Kluczowa branża pominięta w programach wyborczych. PiS nie chciał rozmawiać
Tak, Polska ma agencję kosmiczną, i to od lat. Tak, polski astronauta wkrótce poleci na orbitę, będzie nim najpewniej doktor Sławosz Uznański. Tak, działa u nas wiele firm zajmujących się kosmosem, razem zatrudniają około 12 tysięcy ludzi. Tak, w XXI wieku państwo musi wiedzieć, czego od nich potrzebuje. Nie, partie polityczne nie uznały, że muszą sporządzić spójne plany co do kosmosu, dlatego postanowiliśmy nakłonić kandydatów ze wszystkich komitetów wyborczych, by wyrazili opinię na kilka najważniejszych tematów dotyczących branży. Tylko Prawo i Sprawiedliwość nie zgodziło się na rozmowę. - Szkoda. To oni odpowiadali za ostatnich osiem lat polskiej polityki kosmicznej, wobec której jest wiele znaków zapytania - komentuje Tomasz Noga z Centrum na Rzecz Polityki i Prawa Kosmicznego 'Ad Astra'.
Polski astronauta. Dobrze, że leci, ale?
O tym, że Polak uda się na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS), wiadomo od sierpnia, kiedy Ministerstwo Rozwoju i Technologii podpisało stosowną umowę z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) i firmą Axiom Space, która zajmuje się transportem ludzi na orbitę. Doktora Uznańskiego muszą jeszcze zaakceptować kraje współpracujące przy ISS, ale wszystko wskazuje na to, że to właśnie on będzie drugim Polakiem w kosmosie, ponieważ należy do rezerwowego korpusu astronautów ESA i zaczął już przygotowania. Doktor Uznański spędzi na stacji około dwóch tygodni, co oznacza, że nie wejdzie w skład regularnej załogi ISS. - W przyszłości wchodzi jednak w grę ewolucja i lot długoterminowy. To nie jest jeszcze przesądzone, ale z całą pewnością możliwe - mówił kilka tygodni temu dyrektor generalny Europejskiej Agencji Kosmicznej Josef Aschbacher, w rozmowie z TOK FM. Misja polskiego astronauty jest przewidziana na drugą połowę przyszłego roku, czyli już w trakcie następnej kadencji parlamentu.
Decyzję o wysłaniu Polaka w kosmos podjął rząd Prawa i Sprawiedliwości. Opozycja nie mówi "nie" takiej przygodzie, choć zgłasza zastrzeżenia. - To jest dość kosztowne przedsięwzięcie - zwraca uwagę poseł Andrzej Rozenek, członek komisji obrony narodowej. - Musieliśmy wpłacić dodatkową składkę do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Ona częściowo do nas wróci, będzie wykorzystana na różne projekty związane z kosmosem, ale trzeba pamiętać, że to duże wyrzeczenie dla państwa. Z drugiej strony zawsze z dumą mówiliśmy o pierwszym Polaku w kosmosie, więc myślę, że i w tym przypadku mamy powody do dumy, pamiętając jednak, że to sporo kosztuje - dodaje Rozenek, który znalazł się na liście kandydatów Koalicji Obywatelskiej w okręgu obejmującym okolice Warszawy, ale zaznacza, że nie mówi w imieniu całego ugrupowania.
Z rezerwą do misji doktora Uznańskiego podchodzi także Konfederacja. - Dobrze to wygląda na papierze i można to wykorzystać do promocji oraz rozwoju branży kosmicznej w Polsce, ale wiadomo, że jest to związane z wpłaceniem przez Polskę wyższej składki, z której część idzie właśnie na opłacenie szkolenia astronauty. Tym niemniej należy to w pełni wykorzystać i podkreślić, że jest on znakomitym ekspertem - mówi poseł Krystian Kamiński (kandydat w okręgu lubuskim), członek parlamentarnej delegacji ds. przestrzeni kosmicznej.
Do pieniędzy wrócimy za moment, bo polski lot w kosmos rzeczywiście nie będzie darmowy. Rząd dorzucił 295 milionów euro (prawie 1,4 miliarda złotych) do budżetu Europejskiej Agencji Kosmicznej w latach 2023-2025.
Cena nie odstrasza byłego premiera Waldemara Pawlaka. W tych wyborach ubiega się w Płocku o miejsce w Senacie z ramienia Trzeciej Drogi, a za rządów PO-PSL występował w Sejmie jako orędownik powołania Polskiej Agencji Kosmicznej i dołączenia do ESA. - Podczas dyskusji o członkostwie Polski w Europejskiej Agencji Kosmicznej też mówiono o kosztach. Trzeba pamiętać, że korzyści wynikające z technologii kosmicznych są ogromne, choćby w rolnictwie precyzyjnym, które z jednej strony chroni środowisko, a z drugiej zwiększa efektywność pracy i zmniejsza obciążenie rolników. Ciągniki na polach wykorzystują prowadzenie satelitarne o dużej dokładności. Wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy, ile zależy od odpowiedniego wykorzystania technologii kosmicznych - mówi były szef rządu.
Lewica w górnośląskim okręgu numer 29 wystawiła Alicję Musiał, jedyną kandydatkę do Sejmu, która w rubryce zawód wpisała "inżynier inżynierii kosmicznej i satelitarnej" i może się poszczycić wkładem w misje dwóch polskich satelitów: PW-Sat2 i KRAKsat. Zajmuje się także rozpowszechnianiem wiedzy o astronautyce. - Lot Uznańskiego to świetna okazja do popularyzacji lotów kosmicznych, nowoczesnych technologii i pokazania tego, że w Polsce faktycznie możemy "podbijać kosmos". Dla wielu młodych Polek i Polaków Uznański na dekady zostanie idolem i wiele z nich będzie marzyć o zostaniu astronautą. To świetna okazja na przetestowanie rozwiązań na orbicie przez polskie podmioty, ale niestety, schodząc na Ziemię, na przygotowanie projektów pozostawiono bardzo mało czasu - uważa Alicja Musiał. Rację przyznaje jej Tomasz Noga z 'Ad Astra'. - Nie mamy planu na to, co chcemy zrobić w kosmosie. Bez niego działamy, nomen omen, w próżni. Nawet w tej sytuacji można coś wymyślić, ale potrzeba do tego czasu, a przemysł dostał tylko kilka dni, by opracować propozycje dotyczące misji na ISS. To niepoważne.
Listę Bezpartyjnych Samorządowców w województwie lubuskim otwiera Jakub Szczepański. Był wśród finalistów konkursu ESA umożliwiającego studentom prowadzenie eksperymentów wykorzystujących balony wznoszące się na skraj kosmosu. Jest lekarzem, prezesem Polskiego Towarzystwa Medycyny Kosmicznej i właśnie w niej widzi sens lotu naszego astronauty. - Moim zdaniem ta misja powinna posłużyć badaniom nad wpływem promieniowania kosmicznego na komórki organizmu człowieka, czyli nad medycyną kosmiczną. Mamy w Polsce przecież uczelnie medyczne i specjalistyczne laboratoria - przekonuje Szczepański. Lubuski samorząd na przedmieściach Zielonej Góry otworzył latem Park Technologii Kosmicznych, gdzie firmy i naukowcy mają znaleźć niezbędne zaplecze i wsparcie.
Opozycja ma uwagi co do kosztów i sposobu organizacji lotu polskiego astronauty. Tuż przed wyborami nikt nie zapowiada jednak anulowania jego misji w przyszłej kadencji. Doktor Uznański musi zabiegać o zgodę na start od państw kontrolujących Międzynarodową Stację Kosmiczną, a nie od polityków w kraju.
Kosmiczne inwestycje to kosmiczne pieniądze
Loty w kosmos kosztują, a załogowe loty w kosmos kosztują krocie. W zeszłym roku Polska wpłaciła do budżetu Europejskiej Agencji Kosmicznej około 40 milionów euro. Byliśmy wśród krajów, które dokładają się najmniej. W kolejnych trzech latach awansujemy do grona średniaków, przelewając na konto ESA dodatkowych 295 milionów euro. - Jeżeli te środki pójdą na wspieranie sektora prywatnego, to jak najbardziej jest to godne pochwały. Byłoby źle, gdyby skończyło się na symbolicznych działaniach, jak lot Polaka w kosmos. Jeżeli zwiększenie składki ma podłoże komercyjne, to warto inwestować. Branża kosmiczna wymaga potraktowania jak każdy inny biznes - mówi Waldemar Pawlak (Trzecia Droga). Podobnego zdania jest Konfederacja. - Składki siłą rzeczy będą wzrastać i nie powinniśmy na tym oszczędzać. Inwestycje w nowoczesne technologie przynoszą wymierne korzyści. Jeśli chcemy być traktowani jako równorzędny partner, to nasza składka musi być proporcjonalnie porównywalna z największymi graczami - dodaje Krystian Kamiński.
Europejska Agencja Kosmiczna wydaje pieniądze tak, by państwa członkowskie odzyskały swój wkład. Jest to tzw. zwrot geograficzny. Polskie firmy zawierają z ESA kontrakty i w ten sposób składka napędza naszą gospodarkę. Agencja zapewnia zlecenia, jakich rząd w Warszawie nie byłby w stanie zapewnić. Chodzi np. o podzespoły w większych konstrukcjach, które mogą powstać tylko w wyniku międzynarodowej współpracy. - Składki do ESA mają to do siebie, że w dużej części wracają do kraju, który je wpłaca, w postaci inwestycji w nowoczesne technologie związane z przemysłem kosmicznym. Jeśli tak się stanie, mogą to być dobrze wydane pieniądze. Boję się jednak, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości może się skończyć różnie, bo przecież wiemy, że za tych rządów państwowe fundusze są często marnotrawione. Cała nadzieja w zmianie władzy i w tym, że następna władza poważnie potraktuje naszą obecność w przestrzeni kosmicznej - mówi Andrzej Rozenek z Koalicji Obywatelskiej.
Z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli wynika, że w latach 2016-2018 zwrot geograficzny Polski wynosił od 0,9 do 1,04, co oznacza, że odzyskiwaliśmy co najmniej 90 procent wpłaconych do budżetu ESA pieniędzy, a czasem polskie firmy czerpały z niego nawet więcej, niż rząd dorzucił. Ten imponujący wskaźnik może popsuć wyprawa naszego astronauty na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Przetransportuje go tam firma Axiom Space ze Stanów Zjednoczonych. Nie wiemy, za ile kosztował bilet, ale wiadomo, że do tej pory Amerykanie sprzedawali je po 55 milionów dolarów w ofercie all inclusive (cena zawiera też opłaty na rzecz NASA za pobyt i wyżywienie na ISS). Tych pieniędzy polska gospodarka nie zobaczy. W całości popłyną za ocean.
- Jeżeli chcemy mieć silną pozycję i duże możliwości w Europejskiej Agencji Kosmicznej, to oczywiście musimy na to łożyć pieniądze. Ale żeby łożyć pieniądze, musimy wiedzieć po co i mieć cel - zwraca uwagę Jakub Szczepański z Bezpartyjnych Samorządowców. Brak planów na przyszłość wytyka rządzącym także Alicja Musiał. - Nie zostało nam do tej pory wyjaśnione, jaki jest długofalowy cel zwiększenia składki. To jednorazowe zasypanie dużą ilością pieniędzy gałęzi przemysłu, która od strony strategicznej była zaniedbywana od lat. Informacja o skokowym zwiększeniu składki zaskoczyła branżę. W wielu przypadkach może wywrócić strategie firm czy instytutów, jednocześnie bez gwarancji, że ten trend utrzyma się przez kolejne lata. W przypadku przemysłu wysokich technologii ważna jest stabilność i pewność, że państwo nie zawiedzie - mówi kandydatka lewicy.
Na co, poza lotem polskiego astronauty, pójdzie dodatkowych 295 milionów euro? Polska we współpracy z ESA zamierza zbudować choćby minikonstelację składającą z dwóch albo trzech satelitów obserwacyjnych na orbicie okołoziemskiej. Szczegółów na razie brak.
Pytanie, które zadaliśmy kandydatom, brzmiało: czy nasza składka do ESA powinna po 2026 roku wzrosnąć, zmaleć, utrzymać się na tym samym poziomie? Nie było głosów opowiadających się za zmniejszeniem składki.
Polski program kosmiczny, a właściwie jego brak
W 2017 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości przyjął Polską Strategię Kosmiczną, zbiór ogólnych zamiarów dotyczących przedsięwzięć zarówno poza Ziemią, jak i na jej powierzchni. Wdrażanie strategii przez Polską Agencję Kosmiczną i ministerstwo odpowiedzialne za gospodarkę (jego nazwa co pewien czas się zmienia) źle oceniła Najwyższa Izba Kontroli. - Polska Strategia Kosmiczna nie jest jedynym martwym dokumentem, który został napisany i nic się z nim nie dzieje. Dotykamy szerszego problemu, odnoszącego się do państwa jako całości - zwraca uwagę Tomasz Noga z fundacji Ad Astra. Strategia określa z grubsza, co mamy zrobić, ale milczy o tym, jak się do tego zabrać. Rada Ministrów zobowiązała się w niej do uchwalenia Krajowego Programu Kosmicznego (KPK), gdzie znalazłyby się już konkretne zadania wraz z przypisanymi do nich funduszami. Nigdy do tego nie doszło.
Żaden z dotychczasowych projektów KPK, a było ich kilka, nie wszedł w życie. Ostatni ujrzał światło dzienne przed dwoma laty i zakładał wydatki sięgające niemal 2,5 miliarda złotych. - To zlepek niezależnych pomysłów pojedynczych firm, bez zsyntezowanego planu i długofalowej wizji. Niewdrożenie KPK jest kolejnym przykładem niekompetencji struktur państwa i niechęci do długoterminowych działań. Trudno stwierdzić, czy ta kwota jest wystarczająca, ponieważ KPK w obecnym brzmieniu nie jest dokumentem rzetelnie przedstawiającym kierunki rozwoju i wymierne cele dla sektora. Potrzebujemy reewaluacji celów i priorytetów, określenia aktualnych kompetencji i zdefiniowania tych, które chcemy jako kraj strategicznie pozyskać. I trzeba to zrobić jak najszybciej, aby sektor mógł się właściwie rozwijać - ocenia Alicja Musiał, która branżę zna od podszewki. Projekt Krajowego Programu Kosmicznego z 2021 roku wspominał nawet o podjęciu prac nad rakietami orbitalnymi, choć na ten akurat cel nie przewidywał żadnych środków. - To, że projekt nie trafił pod obrady jest chyba najlepszym komentarzem do tego jak obecny rząd traktuje sprawy związane z przestrzenią kosmiczną. Projekt oraz kosztorys są przestarzałe i muszą być ponownie przepracowane - uważa Krystian Kamiński (Konfederacja).
Politycy innych ugrupowań przyznają, że projektu nie widzieli, ale dostrzegają potrzebę przyjęcia KPK. - Szkoda, że Krajowego Programu Kosmicznego nie ma. Potrzebna jest współpraca instytucji publicznych i prywatnych oraz wieloletnie zaangażowanie z perspektywą wykraczającą poza jedną kadencję. A wydaje mi się, że dominuje polityczna doraźność, co oznacza, ze gdy jest okazja, wykrzykiwane są kosmiczne pomysły, a potem brakuje cierpliwości i umiejętności, by obrócić te propozycje w konkretne projekty - mówi Waldemar Pawlak, a wtóruje mu Jakub Szczepański. - Mamy Polską Agencję Kosmiczną, zwiększamy składkę do Europejskiej Agencji Kosmicznej, wysyłamy Polaka w kosmos, a nie mamy planu. Nikt nie ma na to pomysłu, a nawet jeśli pomysły są, to nie ma woli politycznej, by przypilnować tego tematu - przekonuje polityk Bezpartyjnych Samorządowców. Z kolei Andrzej Rozenek jest zdania, że nie planu brakuje, tylko umiejętności. - Ten rząd pod względem propagandowym ma bardzo szerokie plany związane z różnymi aspektami naszego życia, również dotyczące inwestycji w przemysł kosmiczny. A prawda jest taka, że nie potrafi sobie poradzić nawet z inwestycją w produkcję samochodu elektrycznego, więc trudno przypuszczać, że zrobi coś bardziej zaawansowanego.
W kosmosie nikt nie usłyszy Prawa i Sprawiedliwości
Politycy obozu rządzącego nie odpowiedzieli nam na pytania o kosmos, choć to ich partia w ostatnich latach decydowała o losach polskiej branży kosmicznej i chętnie chwaliła się jej kondycją. - Sektor kosmiczny może przyczynić się do stworzenia nowego modelu rozwoju polskiej gospodarki - stwierdził kilka miesięcy temu minister Waldemar Buda, który odegrał kluczową rolę w zwiększeniu naszego wkładu do budżetu Europejskiej Agencji Kosmicznej, a co za tym idzie - w stworzeniu polskiemu astronaucie szansy na lot.
Jednocześnie Ministerstwo Rozwoju i Technologii ponosi odpowiedzialność za brak Krajowego Programu Kosmicznego. Resort ma też na koncie inne wpadki. Jego poprzedni szef, Piotr Nowak, snuł ambitne plany zorganizowania startu rakiety orbitalnej z Polski. Miało do niego dojść w tym roku za sprawą firmy Virgin Orbit, która opanowała technologię odpalania rakiet już w powietrzu. Na początkowy pułap wynosił je specjalnie dostosowany samolot, co umożliwiało rozpoczęcie misji z niemal dowolnego miejsca na Ziemi. W naszym przypadku chodziło o bazę lotniczą w Powidzu, ale nic z tego nie wyszło. Firma zbankrutowała.
Tegoroczny program Prawa i Sprawiedliwości zawiera dwie obietnice dotyczące kosmosu. "Wykorzystamy potęgę dużych zbiorów danych i fotografii satelitarnej na potrzeby polskich rolników - uruchomimy wsparcie dla precyzyjnego, opartego na danych, rolnictwa dla nabywców polskich nawozów. Rolnicy uzyskają darmowy dostęp do algorytmów maksymalizujących plony oraz do ułatwiających pracę zdjęć satelitarnych" - zapewnia obóz rządzący. "Poszerzymy możliwości kształcenia i szkolenia żołnierzy na uczelniach wojskowych. Rozwiniemy działania, które podjęliśmy już w tej dziedzinie w ostatnich latach. Powstaną nowe kierunki, obejmujące kształcenie specjalistów wojsk kosmicznych (?)" - czytamy w dokumencie zatytułowanym "Bezpieczna przyszłość Polaków".
- Waldemar Buda - minister rozwoju i technologii,
- Jadwiga Emilewicz - wiceminister funduszy i polityki regionalnej, była minister rozwoju, a później przedsiębiorczości i technologii; przez lata główna decydentka w sprawach dotyczących Polskiej Agencji Kosmicznej,
- Olga Semeniuk - wiceminister rozwoju i technologii, przewodnicząca rady Polskiej Agencji Kosmicznej,
- Arkadiusz Czartoryski - przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. technologii kosmicznych, astronomii i obchodów 550. rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika.
Biało-czerwony satelita w czarnej pustce kosmosu
Na orbitę okołoziemską poleciało już kilkanaście polskich satelitów, ale tylko kilka z nich służyło badaniom naukowym. Pozostałe skonstruowali studenci dla wprawy albo komercyjne firmy dla zysku. - Państwo nie posłało dotąd na orbitę ani jednego satelity. Ani razu nie było tak, że państwo zidentyfikowało potrzeby, rozpisało przetarg, umieściło go w kosmosie i zaczęło wykorzystywać - przypomina Tomasz Noga z fundacji Ad Astra. Ostatnia wersja Krajowego Programu Kosmicznego zakładała przygotowanie „misji kosmicznych z istotnym udziałem Polski, w tym co najmniej jednej >>misji flagowej<< zintegrowanej w kraju". Projekt nigdy nie przedarł się na posiedzenie Rady Ministrów.
- Moglibyśmy w ramach współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną wykorzystać laboratoria na ISS do prowadzenia badań z zakresu medycyny kosmicznej. W tym możemy być dobrzy - uważa Jakub Szczepański z Bezpartyjnych Samorządowców. - Ludzkość wróci na Księżyc, ludzkość poleci na Marsa, ale my jako Polska nie zbudujemy ani tego statku kosmicznego, ani większości podzespołów. Astronauci będą podczas długiego lotu narażeni na promieniowanie kosmiczne, co przyczynia się do powstawania nowotworów. Będą narażeni też na zanik tkanki kostnej i tkanki mięśniowej w nieważkości. Tym mogliby się zajmować polscy naukowcy i to byłby duży udział Polski w misji na Marsa - dodaje.
Polska Agencja Kosmiczna spogląda mimo wszystko w stronę Srebrnego Globu i chce na poważnie zabrać się za szykowanie takiej misji. - Do końca dekady będziemy na Księżycu - ogłosił szef POLSA. Wcześniej biało-czerwony satelita ma wejść na orbitę wokółksiężycową. - Po konsultacjach i burzy mózgów z firmami, uczelniami, instytutami doszliśmy do wniosku, że pierwszą polską misją na Księżyc mógłby być właśnie orbiter, który za pomocą wiązek podczerwieni skanowałby powierzchnię w poszukiwaniu minerałów, zwłaszcza takich, z których dałoby się uzyskiwać wodę, wodór, tlen, czyli to, co najbardziej potrzebne do zakładania baz - powiedział prof. Grzegorz Wrochna.
Bez entuzjazmu na plany Polskiej Agencji Kosmicznej patrzy Andrzej Rozenek. - Zarządzanie państwem to zawsze trudne wybory, bo budżet nie jest nieograniczony - tłumaczy. - Gdybym ja miał wybierać, to postawiłbym na wzmocnienie naszej obecności w kosmosie w postaci wojskowych i cywilnych satelitów Ziemi. To pierwszorzędna sprawa, bo budowanie jakiegokolwiek potencjału militarnego bez własnych satelitów jest w XXI wieku szaleństwem. Mam wątpliwości, czy taka "flagowa" misja naukowa jest czymś szczególnie pożądanym. Musiałaby służyć czemuś konkretnemu, czemuś co wyróżniłoby nas spośród innych krajów eksplorujących kosmos - mówi kandydat Koalicji Obywatelskiej. Chłodno do eksploracji Księżyca odnoszą się też przedstawiciele innych ugrupowań. - Być może prezes Wrochna przeszarżował, żadna z partii nie zapaliła się do tego pomysłu - komentuje Tomasz Noga z Ad Astra. Bez poparcia w parlamencie polskiej sondy w okolicach Srebrnego Globu nie będzie.
Alicja Musiał (Lewica Razem) chce mierzyć siły na zamiary. - Potencjalna naukowa misja na Księżyc, jeśli byłaby samodzielna, byłaby niewyobrażalnym wyzwaniem dla przemysłu, nie tylko kosmicznego. Oczywiście byłaby to również duża szansa i motywacja dla polskiej branży, ale uważam, że w pierwszej kolejności powinna zostać przeprowadzona rzetelna analiza kompetencji polskich firm. Taka misja, niezależnie od celu, kosztowałaby miliardy złotych i z korzyścią dla społeczeństwa byłoby wydanie ich jak najlepiej - mówi kandydatka, a zarazem specjalistka od inżynierii satelitarnej. Od pionierskich czasów astronautyki do dziś tylko czterem państwom udało się osadzić lądownik na powierzchni Księżyca. Dokonał tego Związek Radziecki, Stany Zjednoczone, Chiny, a w tym roku także Indie. Lista nieznacznie się wydłuża, jeśli dodać do niej kraje, które co prawda nie wylądowały, ale z powodzeniem weszły na orbitę wokółksiężycową.
W zdolności krajowej branży kosmicznej nie wierzy Krystian Kamiński z Konfederacji. - Polska sama niczego nie osiągnie, ponieważ nie mamy odpowiedniego potencjału. Musimy działać w ramach ESA i wspólnie ustalać cele - mówi. Także Waldemar Pawlak wolałby, by POLSA nie wychodziła przed szereg. - Polska jest członkiem zarówno Unii Europejskiej, jak i Europejskiej Agencji Kosmicznej. Tego rodzaju plany i marzenia trzeba koordynować z przyjaciółmi w Europie i ze Stanami Zjednoczonymi - uważa były premier.
W kwestii badań Księżyca politycy opozycji twardo stąpają po Ziemi.
Elon Musk w służbie obrony cywilnej
W ubiegłym roku Ministerstwo Obrony Narodowej zamówiło od firmy Airbus Defence and Space dwa satelity obserwacyjne dla Wojska Polskiego. Będą miały rozdzielczość rzędu 30 cm, co oznacza, że obiekt tej wielkości uchwycą jako pojedynczy piksel. Francuzi je zbudują, wyniosą na orbitę i zapewnią armii segment naziemny, czyli sprzęt niezbędny do zarządzania satelitami i przetwarzania spływających z orbity danych. Koszt: 575 milionów euro (ponad 2,5 miliarda złotych).
Do tej pory Siły Zbrojne RP nie mogły samodzielnie prowadzić rozpoznania satelitarnego i polegały na zdjęciach dostarczanych przez sojuszników. - Bardzo mnie dziwi, że dopiero w ósmym roku rządów Prawa i Sprawiedliwości ktoś pomyślał o tym, że potrzebujemy satelitów wojskowych i kupuje gotowy produkt we Francji, choć mogliśmy osiem lat temu zacząć prace inżynierskie w Polsce we współpracy z zachodnimi firmami i mielibyśmy teraz własne obiekty w przestrzeni kosmicznej - mówi Jacek Rozenek z Koalicji Obywatelskiej. - Rozbudowywanie armii bez myślenia o łączności i zwiadzie satelitarnym świadczy o niekompetencji ministra Mariusza Błaszczaka i jego poprzednika, Antoniego Macierewicza - dodaje. To prawda, że resort podpisał umowę z firmą Airbus dopiero na niecały rok przed wyborami. Ale wojsko nie miało satelitów także za poprzednich ekip. - Nie mogę powstrzymać się od wbicia szpilki: przed PiS-em rządziła Platforma Obywatelska i też nie pomyślała o satelitach - zwraca uwagę Tomasz Noga z fundacji Ad Astra. (Andrzej Rozenek do Sejmu obecnej kadencji dostał się z listy SLD).
- Rozpoznanie satelitarne w Polsce kuleje, a państwo w tym obszarze nie nadąża, i to problem, który trwa od lat - mówi Alicja Musiał z KW Nowa Lewica. - Biorąc pod uwagę aktualną sytuację, jest już za późno na prowadzenie wyłącznie samodzielnego programu badawczo-rozwojowego. Takie satelity na orbicie powinny być od co najmniej od kilku lat. Teraz podpisano kontrakt z Airbusem, zapewniający dostęp do istniejącej konstelacji satelitów na zasadzie wynajmu. Nasze satelity w tej konstelacji pojawią się dopiero do 2027 roku. To jest doraźne rozwiązanie, które poprawia sytuację teraz, ale po zakończeniu "życia" takich satelitów będziemy w tym samym miejscu - przewiduje.
Zamówienie złożone przez rząd pozwala szybko załatać dziurę w zdolnościach Wojska Polskiego. Konfederacja też widzi sens w umowie zawartej z Francuzami. - Rozumiem umowę z Airbus Defence, ponieważ to uznana marka i porządna firma. Ale zastanawia ogrom pieniędzy wpompowanych w polskie firmy, które nie dały praktycznie żadnego efektu - mówi Krystian Kamiński. - Dotychczas byliśmy zdani na łaskę i niełaskę NATO/USA i satelitów ewidentnie nam brakuje. Dochodziło nawet do takich absurdów, że Polski Kontyngent Wojskowy w Afganistanie przesyłał niejawne informacje o swoich działaniach przez satelitę należącego do Gazpromu?
Chodzi o nieco zapomnianą aferę z czasów koalicji PO-PSL, dotyczącą satelitów telekomunikacyjnych, a nie obserwacyjnych. "Rzeczpospolita" ujawniła, że tajne informacje dotyczące działań polskich żołnierzy na misji w Afganistanie napływały do kraju za pośrednictwem rosyjskiego satelity Jamał-202. Był po prostu tańszy od innych.
Wojsko Polskie dostanie w końcu własne satelity. O umieszczeniu na orbicie okołoziemskiej sprzętu, który mogłaby wykorzystać cywilna administracja, na razie nie za wiele się mówi. - Powinniśmy wykorzystywać europejskie satelity obserwacyjne Copernicus - uważa Jakub Szczepański z Bezpartyjnych Samorządowców. Również według Alicji Musiał z Lewicy Razem dużą część potrzeb pokrywa istniejąca już infrastruktura wokół Ziemi. - Warto skupić się na tym, by nauczyć np. samorządy efektywnego korzystania z danych satelitarnych na bazie istniejących już konstelacji i dostępnych do kupienia obrazowań, i na podstawie tych doświadczeń zdefiniować realne potrzeby użytkowników.
Największą konstelacją satelitarną są Starlinki firmy SpaceX. Jej właścicielem jest jeden z najbogatszych ludzi na świecie, Elon Musk. Do niego należy zdecydowana większość czynnych satelitów, jakie krążą nad naszymi głowami. Ma ich ponad pięć tysięcy. Służą do zapewniania szybkiego połączenia z internetem tam, gdzie nie docierają ani kable, ani zasięg telefonii komórkowej. Jak na przykład w pobliżu frontu za naszą wschodnią granicą. - Doświadczenia Ukrainy ze Starlinkami pokazują, jak można uzyskać bezpieczną komunikację, wykorzystując technologie satelitarne. Marzyłoby się, by w każdej polskiej gminie był przynajmniej jeden punkt komunikacji satelitarnej. Zgłaszamy propozycje, by była to straż pożarna, która ma agregat prądotwórczy i odpowiednią infrastrukturę, by taki punkt obsłużyć. To by gwarantowało bezpieczeństwo każdej społeczności nawet w razie totalnego kryzysu - mówi Waldemar Pawlak.
Starlinki w każdej gminie wydają się wykonalnym pomysłem. Polska zapewniła Ukrainie grubo ponad 11 tysięcy terminali niezbędnych do korzystania z usługi oferowanej przez SpaceX. Gmin w kraju jest niespełna 2,5 tysiąca. Problem pojawi się, jeśli Elon Musk postanowi w chwili kryzysu wyłączyć internet polskim strażakom - tak jak wyłączył ukraińskiej armii, kiedy próbowała użyć Starlinków do ataku na rosyjską flotę w Sewastopolu na Krymie. Musk uznał, że nie może dopuścić, by jego satelity posłużyły Ukraińcom do sprawienia najeźdźcom mini-Pearl Harbor.
"Prezes PAK powinien być jak najbardziej niezależny"
Polska Agencja Kosmiczna za rządów Prawa i Sprawiedliwości miała już kilku prezesów. Najpierw stanowisko stracił jej pierwszy szef, profesor Marek Banaszkiewicz. Później przez rok kierował nią Grzegorz Brona, który zarówno przedtem, jak i potem pracował w prywatnym sektorze kosmicznym. Następnie dla Michała Szaniawskiego obóz rządzący specjalnie zmienił nawet przepisy, by prezes POLSA nie musiał mieć doktoratu. Na próżno. Okazało się, że Szaniawski nie jest nawet magistrem. Od 2021 roku na czele POLSA stoi profesor Grzegorz Wrochna, uznany fizyk. Za poprzedniej władzy był dyrektorem Narodowego Centrum Badań Jądrowych.
- Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej powinien być jak najbardziej niezależny. Można by powoływać go większością 2/3 albo 3/5 głosów w Sejmie, co dałoby ponadpartyjny kompromis i zapewniałoby wybór osoby kompetentnej, a nie wskazywanej ze względów politycznych - proponuje Jakub Szczepański z Bezpartyjnych Samorządowców. Pomysł podoba się Tomaszowi Nodze z Ad Astra. - Obecnie prezes POLSA zmienia się za każdym razem kiedy zmienia się władza albo nawet układ sił we władzy. Powoływanie szefa agencji większością sejmową sprawiłoby, że to stanowisko stałoby się bardziej stabilne. Poza tym debata w Sejmie mogłaby podwyższyć poziom dyskusji o branży - zwraca uwagę. Obecnie większość 3/5 głosów służy posłom do odrzucania weta głowy państwa, a większość 2/3 do zmiany konstytucji.
W ubiegłym roku Prawo i Sprawiedliwość podjęło próbę przeniesienia Polskiej Agencji Kosmicznej spod władzy resortu gospodarki pod nadzór resortu nauki. "W praktyce, większość inicjatyw kosmicznych aplikuje po środki pozostające w dyspozycji Ministerstwa Edukacji i Nauki lub Narodowego Centrum Badań i Rozwoju" - można było przeczytać w uzasadnieniu do projektu ustawy o Akademii Kopernikańskiej. Przepis ostatecznie wypadł z jej uchwalonej wersji. - Był to ruch niezrozumiały, dodany niejako "przy okazji", co nie powinno mieć miejsca - uważa Alicja Musiał. - W ustawie o POLSA jasno zaznaczono, że agencja odpowiedzialna jest za inicjowanie tworzenia założeń głównych kierunków i programów rozwoju branży kosmicznej w Polsce, zarówno w obszarze gospodarczym, edukacji, jak obronności i bezpieczeństwa państwa, określanych przez MON i ministra właściwego ds. gospodarki. Podległość pod resort gospodarki ma więc o wiele większy sens - mówi polityczka lewicy. Zgadza się z nią Waldemar Pawlak. - Chwała Bogu, że rozwiązania z projektu ustawy o Akademii Kopernikańskiej nie weszły w życie. Cały problem nauki - i w Polsce, i w Europie, w przeciwieństwie do np. Stanów Zjednoczonych - polega na tym, że instytucje badawcze mają kłopot z praktycznym przełożeniem swoich osiągnięć na gospodarkę. Bardzo potrzebne są umiejętności komercjalizowania dokonań naukowych. Za Polską Agencję Kosmiczną powinno odpowiadać ministerstwo właściwe ds. gospodarki - uważa były premier.
Konfederacja widzi Polską Agencją Kosmiczną w innym miejscu struktur rządowych. - Powinna podlegać bezpośrednio Prezesowi Rady Ministrów i koordynować, wspierać, oddziaływać i kreować działania związane z przestrzenią kosmiczną. Tylko wtedy będzie skuteczna, podobnie jak w innych państwach. A nie jako odnoga innego resortu. W PAK przybyło pracowników, prezes się stara, ale ciężko zobaczyć wymierne efekty - mówi poseł Krystian Kamiński. Byłoby to odwrócenie zmian wprowadzonych przez Prawo i Sprawiedliwość. - To już kiedyś było i zmieniło się dopiero w 2019 roku, kiedy kosmosem zarządzała minister Emilewicz. Platforma Obywatelska też proponowała niegdyś, by do tego wrócić - komentuje Tomasz Noga. Co o POLSA sądzi Andrzej Rozenek, który w tych wyborach startuje z listy KO? - Nie najlepiej oceniam działalność Polskiej Agencji Kosmicznej. Jednym z jej głównych zadań jest udział w projektach wzmacniających obronność kraju. Armia jednak jak dotąd nie ma z jej strony istotnego wsparcia, być może ze względu na to, że sama POLSA nie cieszy się szczególnym wsparciem ze strony rządu.
Niezależnie od wyniku wyborów dni obecnej Rady Ministrów są policzone. Zgodnie z konstytucją Mateusz Morawiecki na pierwszym posiedzeniu nowego Sejmu poda się do dymisji. Kto sformuje kolejny rząd, będzie pierwszym premierem od czasów Piotra Jaroszewicza, który uściśnie dłoń Polakowi wracającemu z kosmosu. O ile oczywiście wytrwa na stanowisku do przyszłego lata.