,
Obserwuj
Kultura

Jak alimenciarz z Olkusza "na podmiankę" wyniósł z muzeum Moneta. "To nie film z Jamesem Bondem"

4 min. czytania
25.10.2025 10:36

Zuchwała kradzież w paryskim Luwrze - zniknęły klejnoty warte 88 mln euro. - Muzea, galerie bardzo często są okradane w godzinach zwiedzania. To nie jest film z Jamesem Bondem, że złodziej zjeżdża w czarnym trykocie na stalowej lince, wyłącza systemy alarmowe, tylko po prostu kupuje bilet i kradnie - mówił w TOK FM prof. Maciej Trzciński.

10 lat po kradzieży Monet powrócił do Muzeum Narodowego
10 lat po kradzieży Monet powrócił do Muzeum Narodowego
fot. MICHAL GWOZDZIK/REPORTER
  • Nieznani sprawcy ukradli dziewięć klejnotów Korony Francuskiej z XIX wieku z paryskiego Luwru; ich wartość szacowana jest na 88 mln euro;
  • W Polsce głośna była sprawa z 1974 roku w Muzeum Narodowym w Gdańsku, skąd skradziono obraz Pietera Breughla Młodszego;
  • Z Muzeum Narodowego w Poznaniu zniknął natomiast obraz Moneta, wyniesiony przez mężczyznę udającego artystę szkicującego wnętrza budynku;
  • Profesor Maciej Trzciński podkreślał w TOK FM, że regularna inwentaryzacja zbiorów i monitoring mogą zapobiec kradzieżom.

W niedzielę rano zamaskowani sprawcy wykradli z paryskiego muzeum Luwr dziewięć klejnotów Korony Francuskiej z XIX wieku (jeden z nich odnalazł się w pobliżu). Jak powiedział szef francuskiego MSW Laurent Nunez, "zrabowane klejnoty miały nieocenioną wartość, chodzi o prawdziwe dziedzictwo kulturowe". Wyceniono je na ok. 88 mln euro, klejnoty nie były ubezpieczone. Muzeum zostało zamknięte do odwołania.

To nie pierwsza tego typu kradzież w Luwrze. W 1911 roku skradziono stamtąd "Mona Lisę" Leonarda da Vinci, obraz odnalazł się dopiero po dwóch latach we Włoszech. O tym i o innych tego typu przestępstwach opowiadał w "Maciej Zakrocki przedstawia" prof. Maciej Trzciński, kierownik Katedry Kryminalistyki na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Do podobnej historii doszło w Muzeum Narodowym w Gdańsku, z którego skradziono obraz Pietera Breughla Młodszego.

- "Kobieta niosąca żar" to rzeczywiście jest obraz, który został skradziony na tak zwaną podmiankę, czyli sprawca kradzieży czy sprawcy - tego nie wiemy, bo do dzisiaj nie ustalono, kim był sprawca - wykonał rodzaj nie tyle kopii, co tu w tym przypadku to był wydruk wręcz taki bardzo prymitywny, gazetowy, który był imitacją oryginału niedużego rozmiarowo obrazu - opowiadał gość Zakrockiego.

I to zadziałało. Pracownicy w kwietniu 1974 roku spostrzegli, że wiszący w muzeum obraz został podmieniony. Ale nie wiadomo, kiedy mogło dojść do kradzieży. Zaczęto przeglądać inne dzieła i okazało się, że zniknął także szkic "Ukrzyżowania" Antona van Dycka.

"Kobieta niosąca żar" odnalazła się dopiero w tym roku w prywatnej kolekcji w Holandii. Procedura odzyskania jest w toku. - Sądzę, że nie będzie żadnych kłopotów z udowodnieniem, że on został zrabowany. Natomiast może się pojawić pewien problem dotyczący czegoś, co jest nazywane nabyciem w dobrej wierze, czyli trzeba będzie prześledzić cały szlak tego, co się z tym obrazem między 1974 a 2025 działo. Tylko wykluczenie nabycia w dobrej wierze będzie finalnie pozwalało polskiej stronie na odzyskanie tego obiektu - podkreślił gość TOK FM.

Trzciński podkreślał, że inwentaryzacja zbiorów i regularne ich monitorowanie pomogłyby w zapobieganiu kradzieży.

Alimenciarz z bieliźniarką

Inna głośna sprawa to kradzież "Plaży w Porville" Claude'a Moneta z Muzeum Narodowego w Poznaniu, jednego z niewielu obrazów impresjonistycznych w polskich zbiorach publicznych. W 2000 roku do muzeum zgłasza się młody człowiek z podaniem o zgodę na wykonywanie szkiców w budynku. Przez kilka dni przychodzi z wielką teczką, w której - jak się później okazało - miał ukrytą kopię dzieła Moneta.

- Takie rozpoznanie bojem, czyli przychodził przede wszystkim oswoić siebie z opiekunem ekspozycji. Że sympatyczny, młody facet, artysta. I żeby oczywiście dokonać takiego oglądu, czy tam są kamery? Jak to wszystko wygląda? Zapewne był tam pewnie wcześniej na takim rekonesansie. Wykorzystał błąd ludzki - opowiadał archeolog.

Kobieta sprawująca dozór na sali zostawiła go sam na sam z obrazem. Monitoringu nie było. On wyciął oryginalny obraz z ramy i wkleił w jego miejsce kopię. - Ona po paru dniach zaczęła wypadać z ramy, bo była wklejana taśmą dwustronną. Dopiero wtedy zorientowano się, że doszło do kradzieży i wklejono w to miejsce falsyfikat - mówił Trzciński.

Policja zabezpieczyła odciski palców, od 2000 roku służby zaczęły posługiwać się automatycznym systemem identyfikacji daktyloskopijnej. Stworzono portret pamięciowy, który obiegł całą Polskę. Okazało się, że dokumenty, którymi wylegitymował się młodzieniec były fałszywe. I zapadła cisza, którą przerwało dopiero dziewięć lat później zatrzymanie mężczyzny, który uchylał się od płacenia alimentów. - Człowiek został zatrzymany, doprowadzony na posterunek i policjanci zrobili swoją robotę. Zdjęli linie papilarne, wprowadzili do systemu, który potwierdził, że alimenciarz z Olkusza to złodziej z Muzeum Narodowego w Poznaniu - mówił gość TOK FM.

Obraz był przechowywany w bieliźniarce, wrócił do muzeum bez uszczerbku. - Sprawca twierdził, że motywem jego działania była kolekcjonerska żyłka, pasja, że on jest miłośnikiem impresjonistów. Wydaje się, że to była pewna zasłona dymna, bo pan nie miał zawodowego przygotowania ani nie był kolekcjonerem. Jeśli jest się kolekcjonerem, to się ma kolekcję, a tutaj niczego takiego nie było - zaznaczył Maciej Trzciński.

Jak relacjonował, zdaniem policjantów kradzież była na zlecenie, ale przy wycinaniu z ramy sprawca nożem zniszczył sygnaturę muzeum, skutkiem czego obraz stracił na wartości.

Co ciekawe sam obraz zyskał na całej sprawie, bo zdjęto werniks wtórnie nałożony na obraz (Monet go nie nakładał), oczyszczono go - zmieniła się kolorystyka.

- Muzea, galerie bardzo często są okradane w godzinach zwiedzania. To nie jest film z Jamesem Bondem, że złodziej zjeżdża w czarnym trykocie na stalowej lince, wyłącza systemy alarmowe, tylko po prostu kupuje bilet i kradnie - mówił Trzciński.

Źródło: TOK FM