,
Obserwuj
Świat

Szpikulcem w mózg. Jak Amerykę opanowała moda na lobotomię

Kamil Śmiałkowski
3 min. czytania
03.11.2024 17:39
Lobotomia. Niespełna sto lat temu portugalski neurolog stwierdził, że tak brutalnie, chirurgicznie niszcząc część mózgu, można uleczyć schorzenia psychiczne. Niektórzy stosują tę metodę do dziś. Jedną z ofiar terapii przez lobotomię była siostra prezydenta USA.
|
|
fot. Envato

Prezydent John Fitzgerald Kennedy miał ośmioro rodzeństwa. Najbardziej znany z nich był Robert, młodszy brat, który został prokuratorem generalnym Stanów Zjednoczonych, ale w tej opowieści chodzi o Rosemary. Trzecie dziecko Josepha i Rose Kennedych. Najstarszy syn Joe zginął na froncie II wojny światowej, drugi John wyrastał na zdolnego polityka, tymczasem Rosemary od dziecka sprawiała wrażenie opóźnionej w rozwoju. Ojciec, który miał wobec wszystkich swoich dzieci mocno wygórowane oczekiwania, nie konsultując się z nikim, nawet z żoną, umawia córkę na zabieg. Rosemary przechodzi lobotomię w wieku 23 lat, a potem zostaje umieszczona w zakładzie opiekuńczym.

To, co czyni nas ludźmi

Moda na lobotomię, która opanowała Stany Zjednoczone i była przez lata uznaną metodą leczenia, to temat kolejnego odcinka podcastu Jagny Kaczanowskiej "Zbrodnie lekarzy dusz". Na czym polega i jak ewoluowało leczenie przy pomocy lobotomii, która z czasem stała się także popularnym motywem w wielu powieściach i filmach z oscarowym "Lotem nad kukułczym gniazdem" na czele?

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Samą procedurą wymyślił portugalski neurolog Egas Moniz, który uważał, że pacjenci z obsesjami i kompulsjami cierpią z powodu niewłaściwego przepływu impulsów nerwowych przez mózg. Uznał, że przerwanie dróg, którymi te impulsy podążają, będzie idealną formą leczenia. Pierwsze operacje przeprowadził w 1935 roku. Opisał, jak wspaniale wpłynęły na zachowania 20 pacjentów. Polegały one na chirurgicznym uszkodzaniu dróg nerwowych, łączących korę czołową z resztą mózgu. Dochodziło wtedy do nieodwracalnego zniszczenia istoty białej. Kora czołowa jest odpowiedzialna za nasze relacje społeczne, przeżywanie emocji, myślenie abstrakcyjne, kreatywność, a także podejmowanie decyzji. Czyli to... co czyni nas ludźmi.

Słyszę, że zdradzają ukraińskich żołnierzy z Polakami. 'Ogromna liczba' rozwodów

Pojedynek na lobotomię

W Ameryce pierwsze operacje przeprowadzono już w 1935 r., a kilkanaście lat później doszło do głośnego naukowego pojedynku. Oto na uniwersytecie w Hartford stanęli naprzeciw siebie dwaj orędownicy lobotomii, by przy zgromadzonej publiczności udowodnić wyższość swojej metody. Profesor William Beecher Scoville z Yale stosował klasyczną technikę: nawiercił pacjentowi dwa otwory w czole, po jednym nad każdym okiem. Pacjent był przytomny, dostał jedynie znieczulenie miejscowe. Scoville wprowadził przez otwory rodzaj cewnika ssącego, za pomocą którego odessał nieco istoty białej z mózgu pacjenta i gotowe.

Tymczasem prof. Walter Freeman z George Washington University zaproponował nowszą technikę przeprowadzania lobotomii: przez oczodoły. Freeman żartował, że procedura jest tak banalnie prosta, że nawet idiota jest w stanie ją opanować. Do sali wwieziono kolejnego pacjenta, tym razem nieprzytomnego. Freeman wziął w dłoń szpikulec, przypominający łudząco ten, używany do rozdrabniania lodu. Uniósł górną powiekę pacjenta i wprowadził szpikulec w oczodół ponad gałką oczną. Napotkał opór – to kość oczodołu, bardzo cienka. Wziął do ręki młoteczek. Stuk-puk – i już, szpikulec przebił kość, teraz kilka sprawnych ruchów, kora czołowa została odcięta. Po chwili taka sama procedura – z drugiej strony głowy. Widzowie byli zachwyceni. Oklaski.

Zrobili z niego dziewczynkę, by udowodnić, że płeć nie istnieje. Skończyło się dramatem

Podobno prof. Freeman tak doskonale opanował tę technikę, że był w stanie poddawać lobotomii dwudziestu i więcej pacjentów dziennie. Jedną z tych osób będzie właśnie Rosemary Kennedy.

Powrót Rosemary

Organizm Rosemary po lobotomii wrócił do sił, ale ona sama nigdy już nie wróciła do siebie. Była wesołą dziewczyną, lubiła się śmiać, uśmiechniętą widzimy ją na wszystkich zdjęciach z dzieciństwa, z czasów przed zabiegiem. Potem stała się wycofana, intelektualnie, jak twierdzą jej najbliżsi – na poziomie niemowlaka. Była niezdolna do samodzielnej egzystencji. Wysłana przez ojca do Jefferson, katolickiej placówki dla upośledzonych umysłowo, do domu wróciła wiele dekad później, po jego śmierci.

Losy Rosemary Kennedy opowiedziane w podcaście - obok historii innych ofiar "leczenia lobotomią" (jak młodego Henry'ego, który po zderzeniu z rowerzystą cierpiał na padaczkę pourazową, a jego rodzice w 1953 r. zgłosili się do prof. Scoville'a) - to wstrząsające dowody na brak empatii i eksperymentowanie z ludzkim życiem i psychiką "w imię nauki". To opowieści o zbrodniarzach, którzy zapomnieli o tym, że koronna zasada medycyny brzmi: primum non nocere, po pierwsze nie szkodzić.

Wszystkie odcinki podcastu "Zbrodnie lekarzy dusz" znajdziesz TUTAJ >>>