Polski smog to ewenement. Ma dodatkowy, rakotwórczy składnik. "Problemu nie ma tam, gdzie jest centralne ogrzewanie"

W smogu kalifornijskim najbardziej niebezpieczny jest ozon, w londyńskim dwutlenek siarki, a w polskim pył - mówi dziekan Wydziału Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska Politechniki Łódzkiej prof. Grzegorz Wielgosiński, który w związku z tym proponuje określenie "polski smog". I dodaje, że jeśli nie przyśpieszymy podłączania centrów miast do centralnego ogrzewania, smog zniknie dopiero za kilkadziesiąt lat.
Zobacz wideo

Bartosz Kondziołka: Jakie mamy smogi na świecie?

Prof. Grzegorz Wielgosiński: Przede wszystkim londyński. Stąd nazwa "smog" - angielskie "smoke" oznacza palenie, a "fog" mgłę. Taki smog powstaje w okresach zimowych, przy temperaturze od zera do 10 stopni, w warunkach bezwietrznych. Jego główne składniki to tlenek węgla, dwutlenek siarki i tlenki azotu, pochodzące ze spalania niskiej jakości paliw, przede wszystkim w piecach domowych, głównie w kominkach. Największe żniwo zebrał w 1952 r. To było 12 tys. ofiar śmiertelnych.

Później, na przełomie lat 60. i 70., okazało się, że w okresie letnim, głównie w Kalifornii, przy dobrym nasłonecznieniu, temperaturze plus 30 stopni i bardzo dużym ruchu samochodowym pojawia się smog fotochemiczny, inaczej kalifornijski albo Los Angeles. To emisja tlenków azotu ze spalania paliw, przede wszystkim w silnikach samochodowych, tlenku węgla, niespalonych węglowodorów. W wyniku szeregu reakcji powstaje ozon, który jest bardzo silnym utleniaczem. Uszkadza płuca, ale również roślinność, czyli np. istniejące tam uprawy winorośli czy pomarańczy.

Kalifornijski jest letni, londyński zimowy.

Czym to się różni od smogu polskiego?

W Polsce obserwujemy ciekawostkę, bo w piecach domowych spala się bardzo dużo węgla. Mamy potężną emisję pyłu. Natomiast przy bardzo dużych przekroczeniach stężeń pyłu nie mamy przekroczeń dwutlenku siarki, czyli składnika, który był jednym z zabójczych czynników w smogu londyńskim. Ten smog występuje, gdy pogoda jest niżowa, a temperatury przekraczają zero. W Polsce smog jest tym większy, im niższa jest temperatura, bo więcej palimy w piecach, a emitowane z nich zanieczyszczenia kumulują się przy powierzchni ziemi.

Wyjątkowość Polski to ogromna ilość węgla spalonego w piecach domowych. W żadnym innym kraju europejskim tak to nie wygląda. I stąd problem. Bo właśnie dlatego w polskim smogu mamy dodatkowo rakotwórczy benzo(a)piren, czyli związek o udowodnionej kancerogenności, którego normy są wielokrotnie w Polsce przekraczane.

Nigdzie na świecie nie ma podobnej sytuacji?

Takie problemy mają: Białoruś, Ukraina czy Rosja, ale o tym się nie mówi. Problemu nie ma tam, gdzie jest centralne ogrzewanie. Polska jest wyjątkowa, przynajmniej na mapie Europy, bo w Unii Europejskiej spalanie węgla w piecach domowych wynosi trochę ponad 13 mln ton [rocznie - red.], z czego 11 mln w Polsce.

Polski smog jest gorszy czy "lepszy" od dwóch pozostałych?

Porównanie jest trudne. W okresie letnim, na skutek wysokiej temperatury w lipcu i sierpniu, miewamy w Polsce również epizody smogu kalifornijskiego. Tu najbardziej niebezpieczny jest ozon. W wypadku smogu londyńskiego, który w niewielkim stopniu występuje w Polsce, to dwutlenek siarki. W wypadku smogu polskiego - to pył. Mniej więcej połowę stężeń pyłów, które mamy w powietrzu, to pyły zawieszone [nisko nad ziemią - red.], o średnicy cząstek mniejszej niż 10 mikrometrów i drugie, o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra. I właśnie pył PM2,5 jest bardzo niebezpieczny, bo zawiera spore ilości kancerogennego benzo(a)pirenu i przez płuca trafia do krwiobiegu. Stąd, z powodu złej jakości powietrza, mamy w Polsce ok. 45 tys. zgonów rocznie.

Sytuacja smogowa w Polsce się poprawia czy pogarsza?

Bardzo powoli się poprawia. Ale według raportu NIK z 2019 r., który ocenia stopień poprawy jakości powietrza, przy tym tempie sytuacja w Łodzi poprawi się za 99 lat, a w niektórych miejscowościach za 30. Te działania idą zbyt wolno. To efekt zaniedbań od lat 50., kiedy smogiem nikt się nie przejmował.

Czy musimy być czarną plamą na mapie świata?

Nie. Lekarstwem jest centralne ogrzewanie, czyli likwidacja indywidualnych pieców węglowych starego typu w centrach miast. Ewentualnie wymiana pieców na gazowe. To nieco gorsze rozwiązanie, bo przy spalaniu gazu też mamy emisję tych wszystkich zanieczyszczeń, tylko znaczenie mniejszą.

Musimy sobie uświadomić, że jeśli mamy piec kaflowy, wpakujemy do środka węgiel, rozpalimy i przymkniemy drzwiczki, żeby palił się dłużej, to wtedy są złe warunki spalania. Powstaje dużo tlenku węgla, sadzy, tworzą się wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, w tym benzo(a)piren. Jeżeli zastosujemy piec piątej generacji, to moc cieplną regulujemy nie przez dozowanie powietrza, tylko ilością podawanego paliwa. Poza tym do pieców piątej generacji czy gazowych nie włożymy odpadów, co również jest polską specjalnością.

Są ludzie, których po prostu nie stać na zmianę źródeł ogrzewania.

W Łodzi realizowany jest program rewitalizacji obszarowej. Wszystkie budynki są po pierwsze ocieplane, żeby zmniejszyć zużycie paliwa i straty energii, po drugie jest tam podłączane centralne ogrzewanie.

Ale rewitalizacja w Łodzi dotyczy mieszkań komunalnych. Jeżeli ktoś ma własne gospodarstwo domowe, to sam musi znaleźć środki do sfinansowania ekologicznego źródła ciepła.

Jednak jeżeli chcemy mieć w miastach czyste powietrze, to musimy wyprowadzić indywidualne piece z ich centrów. Takiego problemu zanieczyszczenia powietrza zimą nie mają inne, znacznie większe europejskie miasta.

Co ciekawe - Warszawa, która w czasie wojny była zburzona prawie kompletnie, w czasie odbudowy była już podłączana pod elektrociepłownię i dlatego tam nie ma smogu pyłowego. Jest komunikacyjny, wynikający z ogromnego ruchu samochodowego. Ale to inna sytuacja, która wymaga zmniejszenia liczby samochodów. Znowu idziemy w kierunku polskich anomalii. Pierwsza polega na tym, że w Polsce na 1000 mieszkańców jest czasem nawet 700 samochodów, a w Berlinie jest poniżej 300. Druga rzecz to średni wiek samochodów. W Polsce to ponad 16 lat, a to oznacza, że katalizator już dawno nie działa, jeżeli jeszcze jest.

To co robić?

Niestety to wszystko kosztuje, ale bez tego nie wybrniemy. Trzeba konsekwentnie podłączać centra miast pod elektrociepłownie, a okolice podmiejskie powinny być ogrzewane gazem. Trzeba wyeliminować spalanie węgla w piecach domowych i niestety egzekwować badanie stanu technicznego pojazdów, a równocześnie budować obwodnice i wyprowadzać ruch z centrów miast.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM