Izba Dyscyplinarna miała ją zawiesić za orzekanie. "Nie odejdę z zawodu, chyba że mnie wyrzucą"

Agnieszka Niklas-Bibik jest sędzią Sądu Okręgowego w Słupsku. W poniedziałek Izba Dyscyplinarna miała się zająć wnioskiem o jej zawieszenie - tak jak to było choćby w przypadku sędziów Pawła Juszczyszyna czy Piotra Gąciarka - ale ostatecznie się nie zajęła. - Wróciłam do orzekania, ale nikt nie wie, co będzie za tydzień czy miesiąc - mówi sędzia.

- Kocham swoją pracę - wybrałam zawód sędziego w pełni świadomie, choć początkowo chciałam być informatykiem, bo pasjonowały mnie wchodzące wtedy na rynek komputery - mówi w rozmowie z TOK FM sędzia Agnieszka Niklas-Bibik. - Nie może być jednak tak, że nie mogę podejmować decyzji zgodnych ze swoim sumieniem i zgodnych z prawem - w interesie obywatela. Nieważne są konsekwencje, które przyjdzie mi ponieść - mówi pani sędzia. Dodaje, że nie do końca rozumie sędziów, którzy udają, że sprawy nie ma. - Ktoś udaje, że problemu nie ma. To jest przymykanie oka m.in. na wyroki TSUE i ETPC. Jak mocno można zaciskać te oczy, by nie widzieć? - pyta pani sędzia. 

Historia pewnego orzeczenia

Sędzia ze Słupka na początku października uchyliła m.in. wyrok sądu w sprawie rozboju, bo w składzie zasiadał sędzia wskazany przez upolitycznioną neo-KRS. Powołała się przy tym na ostatnie orzeczenia TSUE i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Za decyzje orzecznicze została zawieszona przez prezesa swojego sądu. Zawiesił ją na miesiąc, bo na tyle mógł.

W ostatni poniedziałek sprawą miała zająć się Izba Dyscyplinarna, czyli sąd, który nie jest sądem i nie powinien orzekać. Ale "orzeka", nie robiąc sobie nic z wyroków europejskich trybunałów. Izba zawiesiła ostatnio sędziów Piotra Gąciarka i Macieja Ferka. Był też wniosek o zawieszenie sędzi Niklas-Bibik. Izba się tym jednak nie zajęła, bo z rana - na wysłany mailem wniosek samej sędzi ze Słupska - I Prezes SN zabrała z Izby Dyscyplinarnej akta tej sprawy. 

- Nie zostałam zawieszona, wróciłam do orzekania, ale nie jestem w stanie przewidzieć, co się dalej stanie. Nie łudźmy się, Izba Dyscyplinarna może wrócić do mojej sprawy za jakiś czas - mówi sędzia w rozmowie z TOK FM.

Jak mówi, już wcześniej prezes Sądu Okręgowego przeniósł ją z wydziału odwoławczego, w którym orzekała, do wydziału pierwszoinstancyjnego. - Przenosząc mnie z wydziału do wydziału, odebrano mi wszystkie sprawy apelacyjne. Na skutek tej decyzji po 25 latach służby zostałam de facto bez żadnej sprawy. Przez miesiąc nie orzekałam. Wcześniej nigdy się to nie zdarzyło, z reguły byłam bardzo intensywnie obciążona pracą - mówi pani sędzia.

W I instancji nie będzie mogła uchylać wyroków np. z powodu tego, że sąd był nienależycie obsadzony. Ale jeśli w składzie znajdzie się z sędzią wskazanym przez neo-KRS, zgłosi swoje wątpliwości. Sędzia tłumaczy, że tak naprawdę w całej sprawie chodzi o jedną, konkretną osobę - prezesa sądu, w którym orzeka, który jest osobą powołaną po rekomendacji aktualnej KRS. - W naszych wydziałach karnych to jest jedna taka osoba - prezes, który odsunął mnie od orzekania i przesunął do orzekania w innym wydziale - tłumaczy sędzia. Chodzi o Andrzeja Michałowicza. Prywatnie jest związany z Joanną Kołodziej-Michałowicz, członkinią nowej KRS.

Sędzia bez ochrony prawnej? "To przerażające"

- Aktualnie sędzia został pozbawiony jakiejkolwiek ochrony prawnej, nie ma gdzie się odwołać choćby od decyzji o zawieszeniu czy przeniesieniu. A jeśli sędzia nie ma ochrony, to ochrony nie ma też obywatel. Nie może mieć pewności, czy sędzia się nie przestraszy, czy będzie rzeczywiście orzekał zgodnie z prawem i ze swoim sumieniem. To bardzo smutne, ale i trochę przerażające z mojej perspektywy jako sędziego, ale też z perspektywy człowieka, który przychodzi do sądu - mówi Agnieszka Niklas - Bibik.

Jak dodaje, sędziowie powinni składać wnioski o wyłączenie sędziów wskazanych przez neo-KRS, bo to działanie w obronie praw obywateli. Inaczej część wyroków za jakiś czas może być wzruszana, a państwo będzie płacić odszkodowania.

- Widzimy, że jest problem i problem powinien być jak najszybciej przez państwo rozwiązany. Bo chodzi przecież o to, by obywatel miał gwarancję na przyszłość, że orzeczenie w jego sprawie nie zostanie nigdy wzruszone.  A jeśli pojawia się wątpliwość co do tego, czy sąd jest prawidłowo ustanowiony, czy jest bezstronny i niezawisły - to już osłabia to jego pewność co do prawa - mówi nam sędzia ze Słupska.

Sędzia zapewnia, że chce dalej wykonywać swój zawód

- Dla mnie to najpiękniejszy zawód, nie zmienię zdania przez to, co się aktualnie dzieje. Dobrowolnie nie odejdę, chyba że mnie wyrzucą - tłumaczy. Dodaje, że jest pogodzona z losem i spokojna. Przyznaje jednocześnie, że czasami myśli o tym, czy chciałaby pracować w takim wymiarze sprawiedliwości, w którym nie liczy się ani prawo, ani sędziowska niezawisłość.

- Nie wyobrażam sobie, by pozostać w zawodzie, orzekać i nie móc stosować prawa, które nas obowiązuje, a takim jest prawo unijne i prawo europejskie - w tym szerszym znaczeniu - dodaje sędzia Agnieszka Niklas-Bibik.

DOSTĘP PREMIUM