,
Obserwuj
Świat

Polski Związek Łowiecki zbada sprawę myśliwych, którzy mieli grozić "kulką" znanemu sportowcowi

Tomasz Fenske
2 min. czytania
17.01.2018 16:44
Sprawę myśliwych, którzy - według mistrza świata psich zaprzęgów, Igora Tracza - mieli grozić mu bronią, zbada rzecznik dyscyplinarny Polskiego Związku Łowieckiego.
|
|
fot. Renata Dąbrowska / Agencja Wyborcza.pl

Chodzi o słowa, które sportowiec miał usłyszeć od polujących w trakcie leśnego treningu z dziećmi. Według jego relacji myśliwi wyganiali jego grupę z lasu i pytali, czy chce dostać kulkę.

Nowe przywileje myśliwych - skąd się wzięły?

Polski Związek Łowiecki zapewnia, że bada sprawę.Sportowiec podkreśla, że trenował w lesie z dziećmi i już choćby ze względu na ich obecność zachowanie myśliwych - tak, jak je relacjonuje - było niewłaściwe. A niektóre słowa odbiera jako straszenie i groźbę.- Pytanie, czy chcę dostać kulkę, kiedy wyjadę zza zakrętu, jest trochę nie na miejscu, zwłaszcza w obecności dzieci.   Nie zamierzam walczyć z myśliwymi, chodzi mi tylko o przepływ informacji, w jakich godzinach będzie polowanie. Użytkownicy lasu powinni mieć taką wiedzę. Przecież las jest wspólny. Ci ludzie wchodzą do lasu z bronią. My mamy psy i rowery. To co jest do cholery bardziej niebezpieczne? - pytał Mistrz Świata w psich zaprzęgach.

Czytaj więcej na ten temat: Myśliwi grozili mistrzowi świata w psich zaprzęgach: 'Chcesz, żeby trafiła cię kulka?'

Rzeczniczka Polski Związek Łowieckiego, Diana Piotrowska przekonuje, że rzecznik dyscyplinarny ustalił już, o których myśliwych chodzi i zapewnia, że porozmawia z nimi o przebiegu wydarzeń:- Nie mamy podstaw, żeby sądzić, że słowa pana Tracza są nieprawdziwe. Konieczne jest wysłuchania zdania obu stron. Jeżeli potwierdzi się, że doszło do takiego zdarzenia, PZŁ podejmie stanowcze działania dyscyplinujące i wyciągnie konsekwencje dyscyplinarne - mówiła.To może oznaczać między innymi o zawieszenie lub wydalenie z koła łowieckiego.

Przypomnijmy: zapisy specustawy nie dają myśliwym prawa do wyrzucania nikogo z lasu. Mogą jedynie wezwać policję, która po przybyciu na miejsce oceni sytuację.