To oni walczą z zagrożeniem, ale podwyżki ich ominęły. "Siedzimy w zaniechaniu"
Związki zawodowe domagają się 15-procentowych podwyżek dla pracowników budżetówki. Przekonują, że lata wysokiej inflacji i zamrożonych wynagrodzeń znacząco obniżyły ich realne dochody. Jak podkreślała w "Poranku TOK FM" przewodnicząca Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias, mimo podwyżek przyznanych w 2024 roku straty nie zostały jeszcze w pełni wyrównane.
Rząd proponuje, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2027 roku wynosiło 4950 zł brutto, a stawka godzinowa – 32,30 zł – poinformowała kancelaria premiera. Natomiast strona społeczna już wcześniej zaproponowała, by w przyszłym roku wynosiła co najmniej 5200 zł brutto. - Związki zawodowe postulują także, by wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej wzrosły o co najmniej 15 procent - mówiła w "Poranku TOK FM" przewodnicząca Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias.
- To propozycja arytmetyczna, nie publicystyczna - podkreśliła gościni "Poranka TOK FM" w rozmowie z Jackiem Żakowskim. I uzasadniła taki poziom podwyżki wydarzeniami z ostatnich sześciu lat: pandemią COVID-19, wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie, który doprowadził do "inflacyjnego huraganu".
- Przeszliśmy przez ten huragan i kto został? Jest wojna hybrydowa. Kto ją "obsługuje"? Właśnie pracownicy budżetówki (...). W listopadzie zeszłego roku w powiecie garwolińskim nastąpiła eksplozja na torach linii do Lublina. Kto tam pojechał? Czołgi? No nie. Tam pojechali prokuratorzy, policjanci, ABW, kolejarze. Mieliśmy pożar hali przy Marywilskiej? Kto to gasił? Przecież nie czołgi - wskazała szefowa Forum Związków Zawodowych.
Jak wskazywała Gardias, jeżeli chodzi o pracowników budżetówki, "ciągle siedzimy w zaniechaniu". Dlaczego wprowadzona przez rząd Donalda Tuska podwyżka 20 proc. nie rozwiązała wszystkich problemów?
Całej rozmowy Jacka Żakowskiego z Dorotą w Gardias w "Poranku TOK FM" wysłuchasz tutaj:
Źródło: TOK FM