Szerszeń żółtonogi grasuje po Polsce. "Cieszę się, że wybuchła ta panika"
Szerszenie żółtonogie atakują. Jak je rozpoznać i jak się przed nimi chronić? Komu tak naprawdę zagrażają i dlaczego nie powinniśmy nazywać ich azjatyckimi? O tym w TOK FM opowiedział dr Jacek Wendzonka z Wydziału Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak szerszeń żółtonogi dostał się do Europy?
- Dlaczego szerszeń żółtonogi nie powinien być nazywany szerszeniem azjatyckim?
- Czy inwazja tych owadów to zagrożenie dla ludzi?
- Co robić, gdy zobaczy się szerszenia żółtonogiego lub jego gniazdo?
Szerszeń żółtonogi, powszechnie nazywany szerszeniem azjatyckim, staje się coraz większym wyzwaniem dla rodzimej przyrody oraz pszczelarstwa. Jego obecność odnotowano już w kilku miejscach w Polsce, a w mediach wrze na temat każdego odkrytego gniazda. - Ja się cieszę, że wybuchła ta panika. Żałować wypada tylko tego, że nie wszystkie gatunki doczekują się takiego zainteresowania - komentował w audycji "OFF Czarek" dr Jacek Wendzonka z Wydziału Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jak wyjaśnił gość Cezarego Łasiczki, każdy gatunek inwazyjny jest zagrożeniem - a szerszeń żółtonogi zagraża głównie pszczole miodnej.
Czy szerszeń żółtonogi stanowi niebezpieczeństwo dla ludzi? - Jego jad jest podobny do jadu szerszenia czy innych os, może być potencjalnie groźny dla zdrowia - mówił dr Wendzonka. Ekspert zwrócił uwagę na ewentualne straty gospodarcze: to gatunek, który wyłapuje pszczoły miodne.
Skąd się wzięły szerszenie żółtonogie w Polsce?
Za obecność szerszeni żółtonogich w Europie odpowiada transport, który przypłynął z Chin. - Prawdopodobnie transport dotyczył glinianych donic jednej z firm we francuskim Bordeaux. To nie jest pierwszy przypadek, w związku z czym to nie jest żadne zaskoczenie. Ten gatunek powoli opanowuje Europę - stwierdził naukowiec.
Ile obecnie mamy potwierdzonych informacji o obecności tego inwazyjnego szerszenia w Polsce? - Dziś mamy trzy stanowiska, głównie w okolicach Krakowa. W tym jedno znalezione gniazdo, co potwierdza, że to nie jest tylko przywieziony osobnik, który gdzieś uciekł i został zauważony - mówił gość Cezarego Łasiczki, wskazując, że stanowiska szerszeni odnaleziono m.in. na wyspie Uznam po stronie niemieckiej, koło Cedyni, w kilku miejscach tuż za Odrą. - W związku z tym myślę, że on też już jest w zachodniej Polsce, tylko jeszcze nie został zauważony - skomentował ekspert.
Jak dodał, choć gniazdo może mieć wymiary 0,5 m x 0,5 m, to trudno je wypatrzeć w koronie drzew. - Naukowcy liczą na pszczelarzy, że będą obserwować polowania szerszeni żółtonogich przy ulach - wyjaśnił dr Wendzonka, tłumacząc, że to gatunek, który "subtelnie" wchodzi w środowisko.
Inwazja szerszeni na wiosnę
Czy jest się czym martwić? Na wiosnę młode królowe wylatują z gniazd, w których zimowały, i zakładają nowe. Może ich być kilkadziesiąt. Jak wyjaśnił specjalista z UAM-u, każda królowa może kopulować z kilkoma samcami z różnych gniazd, nie będzie więc możliwości, że z powodu materiału wsobnego populacja sama się wykończy. - Ten gatunek się rozprzestrzenia po całej Europie. Nigdzie sobie z tym nie poradzono. Możemy tylko obserwować, reagować i ograniczać sytuację - stwierdził dr Wendzonka.
Steki z pszczół dla przysmakiem szerszeni
Konsekwencje obecności szerszeni odczują głównie pszczoły miodne, a za nimi - pszczelarze. Dr Wendzonka wskazał na różnicę w sposobie polowania pomiędzy szerszeniem europejskim a żółtonogim. - Nasz rodzimy szerszeń raczej nie poluje w obrębie ula, ale robi to na kwiatach, z których zdejmuje pojedyncze robotnice. Natomiast tutaj mamy zorganizowaną akcję: wiele osobników może zasadzić się przy wlocie do ula i wyłapują wszystko, co do tego ula dolatuje - tłumaczył gość "OFF Czarka".
Zaledwie 30 osobników szerszenia żółtonogiego potrafi w kilka godzin wybić 30 tys. pszczół miodnych. - To są bardzo skuteczni likwidatorzy. Pszczoły wykształciły specyficzny mechanizm obronny: otaczają szerszenia grupowo w kilkadziesiąt osobników, podnoszą temperaturę swoich ciał do granic krytycznych i po prostu zagrzewają go na śmierć. Także nie są bez szans, ale te szanse nie są duże - ocenił specjalista. I dodał, że szerszenie po złowieniu pszczoły odgryzają jej głowę i odwłok, czyli nieprzydatne części. - Interesuje je tylko tułów, w którym praktycznie znajdują się wyłącznie mięśnie służące do napędzania skrzydeł i nóg. Biorą tylko to, co ma najwięcej mięsa w mięsie - stwierdził dr Wendzonka. Cezary Łasiczka dodał, że to "steki pszczele".
Jak odróżnić szerszenia żółtonogiego (azjatyckiego) od europejskiego?
- Nasz szerszeń jest bardziej kontrastowo ubarwiony. Ma dużo żółtego koloru, sporo czerwonego na głowie i na tułowiu. Czerwono-brązowe, ciemne nogi - wyjaśnił dr Jacek Wendzonka. I wskazał, że popularna nazwa szerszenia azjatyckiego nic nie mówi o jego wyglądzie. Z kolei proponowana nazwa szerszeń czarny może wprowadzać w błąd, bo czarny jest jedynie tułów. - Żółtonogi to powinna być właściwa nazwa - ocenił gość TOK FM.
- Bez trudu możemy sobie go znaleźć w internecie i zobaczyć, jak on naprawdę wygląda. To jest coś niespotykanego. Jeżeli zobaczymy raz, będziemy wiedzieli, że to jest to - stwierdził dr Wendzonka.
Inwazja szerszeni. Co możemy zrobić?
Według eksperta z Wydziału Biologii wszelkie np. siatki wokół uli niewiele pomogą, bo szerszenie wyłapują pszczoły przed ulami. Zostaje więc zwalczanie ich gniazd. W ustawie o gatunkach obcych z 2021 r. jest pokazana droga postępowania, co robić, gdy zobaczy się takiego osobnika. - Zgłaszamy to do burmistrza, prezydenta miasta, wójta, czyli do najbliższych nam jednostek, które zajmują się ochroną przyrody. Dalej informacja idzie do RDOŚ-u czy do instytucji, które będą wiedziały, kto jest właścicielem terenu i przerzucą odpowiedzialność do zwalczania - wyjaśnił dr Jacek Wendzonka.
- Samodzielnego zwalczania nie polecam. To jest gatunek, który ma jad, bywa liczny, bo nawet do tysiąca osobników jest w gnieździe. Może to się źle skończyć, jeżeli ktoś jest uczulony - dodał gość "OFF Czarka".
Źródło: TOK FM