W ośrodkach dla cudzoziemców brakuje miejsc. Przy niektórych dostawiane są kontenery

Dr Tomasz Sieniow, prawnik z Fundacji Instytut na Rzecz Państwa Prawa, pomocą migrantom zajmuje się od blisko 20 lat. Jak mówi, nigdy nie było tak dramatycznie jak teraz. - Ośrodki strzeżone są przepełnione i to - w mojej ocenie - jeden z powodów niewpuszczania kolejnych migrantów do Polski - mówi nasz rozmówca.
Zobacz wideo

Migranci m.in. z Afganistanu od wielu dni koczują w Usnarzu Górnym. Nie mogą złożyć wniosków o nadanie statusu uchodźcy mimo że mają do tego prawo. Konwencja Genewska jest w tej sprawie jednoznaczna - zwraca na to uwagę m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich, który pisze do premiera: "Nieprzyjmowanie wniosków o ochronę międzynarodową od cudzoziemców przebywających w strefie przygranicznej w okolicach Usnarza stanowi naruszenie prawa".

Dr Tomasz Sieniow z Instytutu na Rzecz Państwa Prawa jako prawnik jest pełnomocnikiem części rodzin, które przebywają w ośrodkach dla cudzoziemców. Pomaga swoim podopiecznym m.in. w kwestiach prawnych. Jak mówi TOK FM, w placówkach - w związku z napływem ludzi z Iraku, Kurdystanu, ale też Afganistanu - nie ma już miejsc. 

Jak mówi, o tym, że uchodźców będzie przybywać, organizacje pozarządowe alarmowały ministerstwo i straż graniczną od grudnia. Władza zrobiła jednak niewiele. Dopiero w ostatnich tygodniach stworzono dwa dodatkowe ośrodki zamknięte (w dotychczasowych placówkach otwartych) w Czerwonym Borze i w Białej Podlaskiej. - One też już są pełne. Wiem to od cudzoziemców, z którymi rozmawiam. Wiem też, że są tworzone miejsca w kontenerach, w których będą przetrzymywani cudzoziemcy, którzy oczekują na zakończenie procedur w swoich sprawach - mówi dr Sieniow.

Migranci w ośrodku na poligonie?

- Słyszałem również, że mają być tworzone miejsca na którymś z poligonów w Polsce, na którym mają być umieszczane osoby już w setkach lub tysiącach - dodaje Tomasz Sieniow. W jego ocenie, Polska nie jest na to przygotowana - jeśli taki ośrodek rzeczywiście powstanie, migranci mogą nie dostać w nim choćby właściwej opieki prawnej. - Mamy niewiele organizacji pozarządowych, niewielu prawników, którzy się w tym specjalizują, niewielu tłumaczy. A dla tych osób, które nie znają języka, nie znają polskich procedur - najważniejsze jest, by wiedzieć, na czym stoją, co je czeka - dodaje prezes Instytutu na Rzecz Państwa Prawa.

Wysłaliśmy pytania w sprawie ośrodków strzeżonych, liczby miejsc w tych placówkach i planów ich rozwoju - do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji i do straży granicznej. Czekamy na odpowiedź.

Afgańczycy - czyli kto do nas przybywa?

Tomasz Sieniow nie ma wątpliwości, że to ludzie wykształceni, którzy mieli pieniądze, dobrze im się powodziło, ale musieli uciekać przed prześladowaniami. Choćby za to, że współpracowali z Amerykanami i ich sojusznikami.

- Osoby, które poznałem w ośrodkach w Polsce, to grupa przypominająca pierwszą falę uchodźców z Czeczenii, wiele lat temu. To elita Afganistanu, która teraz ucieka. Ludzie, którzy mieli własne domy, samochody, świetne wykształcenie. Są w stanie zapłacić przemytnikom, dotrzeć tutaj i dopiero na polsko-białoruskiej granicy zderzają się z polską rzeczywistością - mówi Sieniow.

Kim są? Konkretne historie

Wśród osób, którym jako pełnomocnik pomaga, jest m.in. adwokatka z Afganistanu; jest policjant z żoną w siódmym miesiącu ciąży czy afgańska studentka ostatniego roku studiów American University of Afghanistan, która błaga, by pomóc ściągnąć do Polski również jej rodziców. - Napisała do mnie bardzo poruszający list z ośrodka, w którym przebywa, m.in. o tym, że talibowie chodzą od domu do domu i szukają osób, które pracowały dla rządu amerykańskiego czy z nim współpracowały. Byłbym szczęśliwy, gdyby udało się pomóc rodzicom tej dziewczyny - mówi ekspert, który podjął już pewne działania, by sprawdzić, co byłoby możliwe.

Tomasz Sieniow przyznaje, że ci, którzy próbują dostać się do Polski, są najczęściej w dramatycznej sytuacji, wykończeni psychicznie i emocjonalnie. Wprowadzenie kilka dni temu rozporządzenia MSWiA, które mówi o odsyłaniu poza granice Polski zatrzymywanych w Polsce migrantów, jest niezgodne z prawem. - Jest to niezgodne z najważniejszą zasadą Konwencji Genewskiej, czyli zasadą non-refoulement, czyli zasadą zakazu oddalania cudzoziemców, którzy złożyli ochronę międzynarodową, przed rozpoznaniem tego wniosku. Nie można ich odsyłać, zanim się nie sprawdzi, czy tym osobom rzeczywiście nie zagraża niebezpieczeństwo - mówi dr Sieniow.

- Sytuacja na polsko-białoruskiej granicy do momentu, kiedy były miejsca w ośrodkach, wyglądała inaczej. Funkcjonariusze przyjmowali wnioski i nie zawracali osób na terytorium Białorusi. Sytuacja się zmieniła, kiedy limit miejsc się wyczerpał - mówi dr Sieniow. Dodaje, że nie jesteśmy jako państwo przygotowani na to, co się dzieje.

Tymczasem minister obrony Mariusz Błaszczak zapowiedział właśnie, że na polsko-białoruskiej granicy pojawi się nie tylko drut kolczasty, ale teraz również wysoki mur.

DOSTĘP PREMIUM