"Czerwone światło w lesie to jest życie". Tak wygląda droga przez polsko-białoruską granicę
Abed to 29-letni uchodźca z Syrii. Uciekł ze swojego kraju, bo nie chciał służyć w reżimowej armii. W Syrii doświadczył przemocy, tortur i prześladowań. - Abed skontaktował się z nami w maju 2022 roku. Był już po kilku pushbackach. Napisał, że został pobity, jest w lesie, nie wie, czy nie ma poważnego urazu głowy, nie miał nawet wody. Gdy osoby z Fundacji Ocalenie dotarły do niego, był sam. Okazało się, że bardzo dobrze zna język angielski i od razu powiedział, że zgodzi się opowiedzieć do kamery swoją historię. I tak powstał pomysł na film - mówi Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie.
Film "Czerwone światło", który właśnie pojawił się na kanale You Tube Fundacji Ocalenie, pokazuje, jak wygląda droga przez polsko-białoruską granicę, przez lasy i bagna pełne niebezpieczeństw. Skąd taki właśnie tytuł? - Abed powiedział nam, że czerwone światło w lesie to jest życie. Czerwone światło oznacza, że ktoś idzie do ciebie z pomocą. Albo też jest to światło, najczęściej latarka, którą ci ta osoba zostawiła, abyś mógł sobie sam poradzić w lesie - opowiada Kalina. Na filmie - w ciemnym lesie - widać takie właśnie czerwone światełka.
Opowieść, która powstała dzięki Fundacji Ocalenie, zawiera m.in. autentyczne nagrania z interwencji w lesie w maju 2022, gdy ratowano Abeda. Są również fragmenty wiadomości tekstowych wymienianych między Syryjczykiem a aktywistką z Ocalenia, która przyjęła jego zgłoszenie o pomoc.
Abed dziś oficjalnie mieszka w Niemczech - w Polsce nie przyjęto od niego wniosku o nadanie statusu uchodźcy, mimo że - jak mówi nam Kalina Czwarnóg - wyrażał taką wolę. Od początku deklarował też w rozmowie z aktywistami z fundacji, że jak stanie na nogi, to chce się włączyć w pomaganie. - Nie jeździ na interwencje do lasu, bo taką decyzję podjęliśmy w fundacji. Byłoby to dla niego zbyt obciążające i być może niebezpieczne. Ale pomaga nam w kontakcie telefonicznym z naszymi klientami w lesie. Rozmawia z nimi po arabsku, zbiera informacje - dodaje Kalina.
Kryzys humanitarny na polsko-białoruskiej granicy trwa. Część migrantów z takich krajów jak Syria, Irak, Jemen czy Kongo dalej jest wyrzucana na Białoruś, innym udaje się dostać do Polski, choćby przez postawiony przez nasze państwo mur. Niektórzy z tego muru spadają i trafiają do szpitala. Ostatnio jedną z takich historii opisywała Grupa Granica.
Sama Fundacja Ocalenie od początku kryzysu na granicy, czyli od połowy 2021 roku świadczy pomoc humanitarną, prawną i medyczną dla migrantów i migrantek docierających na Podlasie. - Z naszego bezpośredniego wsparcia skorzystało około 1200 osób. Ocalenie pomaga również osobom, które przeżyły przejście przez las i zostają w Polsce - w ośrodkach strzeżonych lub otwartych - dodaje Kalina Czwarnóg.
Tymczasem we wtorek, 18 kwietnia na pograniczu polsko-białoruskim odnalezione zostało ciało już czterdziestej pierwszej ofiary kryzysu. O grobach, które można znaleźć w lesie, opowiada również film "Czerwone światło".
Opiekunki ze żłóbka w Wałbrzychu do dzieci: 'K**** siń taki pedał trafił'. Wkroczyła prokuratura
"Od paru tygodni aktywistki i aktywiści Grupy Granica notują zwiększoną liczbę interwencji humanitarnych. Zbliża się ona do tej z początku kryzysu humanitarnego - pomimo budowy muru, na który Polska wydała ok. 1,75 miliarda złotych. Świadczy to o tym, że mur nie przynosi efektów, które zapewniali rządzący - ich polityka związana z uchodźczyniami i uchodźcami, oparta na ksenofobii i budowie fortyfikacji, po prostu nie działa. Jedyny udowodniony efekt, jaki przynosi 5,5-metrowy mur zwieńczony drutem żyletkowym to większa liczba poważnie rannych - z ciężkimi złamaniami i głębokimi ranami" - piszą aktywiści z Grupy Granica, którzy na co dzień pomagają migrantom i migrantkom w lasach.