Co Staniszkis myślała o Tusku? "Jako jedna z pierwszych mówiła o problemach 'uśmiechniętej Polski'"
"Nie wykluczała (...), że w Smoleńsku doszło do zamachu i publicznie mówiła o tym, że w tamtym okresie Tusk powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za swoje działania. Co istotne, nie podzielała wielu poglądów i elementów narracji Prawa i Sprawiedliwości, w tym nagonki na migrantów czy osoby LGBT+, a także podgrzewania sytuacji politycznej w związku z katastrofą smoleńską. Nie popierała Platformy, mimo że dawniej miała z nią bliskie związki (zwłaszcza przez Jana Rokitę), wypowiadała się krytycznie wobec obozu Tuska. Nie kusiła jej jednak prawica, w tym później - ta skrajna, którą do polskiej polityki wprowadzają faszyzujący Ziobro, Czarnek czy Matecki." Publikujemy fragment książki autorstwa Krzysztofa Katkowskiego pt. "Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis".
Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Krzysztofa Katkowskiego pt. "Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis", która ukaże się 8 kwietnia 2026 roku nakładem wydawnictwa Otwarte.
Zwycięstwo Platformy Obywatelskiej (w 2007 roku - red.) i rządy Donalda Tuska przyniosły stabilizację polityczną i zacieśnienie integracji europejskiej, choć napięcia między premierem a prezydentem Lechem Kaczyńskim utrzymywały się - między innymi wokół ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Katastrofa smoleńska w 2010 roku, w której zginął prezydent i liczni przedstawiciele elit państwowych, stała się momentem przełomowym, pogłębiającym podziały społeczne i polityczne. Spory o śledztwo i symbolikę tragedii ujawniły trwałe pęknięcie w polskim społeczeństwie.
Staniszkis komentuje te kwestie publicznie. Często chwali braci Kaczyńskich, ale nie podąża bezmyślnie za oficjalną linią ich partii. Bardzo pozytywnie mówi o integracji europejskiej, w tym o traktacie lizbońskim, a także o osobach LGBT.
Jej wypowiedź na ten temat przytoczył dziennik "Fakt":
Zgadzam się z tymi, którzy mówią o potrzebie tolerancji, o pewnych genetycznych korzeniach zachowań, zresztą nie do końca wciąż rozpoznanych. W tej sytuacji myślę, że ten spór i przypisywanie złych intencji jest krzywdzące - stwierdziła. Przyznała, że bardzo szanuje Rafała Trzaskowskiego za jego decyzję, która była bardzo ryzykowna. - Tylko zrozumienie i szacunek dla różnorodności stworzy warunki dla tolerancji. Myślę, że w szkole powinno się o tym mówić. Dzieci powinny zdawać sobie sprawę z rzeczy, czym jest tolerancja dla inności, jakie są inne niż tradycyjne modele życia, czym jest zły dotyk - podkreśliła.
Dodała jednocześnie, że w jednej kwestii zgadza się z prezesem Kaczyńskim: pary homoseksualne nie powinny mieć prawa do adopcji dzieci. Podkreśliła jednak, że jego słowa "wara od naszych dzieci" były za mocne. Za mało w wypowiedziach polityków PiS-u jest racjonalnych argumentów i w związku z tym cała ta kampania jest nieskuteczna, bo ludzie traktują te ekstremalne wypowiedzi z przymrużeniem oka. Sama się zastanawiam, skąd takie ostre zaangażowanie PiS-u w tej sprawie. Może niektórzy mają osobiste doświadczenia w tej sferze? Myślę, że to też zastępcza agresja, która ma przykryć to, co dzieje się w krajowej polityce.
Z zachowanej w Archiwum Historii Mówionej IPN wypowiedzi Jadwigi Staniszkis dowiadujemy się trochę więcej o jej poglądach:
Byłam krytyczna wobec Okrągłego Stołu, który uważałam za rytuał zmiany z nadmiernymi ustępstwami wobec władzy. Komunizm kończył się z innych powodów, między innymi globalnych. Transformacja niosła "grzechy założycielskie" - gwarancje majątkowe dla komunistów, zmiany ordynacji wyborczej, układy. Efektem była demobilizacja społeczna i rozczarowanie, a także powstanie kapitalizmu politycznego. Pisałam o tym w książkach, również na Zachodzie. W Polsce w tym czasie niszczono lokalne struktury Solidarności, zastępując je fikcyjnymi działaczami, co zniechęcało ludzi.
Wybrałam niezależność - miałam propozycje polityczne, ale uznałam, że więcej mogę zrobić, analizując rzeczywistość, niż uczestnicząc w rytuałach polityki, której wielu aktorów nie szanuję. Cenię możliwość docierania do młodych, zainteresowanych ideami, zamiast tkwić w grach partyjnych.
Jeśli chodzi o prawa kobiet, nigdy nie uważałam się za feministkę w sensie ruchu, choć same feministki widziały we mnie naturalną sojuszniczkę. Uważałam i uważam, że wiele problemów kobiet można rozwiązać tylko przez poprawę ogólnej sytuacji społecznej i edukacji. Byłam przeciwna parytetom - kobiety, moim zdaniem, mają dziś większą odporność i kompetencje, a kwoty traktują je jak osoby słabsze, co jest upokarzające. Wierzę, że z czasem to mężczyźni będą potrzebować kwot. W mojej rodzinie kobiety zawsze były wykształcone, pracowały i podejmowały decyzje, dlatego nie miałam poczucia, że kobiety są słabsze z natury. Problemy kobiet najsilniej wynikają z zaniedbań instytucjonalnych i mentalnościowych - to one wymagają zmiany.
Wychowałam się w środowisku, w którym wiele spraw było oczywiste. Kobiety same decydowały o swoim losie - brały odpowiedzialność, rodziły dzieci, jeśli trzeba było, rozwodziły się i wychowywały je samodzielnie. Kiedy będąc na drugim roku studiów i w trzecim miesiącu ciąży, chciałam wyjść za mąż, rodzina błagała mnie, żebym tego nie robiła - obiecywali, że pomogą mi wychować dziecko, bo uważali, że mój partner nie jest odpowiedni. Wyszłam jednak za mąż i dwa lata później się rozwiodłam. Córkę wychowałam sama.
Dlatego ruch feministyczny, który chce rozwiązywać takie sytuacje poprzez prawo, wydawał mi się niepotrzebny - w moim otoczeniu pewne kwestie od pokoleń rozwiązywało się inaczej: przez odpowiedzialność i solidarność w rodzinie czy wspólnocie. Dla kobiet kluczowa jest edukacja, praca i niezależność ekonomiczna, a nie same przepisy.
Co do aborcji - uważam, że kompromis z lat dziewięćdziesiątych był trudny, ale potrzebny. Rozumiem stanowisko Kościoła, który nie może zgodzić się na selekcję - bo jeśli dopuści się ją w jednym przypadku, łatwo pójść dalej: od eliminacji płodów z wadami do wyboru "tych lepszych". Godność osoby ludzkiej jest tu jedyną granicą. Wolę, by ten obszar pozostał w pewnej szarej strefie, niż by politycy podejmowali arbitralne decyzje. Trzeba raczej skupić się na wspieraniu kobiet - dostępnej antykoncepcji, opiece medycznej i pomocy materialnej dla tych, które wychowują chore dzieci.
Macierzyństwo w PRL miało swoje cienie i blaski. Nie można było zwolnić samotnej matki, przysługiwały darmowe przedszkola i opieka lekarska, choć wszystko odbywało się w atmosferze kontroli - położne, wizyty, wezwania na badania. System bronił jednak interesu dzieci. Sama przeżyłam presję władz - kiedy byłam aresztowana, pozwolono mi odprowadzić córkę do przedszkola, ale nie pozwolono nikogo powiadomić. Później były naciski, groźby odebrania mi dziecka, które jednak się nie powiodły.
Dziś wciąż utrzymuję więź z dawnym środowiskiem Solidarności, choć ruch w dużej mierze stracił dawną energię i stał się głównie związkiem zawodowym. Uważam jednak, że moim obowiązkiem jest nadal krytykować władzę i wyjaśniać ludziom mechanizmy polityczne, by nie czuli się zagubieni w chaosie.
Największy wpływ widzę w pracy u podstaw: w edukacji, w podnoszeniu kompetencji młodych ludzi, którzy będą tworzyć przyszłe elity. Wierzę, że to daje więcej pożytku niż sama polityka partyjna.
*
Są też liczne, bardzo liczne teksty i wypowiedzi medialne. Staniszkis, już w III RP, bardzo często pojawia się w mediach, chodzi też na debaty - tak do liberałów, jak i prawicy czy lewicy.
Globalny kryzys lat 2007-2009 w Polsce jest praktycznie nieodczuwalny. Dla Staniszkis oznacza on jednak kryzys całego projektu europejskiego. Jak argumentuje - chociażby w jednym z tekstów dla Wirtualnej Polski - łatwe zyski, jakie "stara" Europa czerpała z opanowania rynków nowych państw członkowskich, okazały się pułapką: zastąpiły wysiłek, innowacje i mobilizację, potrzebne do konkurowania globalnie. Tymczasem na rynkach wschodzących wyrasta agresywny kapitalizm państwowy. Państwowe firmy kontrolują trzy czwarte wydobycia i handlu ropą, a nowe - tworzone od 2005 roku - suwerenne fundusze inwestycyjne odpowiadają już za około 10 procent światowych przepływów kapitału, realizując geopolityczne cele swoich państw. Również USA i Japonia coraz silniej kontrolują środki na innowacje, zwłaszcza technologie podwójnego zastosowania. UE próbuje robić to samo, ale późno i bez odpowiedniej energii.
To, co kiedyś miało być atrakcyjne w Europie - skupienie na sobie, autorefleksja i cykliczne "wynajdywanie się na nowo", połączone z osłabieniem woli ekspansji - w świecie po kryzysie może oznaczać porażkę. A "sekret" Europy, cenny dla znawców idei, nie zastąpi utraconej dynamiki, bo ma charakter elitarny. Sekret ten polega na paradoksie: różnice między narodami Europy można pokazać tylko przez wskazanie tego, co je łączy. Najpierw trzeba odsłonić wspólny zasób wartości - godność, wolność, sprawiedliwość, rozumność - a dopiero potem pokazywać ich odmienne konfiguracje i hierarchie w poszczególnych krajach. Różnią się one zarówno sposobami uzasadniania wartości (czy wynikają z wyboru jednostki, czy z ontologicznie zakorzenionych praw osoby), jak i sposobem ich usytuowania w życiu społecznym: jako cechy ludzi albo jako właściwości "rozumnie zorganizowanej" struktury.
Patrząc z perspektywy globalnej, Staniszkis dystansuje się też od wydarzeń w Polsce. Widać to chociażby wtedy, kiedy mówi o wątku katastrofy w Smoleńsku, polaryzującym Polaków do dziś. Oto fragment wypowiedzi dla Polskiego Radia:
Miesięcznice smoleńskie powinny być pozostawione w spokoju dla osób w żałobie, bez kontrmanifestacji. Hasła polityczne, z którymi się często zgadzam, są niepotrzebnie wysyłane w takim momencie. Rozumiem, że opozycja wykorzystuje każdą okazję, by pokazać swoje hasła, ale to zaczyna rodzić przemoc. Powinien być pomnik w miejscu, które kojarzy się z Lechem Kaczyńskim.
W tej samej rozmowie mówi o migrantach:
Też się boję imigrantów, ale to nie oznacza, że mamy nie przyjmować siedmiu tysięcy kobiet i dzieci, do których się zobowiązaliśmy. Potrzebna jest pomoc administracyjna i kontrola. Świat oparty jest na odpowiedzialności za innych, nie możemy przymykać oczu na bombardowania i użycie gazu bojowego.
Nie wykluczała też, że w Smoleńsku doszło do zamachu i publicznie mówiła o tym, że w tamtym okresie Tusk powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za swoje działania. Co istotne, nie podzielała wielu poglądów i elementów narracji Prawa i Sprawiedliwości, w tym nagonki na migrantów czy osoby LGBT+, a także podgrzewania sytuacji politycznej w związku z katastrofą smoleńską. Nie popierała Platformy, mimo że dawniej miała z nią bliskie związki (zwłaszcza przez Jana Rokitę), wypowiadała się krytycznie wobec obozu Tuska. Nie kusiła jej jednak prawica, w tym później - ta skrajna, którą do polskiej polityki wprowadzają faszyzujący Ziobro, Czarnek czy Matecki.
To Staniszkis też, jako jedna z pierwszych, będzie mówić o problemach "uśmiechniętej Polski". Ponownie w rządach Tuska - co do zasady konserwatywnych do bólu, w takim sensie, że wstrzymujących się od jakichkolwiek reform - Staniszkis widzi jedynie pozorność demokratycznego projektu (rządy Platformy Obywatelskiej praktycznie nie przyniosą reform - jedną z nielicznych pozostanie zmiana wieku emerytalnego, potem zresztą szybko odwrócona przez PiS). Tym razem jednak nie rozwija refleksji i analiz, w których na szeroką skalę czerpałaby z Hegla, Parsonsa czy tradycji azjatyckich - po prostu mówi, że wizja liberalizmu, jaką oferuje Platforma, upadnie.
Posłuchaj: