Turystyczny raj zmienia się w gospodarcze piekło. Nieoczekiwany skutek rozgrywki USA
Kuba rykoszetem obrywa w amerykańskiej rozprawie z Wenezuelą. Reżim pojmanego we własnym łóżku Nicolasa Maduro był największym przyjacielem reżimu w Hawanie i głównym dostawcą ropy naftowej dla Kuby. Co to oznacza?
Z tego artykułu dowiesz się:
- jak amerykańska rozprawa z Wenezuelą rykoszetem uderza w "perłę Karaibów";
- jak brak ropy naftowej hamuje silnik kubańskiej gospodarki, czyli turystykę: rząd na głucho zamyka kurorty;
- jaką bombę mają w rękach Kubańczycy.
Przypomnijmy - w styczniu siły zbrojne USA "pojmały" prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores i "wywiozły" ich z kraju. Amerykanie przejęli władzę w Wenezueli. Sekretarz Stanu USA Marco Rubio ostrzegał: "Gdybym mieszkał na Kubie i byłbym członkiem kubańskiego rządu, zacząłbym się poważnie martwić". Dlaczego?
Wenezuela i Kuba wpadły sobie w ramiona już ćwierć wieku temu. Dokładniej - w 1999 roku, kiedy władzę w Wenezueli objął Hugo Chavez, czyli poprzednik Maduro, uznając Fidela Castro za swojego "ojca chrzestnego". Przez lata obaj występowali w roli akuszerów kolejnych lewicowych reżimów w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach.
Przyjaźń Kuby i Wenezueli
Przy okazji bogata w ropę Wenezuela stała się ekonomicznym dobroczyńcą Kuby. W szczytowym momencie sojuszu dostarczała jej niemal 100 procent taniego paliwa i utrzymywała w ten sposób cały kraj przy życiu. W zamian Kuba wysyłała do Wenezueli lekarzy, nauczycieli oraz agentów służb specjalnych, a Castro nazywał Chaveza "najlepszym przyjacielem, jakiego Hawana kiedykolwiek miała". W ten sposób Kuba stała się zależna energetycznie od swego wenezuelskiego towarzysza oraz od niedalekiego Meksyku.
Ponad 20 lat później Amerykanie - obalając Maduro i wprowadzając sankcje na każdego innego dostawcę - wyciągnęli Kubie dywan spod nóg. Kraj został całkowicie pozbawiony dostaw paliwa. Choć oficjalnych informacji brak, to według szacunków - tego, co ma w magazynach, wystarczy mu na kilka tygodni. I to w najlepszym wypadku.
Kuba w kłopocie. Problemy do rozwiązania na teraz
Kubański rząd rzucił więc do boju... naukowców. Mają pilnie opracować metody rafinowania słabej jakości kubańskiej ropy, z której kraj nie potrafi na razie produkować niczego poza olejem opałowym. Na rozwiązanie, o ile w ogóle będzie to możliwe, Kuba będzie musiała poczekać. Na razie jest masa problemów do rozwiązania.
1. Linie lotnicze latające na tę karaibską wyspę muszą tankować gdzieś po drodze, na lotnisku w Hawanie nie napełnią zbiorników na drogę powrotną, dodatkowe lądowanie wydłuża czas podróży.
2. Hamuje więc najważniejszy napęd kubańskiej gospodarki - turystyka. Już w ubiegłym roku Kubę odwiedziło najmniej turystów od 20 lat, gdy w tym samym czasie jej regionalni sąsiedzi - w tym Dominikana - notowali historyczne rekordy. Świeżo otwarty kubański hotel - gigant z niemal sześciuset pokojami - w poprzednim sezonie miał tylko 20 procent obłożenia. Ameryka skutecznie zniechęca potencjalnych gości - turyści z Europy, którzy odwiedzili Kubę, są automatycznie wykluczani z bezwizowego systemu podróży do USA. Teraz - z powodu kryzysu energetycznego - kubański rząd zamyka na głucho część ośrodków turystycznych na północy wyspy i turystów zwozi do kilku czynnych. Tyle, że nie ma paliwa, nie ma więc jak dowieźć pracowników do obsługi gości. To cios w budżet państwa, bo wpływy z turystyki to dwie trzecie przychodów Kuby i źródło cennej twardej waluty.
3. Tydzień pracy został skrócony do czterech dni - piątek jest dniem wolnym, ale niektóre urzędy zostały wyłączone z działania na stałe. Część zajęć na uczelniach odbywa się już tylko zdalnie (o ile jest prąd). Przestaje jeździć komunikacja publiczna, całe państwo oszczędza energię dla szpitali, dostaw wody i produkcji żywności, państwowe elektrownie są w stanie wyprodukować około połowy tego, co Kubie jest potrzebne.
4. Z innej strony Kuba wycofała z Wenezueli armię swoich... lekarzy. Wykształceni w Hawanie medycy stanowili dochodowy kubański towar eksportowy. Według amerykańskich źródeł rządowych ten eksport siły roboczej przynosi Kubie do 8 miliardów dolarów rocznie w twardej walucie. I pod tym względem dorównuje turystce. W Wenezueli kubańskich lekarzy było najwięcej, aż 13 tysięcy, większość bez rozgłosu wróciła do domu. Wraz z nimi wyczerpała się budżetowa żyła złota.
Jaką "bombę" mają Kubańczycy?
Ameryka prowadzi swoją kubańską ofensywę na wielu frontach jednocześnie. Ale jednocześnie obalać reżimu przemocą nie zamierza. Bo Kuba ma w ręku bombę… migracyjną. I wszystko wskazuje na to, że nie zawaha się jej użyć.
Rządowi Republikanów może się więc udać to, co Amerykanom nie udało się od prawie 70 lat - zmienić władzę na Kubie, unikając wojny domowej. Taka kontrrewolucja byłaby dla Stanów Zjednoczonych realnym zagrożeniem. Dlaczego? Bo już w przeszłości przez Amerykę przechodziły kolejne fale kubańskiej migracji. Wszystkie związane z kryzysami na wyspie. W 1980 roku, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, na Florydę przybyło ponad 125 tysięcy Kubańczyków. Następny kubański exodus, wymuszony biedą z czasów epidemii COVID, trwa do teraz. Całkowity upadek rządu na Kubie może wywołać jeszcze większą falę migracji i kryzys humanitarny na Florydzie, na którym nikomu nie zależy. Ale o konkretnych amerykańskich pomysłach na to, co dalej - cisza.
Kuba pogrąża się więc w ekonomicznym chaosie zgodnie z regułą: nie ma paliwa, nie ma turystów, nie ma pieniędzy. Kolejne państwa wydają bowiem ostrzeżenia i odradzają wypoczynek na słonecznych karaibskich plażach. Bo może się na koniec okazać, że nie ma jak wrócić do domu.
Źródło: TOK FM