet trzęsienie ziemi nie zniechęci ich do przyjazdu.
Ewa z Neapolu - ta, która do tej pory ani razu nie odczuła wstrząsów - jest przewodniczką po podziemiach. - Byłam z grupą na dole przy wstrząsach o sile 3,7. I też nic nie czuliśmy - wspomina. Potwierdza, że słyszy od turystów pytania, czy jest bezpiecznie i czy można przyjeżdżać w ten region Włoch.
Wspomina jednak, że nie ma ich tyle, co dwa lata temu, gdy wstrząsy były lżejsze, ale wiele się o nich pisało w polskich mediach. Pojawiła się nawet seria informacji, że aktualizowane są planu ewakuacyjne Neapolu. - 'Dowiadywałam się' wtedy z Polski, że w poniedziałek mają nas ewakuować, więc chyba lepiej w sobotę nie przylatywać - relacjonuje Ewa. - Tymczasem plany ewakuacyjne miast leżących na terenach aktywnych tektonicznie są systematycznie aktualizowane i nie ma w tym niczego sensacyjnego.
- Z kolei osoby, które dziś zadają takie pytania, mają już przeważnie wszystko zarezerwowane i zapłacone. Chyba liczą, że ich uspokoimy. I przyjeżdżają - podsumowuje Ewa.
Na wałach 'wystąpił w lakierkach'. Chcą odwołać burmistrza. 'To bardzo trudne'
Krajobraz po wstrząsach
O przeżycia związane z trzęsieniami ziemi i skutki tych wstrząsów obserwowane we Włoszech zapytałam znajomych, z różnych regionów tego kraju.
Eleonora z Sycylii: "Dobrze pamiętam trzęsienie ziemi w Syrakuzach w 1990 roku. Byłam dzieckiem, wstrząs obudził mnie w środku nocy. Potem było ich wiele jeszcze przez kilka kolejnych dni. Podczas jednego z takich trzęsień pękła ściana naszego domu. Pamiętam wiele osób opuszczających swoje domy. My też całą rodziną przeprowadziliśmy się z miasta i zamieszkaliśmy na jakiś czas w willi nad morzem. O ile wiem, jedno z najsilniejszych trzęsień ziemi na wschodzie Sycylii miało miejsce w 1693 roku w Val di Noto. Wtedy całkowicie zniszczone zostało starożytne miasto Noto".
Sabrina z Wenecji Euganejskiej (wł. Veneto) na północy Włoch - ta okolica nie znajduje się na czerwonej liście trzęsień ziemi. Ale tam też czuć wstrząsy. Sabrina: "Zdarzyły się kilka razy, gdy byłam dzieckiem. Pamiętam jedno, miałam wtedy 9-10 lat, obudziłam się w nocy, czując, że coś się trzęsie, jednak zasnęłam znowu. Dopiero rano zdałam sobie sprawę, że to było trzęsienie ziemi. .Czasem można zauważyć, że lampy się lekko kołyszą, jednak ruchy tektoniczne muszą być naprawdę silne, żeby były odczuwalne w naszej okolicy".
Edyta z Pozzouli koło Neapolu: "Wiem z opowiadań, że w latach 80. moja miejscowość na dłuższy czas była niemal w całości ewakuowana, bo w pewnym okresie dochodziło tu do 500 wstrząsów w ciągu dnia. Ruchy ziemi spowodowały też zmiany w okolicznym krajobrazie. Kiedyś na Pozzuoli nie było w ogóle plaż, były skałki, do wody trzeba było wchodzić w butach, żeby się nie pokaleczyć, a teraz proszę, mamy plaże! To, co obserwujemy w tej okolicy, to bradyseizm, czyli podnoszenie i opadanie gruntu. Fazy obniżania się i wypiętrzania terenu występują na zmianę, doprowadzając do deformacji gruntu i trzęsień ziemi".
Gdy sąsiad z góry zmarł, jej życie zamieniło się w koszmar. 'Mieliśmy 45 minut na spakowanie'
Klaudia, mieszkanka gór w centralnej Sycylii, opowiada, że w czasie marcowego trzęsienia drżenie odnotowano w okolicach stolicy wyspy, czyli Palermo. Choć sama nie odczuła wstrząsów, to sporo o nich wie. - Interesuję się tym, bo jednak żyję na terenach aktywnych tektonicznie - wyjaśnia i dodaje, że oczywiście trudniej żyje się ludziom na południu Włoch, gdzie bardziej aktywne są także wulkany. Dochodzą do niej jednak głosy, że mieszkańcy okolic Pól Flegrejskich z Wezuwiuszem (wł. Campi Flegrei) oraz Neapolu boją się, a specjaliści uważają, że w ogóle budowanie miast na tych terenach było błędem. - Ludzie obawiają się powtórki z Pompei - dodaje.
Pompeje, miasto zniszczone w 79 r.n.e przez erupcję Wezuwiusza to dziś Park archeologiczny (wł. Parco Archeologico di Pompei) wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO i jedna z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych we Włoszech.
- Na samej Sycylii duże trzęsienie ziemi miało miejsce w 1968 roku - opowiada dalej Klaudia. - Została wtedy zniszczona między innymi miejscowość Gibellina. Teren dawnego miasta jest dziś zamieniony w dzieło sztuki: zostało w całości zalane betonem, pozostawiono formy dawnych ulic i ogólny kształt budynków. Ta ogromna rzeźba, symboliczny grób miasta nazywa się "Cretto di Gibellina" (cretto oznacza pęknięcie), a jej autorem jest artysta Alberto Burri.
To także miejsce, które dziś tłumnie odwiedzają turyści przybywający na Sycylię.