IPN w poszukiwania żołnierki zaangażował tysiące osób, a już kilka lat temu jej tożsamość ustalił badacz IPN

Kilka dni temu Instytut Pamięci Narodowej ogłosił w internecie, że szuka kobiety ze zdjęcia sprzed ponad 70 lat. IPN chciał wiedzieć, kim była i co się z nią stało. Tyle, że zagadkę już w 2013 roku rozwiązał... były badacz IPN, który musiał z Instytutu odejść. Za "dobrej zmiany".
Zobacz wideo

Odkrywcą tego, kto jest na zdjęciu wcale nie jest dziennikarz Jan Pawlicki, choć rzeczywiście zamieścił wpis o tym, kim była tajemnicza kobieta

Okazuje się, że tajemnicę już kilka lat temu rozwikłał dr hab. Adam Puławski, były pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Pracował w nim ponad 17 lat prowadząc badania naukowe nad relacjami polsko - żydowskimi w czasie wojny. W 2018 roku chciano go od badań odsunąć i przenieść na stanowisko urzędnicze. Miał się zajmować "wklepywaniem" danych do komputera, ale się na to nie zgodził i musiał z IPN odejść.

Jak mówi w rozmowie z TOK FM, to właśnie pracując jeszcze w instytucie, w 2013 roku i przygotowując książkę o zagładzie Żydów oraz stosunku rządu polskiego do niej - przeglądał m.in. prasę emigracyjną, w tym "Dziennik Polski". - Przejrzałem kilka roczników tego dziennika, numer po numerze, artykuł po artykule. I zdjęcie tej pani przykuło moją uwagę - była elegancka, w mundurze, dlatego zamieściłem to zdjęcie u siebie na Facebooku, nie przypuszczając, że to kiedyś będzie tak ważne - mówi pan Adam.

Gdy w niedzielę zobaczył, że IPN próbuje ustalić kim jest kobieta ze zdjęcia i że budzi to ogromne emocje - napisał pod postem IPN, że już dawno to ustalił.

Wpis Adama PuławskiegoWpis Adama Puławskiego tokfm.pl

Wskazał, że to Maria Barr, żona lotnika Filipa R. Barra, który nie powrócił do bazy po jednej z misji w 1942 roku. - Maria Baar w imieniu męża odebrała medal z rąk samego króla, Jerzego VI. Sama była też córką pułkownika. W 1943 roku pracowała w Polskim Czerwonym Krzyżu w Edynburgu - mówi pan Adam.

Jak ocenia poszukiwania IPN?

- Nie można opierać się tylko na kwerendzie robionej w IPN. To jest niepoważne. Trzeba było siąść, posiedzieć trochę nad emigracyjnymi pismami i po prostu poszukać - mówi dr hab. Adam Puławski. I dodaje, że śmieje się w duchu z całej sytuacji. - Pewnie, gdybym pracował dalej w IPN i być może w korespondencji wewnętrznej, ktoś zapytał o to zdjęcie, prawdopodobnie odpowiedziałbym, że wiem, kto to jest, gdzie szukać informacji. Mówiąc krótko, IPN nie zachował się profesjonalnie, bo widać, że ta kwerenda nie była dobrze przeprowadzona - mówi pan Adam. 

Odszedł z IPN, ale wcale nie żałuje. Wprost przeciwnie

Adam Puławski po odejściu z IPN wydał książkę, którą przygotowywał przez kilka lat, pracując jeszcze w Instytucie Pamięci Narodowej. Wydał ją m.in. dzięki wsparciu czytelników "Gazety Wyborczej", po wywiadzie, którego udzielił dla "Dużego Formatu". Przeszedł też procedurę habilitacyjną i został doktorem habilitowanym. Pracuje w Pracowni Instytutu Europy Środkowo - Wschodniej lubelskiego Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN. Dalej może prowadzić badania naukowe. - Absolutnie nie żałuję decyzji o odejściu z IPN. Tym bardziej patrząc na to, jak ta instytucja dziś wygląda - mówi nasz rozmówca.

DOSTĘP PREMIUM