,
Obserwuj
Dolnośląskie

Co się wydarzyło we wrocławskim szpitalu? Gizela Jagielska: Czekały nas odwiedziny policji

oprac. Anna Siek
4 min. czytania
23.10.2026 16:15

- Nie wiemy, kto to zrobił. Myślę, że prokuratura będzie miała bardzo trudne zadanie, żeby się dowiedzieć - tak Gizela Jagielska oceniła w TOK FM szanse na ustalenie, kto z pracowników szpitala we Wrocławiu przekazał organizacjom pro-life informacje o pacjentce, która miała wskazania do przeprowadzenia legalnej aborcji. Zabiegu nie przeprowadzono. Jak mówiła ginekolożka, w szpitalu pojawiła się policja. 

Gizela Jagielska
Gizela Jagielska
fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co wydarzyło się we wrocławskim szpitalu? 
  • Czy szpital zareagował na poinformowanie przez kogoś z pracowników organizacji pro-life o pacjentce, która ma wskazania do przeprowadzenia legalnej aborcji?
  • Jak całą sytuację ocenia ginekolożka Gizela Jagielska? 

Gizela Jagielska od niespełna miesiąca pracuje w Szpitalu Specjalistycznym im. Antoniego Falkiewicza we Wrocławiu. W czwartkowym "Zapytam inaczej" Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream teamu mówiła, że do szpitala niedawno "trafiła tam pacjentka, która miała prawo do legalnej aborcji, spełniała wszystkie przesłanki, ale aborcja się nie odbyła (...)".

- Dlatego, że ktoś z personelu medycznego wyniósł do organizacji Kai Godek dane pacjentki - nie imię i nazwisko, ale to, w którym tygodniu ciąży jest, że będzie miała zabieg. Organizacja zaczęła organizować demonstracje przed szpitalem, wywierać presję, na swoich mediach społecznościowych informować o tym. I co się stało? Gizela Jagielska odmówiła pacjentce i szpital się ugiął, odmówił pacjentce legalnego zabiegu pacjentce z zagrożeniem zdrowia i życia - relacjonowała w rozmowie z Anną Piekutowską.

Redakcja poleca

Kto ze szpitala "sprzedał" informacje o pacjentce organizacjom pro-life?

Dziennikarka o wydarzenia we wrocławskim szpitalu zapytała Gizelę Jagielską. - Czy w szpitalu, w którym pani pracuje, odmówiono pacjentce przeprowadzenia legalnej aborcji? - pytała.

- Nie do końca. (...) Jak usłyszałam, pierwszy raz w historii szpitala taka pacjentka się tutaj pojawiła. pacjentka w wysokiej ciąży z zaleceniem zakończenia ciąży, która posiadała takie zalecenie od psychiatry. Tutaj wcześniej - według relacji pracowników - takie wydarzenie nie miało miejsca - powiedziała ginekolożka. 

Gościni TOK FM wyjaśniła, że kobieta została przyjęta na ginekologię. - Jak wcześniej pacjentki, które zgłaszały się z ciążami obumarłymi, poronieniami. I otrzymała propozycję zakończenia ciąży (...), miałoby się to skończyć urodzeniem żywego dziecka. natomiast pacjentka takiego rozwiązania sobie nie życzyła. na tamten moment to, co mogliśmy - w zasadzie nie ja, a oddział mógł zaoferować - to było tylko i wyłącznie takie rozwiązanie na oddziale ginekologii - mówiła rozmówczyni Anny Piekutowskiej. 

- A dlaczego nie mogli państwo przeprowadzić aborcji? - pytała dziennikarka. 

- Z tego względu, że ja jestem tutaj dopiero trzeci tydzień, jestem również zatrudniona na oddziale neonatologicznym (...). Ja się o pacjentce dowiedziałam w późnych godzinach (...) i myślę, że znacznie miało także to, że wcześniej do żadnego odcinka nie trafiały takie pacjentki. Plus jeszcze na pewno miało znaczenie to, co się stało po trafieniu tej pacjentki (do szpitala). Czyli, że w przeciągu tych kilku godzin zostały najprawdopodobniej ujawnione przez kogoś z pracowników dane tej pacjentki, dane medyczne, co spowodowało ogromny atak ze strony organizacji pro-life oraz liczne donosy na policję, jakoby się tutaj odbywały jakieś nielegalne aborcje - wyjaśniła lekarka. 

Policja w szpitalu. Czy prokuratura znajdzie winnego? 

I dodała, że w tym samym dniu "czekały nas odwiedziny policji". 

- Żartuje pani... Policja przyszła na oddział ginekologiczny, sprawdzić, czy tam odbywa się aborcja? - dopytywała prowadząca "Zapytam inaczej". 

Redakcja poleca

- Nie żartuję. To musiało być nasilone, bo nie wyobrażam sobie, żeby to była jedna osoba. Donosy były składane, że odbywa się nielegalna aborcja. W związku z tym ja doskonale rozumiem policję, bo jeżeli mają doniesienie o popełnieniu przestępstwa, to muszą to zweryfikować. Nie jest to dla mnie nic zaskakującego - odpowiedziała Gizela Jagielska. 

- Dla mnie najbardziej przerażające jest to, że ktoś tutaj w szpitalu ledwie dwie czy trzy godziny po przyjęciu pacjentki (...) już tę informację "sprzedał" w jakiś sposób organizacjom pro-life - podkreśliła ginekolożka.

Gościni TOK FM poinformowała, że szpital szuka winnego wycieku informacji na temat pacjentki. - Zostało to zgłoszone. Poszło też zarządzenie przypominające o obowiązkach, jakie na nas ciążą. Nie wiemy, kto to zrobił. Myślę, że prokuratura będzie miała bardzo trudne zadanie, żeby się dowiedzieć. Nie wiem, w jaki sposób mieliby to zrobić - oceniła Jagielska. 

Anna Piekutowska zapytała swoją rozmówczynię, czy przestanie robić aborcje. - Jeżeli do mojego oddziału, do mnie trafi pacjentka, która będzie miała wskazania, żeby ciążę zakończyć, to na pewno (...) postaram się jej pomóc - zadeklarowała lekarka. 

Wyjaśnienia tego, co wydarzyło się we wrocławskim szpitalu, chcą aktywistki proaborcyjne. Skierowały w tej sprawie pisma do Rzecznika Praw Pacjenta, Narodowego Funduszu Zdrowia i Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Jakie konsekwencje ma to, że w polskim prawie nie ma definicji aborcji? Całej rozmowy Anny Piekutowskiej z Gizelą Jagielską można wysłuchać w aplikacji TOK FM. 

Źródło: TOK FM