Tak Izrael może odpowiedzieć na atak Iranu. "Nic go nie powstrzymuje"
Irańska Gwardia Rewolucyjna podała we wtorek wieczorem, że Iran wystrzelił dziesiątki rakiet w stronę Izraela w odwecie za śmierć lidera Hamasu Ismaila Hanijego, szefa Hezbollahu Hasana Nasrallaha i irańskiego generała Abbasa Nilforuszana. Zagroziła ponownym atakiem w razie zbrojnej odpowiedzi Izraela. Jeżeli Izrael dokona odwetu, ponownie stanie się celem naszego ataku - dodano w oświadczeniu.
Rakiety z Iranu lecą na Izrael. To początek wielkiej wojny? Oto scenariusze
Według doniesień mediów na Izrael mogło zostać wystrzelonych nawet 500 rakiet. Jak mówił w TOK FM dr Bartosz Bojarczyk z Instytutu Stosunków Międzynarodowych w UMCS, wydaje się, że atak Iranu ma znamiona tzw. ataku deeskalacyjnego. - Podobnie jak ten z wiosny. Iran musiał odpowiedzieć, żeby zachować twarz wśród swoich sojuszników. Pokazać siłę i nieustępliwość - wskazał gość Adama Ozgi.
- Sądzę, że Izrael nie odpowie militarnie na terytorium Iranu i to będzie koniec. Choć zobaczymy, jakie będą skutki tego ataku - dodał dr Bojarczyk.
Zdaniem eksperta, Izrael ma dość ograniczone pole manewru w tym zakresie. - Jakie Izrael ma możliwości? Atak lotniczy może być problematyczny i źle odczytany przez społeczność międzynarodową. Dlatego uważam, że Izrael nadal będzie uderzał w cele irańskie na terytorium Syrii i Libanu. Nic go nie powstrzymuje. Więc o ile Izrael nie zaatakuje na terytorium Iranu, to wojny regionalnej nie będzie - podsumował gość TOK FM.
Armia izraelska powiadomiła, że mieszkańcy we wszystkich częściach kraju mogą już wyjść ze schronów po irańskim ataku rakietowym. Według sił zbrojnych zagrożenie ze strony Iranu "na razie" ustało. Służby ratunkowe podały, że w wyniku ostrzału dwie osoby zostały lekko ranne.