"Kiedy próbowałam rozpiąć sweter, po prostu go rozerwał". Co spotyka kobiety na granicy?
"Gonili mnie i jak już mnie złapali, to zapytali: 'Dlaczego uciekałaś?'. I ten pytający trzymał pałkę i bił mnie nią. (...) Wszyscy [funkcjonariusze] byli źli i kiedy próbowałam rozpiąć sweter, bardzo się niecierpliwili, więc jeden z nich go po prostu na mnie rozerwał. Nie tak, żeby pomóc, agresywnie. (...) Osoba, która mnie przeszukała, była mężczyzną" - opowiada Idil, uchodźczyni z polsko-białoruskiej granicy.
Jej historia została opisana w raporcie przygotowanym przez Grupę Granica i Stowarzyszenie "We are monitoring" na temat sytuacji na pograniczu. W dokumencie czytamy m.in., że po pomoc do aktywistów zgłosiły się w 2023 roku około 7583 osoby. Odbyło się 1098 interwencji humanitarnych, podczas których udzielono pomocy 3366 osobom. Wśród nich znalazło się 164 dzieci (110 bez opieki) oraz 324 kobiety.
O niezwykle trudnej sytuacji na pograniczu mówiła w TOK FM Joanna Sarnecka z Grupy Granica. Komentując przytoczoną relację Idil, zwróciła uwagę na "stosowaną dla przyjemności" przemoc polskich strażników. - Te wszystkie elementy [o których mówiła Idil - red.] wskazują na taką bezinteresowną przemoc, również taką o znamionach przemocy seksualnej - powiedziała aktywistka.
Push-backi kobiet. "Są samotne i zagrożone"
- Jednocześnie chciałabym przypomnieć, że jednym z zadań Straży Granicznej jest zapobieganie handlowi ludźmi, w tym handlowi kobietami. A jeżeli tak są traktowane kobiety przez same służby, to jak można zaufać, że Straż Graniczna realizuje swoje zadanie w tym zakresie? - pytała aktywistka w rozmowie z Filipem Kekuszem.
Sarnecka zwróciła uwagę, że kobiety bardzo często są wypychane siłowo przez granicę - niejednokrotnie w miejsca odległe od innych grup. Są samotne i przestraszone. - Kobiety nam o tym mówiły, prosząc wręcz, żeby przekazać służbom, żeby nie wypychały ich samotnie w miejsca odległe (...). Mamy też relacje o przemocy seksualnej po stronie białoruskiej - opowiadała aktywistka.
Raport Grupy Granica nosi tytuł "Gaz pieprzowy w butelce wody". Ta nazwa - jak wskazała w TOK FM Sarnecka - ma znaczenie symboliczne. - To w 2023 roku po raz pierwszy zarejestrowano na granicy użycie plecakowych miotaczy gazu, co stało się czymś dosyć powszechnym i jedną z form przemocy stosowanej wobec ludzi. Zmieniają się tylko formy tej przemocy - raz dotyczą użycia gazu pieprzowego, innym razem bardziej push-backów - wyjaśniła aktywistka w "Pierwszym programie".
Według raportu doświadczenie przemocy ze strony polskich służb zgłosiły 653 osoby. Jednak zdaniem gościni TOK FM ta liczba może być nawet trzy razy wyższa. - To, co jest w raporcie, jest tylko wycinkiem rzeczywistości, ponieważ są to tylko te osoby, które do nas się zgłosiły i zgodziły się porozmawiać (...) Czasami mamy wątpliwości, czy jest jakaś różnica między służbami białoruskimi a polskimi. I to jest dla nas bardzo przykra konstatacja, niedająca nadziei na to, że cokolwiek się zmieni - podsumowała Joanna Sarnecka w TOK FM.