Na nic płot na granicy za miliard? "Uchodźcy pokonują go górą, dołem albo bokiem"

- Uchodźcy przechodzą przez granicę w skali nie mniejszej, a być może nawet nieco większej niż robili to do momentu, kiedy płot jeszcze nie istniał w całości - mówił w TOK FM dziennikarz Jakub Medek, relacjonując wydarzenia z polsko-białoruskiego pogranicza.
Zobacz wideo

Media społecznościowe obiegły ostatnio fotografie i filmy podkopów pod płotem na polsko-białoruskiej granicy. Dzięki nim uchodźcy bez problemów przedostają się do Polski, choć zbudowana za 1,6 mld złotych zapora miała ich skutecznie zatrzymać. O tym, że nie zdaje ona egzaminu, opowiadał w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u dziennikarz TOK FM Jakub Medek

- Wczoraj (wtorek - przypis red.) rozmawiałem na ten temat z aktywistami z Grupy Granica, a konkretnie z Moniką Matus, która jest na miejscu. Użyła pięknego zdania, że uchodźcy pokonują płot górą, dołem albo bokiem. I przechodzą przez granicę. To jest najistotniejsze w tej materii - w skali nie mniejszej, a być może nawet nieco większej niż robili to do momentu, do którego ten płot jeszcze nie istniał w całości - powiedział. 

O jakich liczbach można mówić? Te - jak wskazał dziennikarz TOK FM - dokładnie oszacować trudno. Zwrócił jednak uwagę na trzy rodzaje danych. Pierwsza to podawana przez Straż Graniczną liczba osób, którym funkcjonariusze mieli uniemożliwić wejście do Polski. To kilkadziesiąt ludzi dziennie. Przykładowo - w poniedziałek było to 80 osób. Problem jednak polega na tym - jak mówił Jakub Medek - że nie wiadomo, co te liczby oznaczają. - Czy to są osoby, które funkcjonariusze zobaczyli po drugiej stronie płotu, czy złapane na płocie, czy złapane już na terenie Polski? Nie wiemy - dodał  gość Pierwszego Śniadania w TOK-u.

1000 wezwań o pomoc

- Druga (dana) to liczba wezwań o pomoc, które otrzymują grupy pomocowe. Takich wezwań w lipcu i w pierwszym tygodniu sierpnia było blisko 1000 - opowiadał dalej dziennikarz TOK FM. Co ważne - to osoby, którym udało się pokonać granice, są już w Polsce. Dziennikarz zwrócił przy tym uwagę, że aktywiści pomagający uchodźcom informują, że do nich zwraca się tylko niewielka grupa. Szacują ją na około 20 procent wszystkich tych, którym udaje się pokonać zaporę. - Więc ruch na tej granicy jest, to nie ulega wątpliwości - podkreślił Jakub Medek.

Jest jeszcze trzecia liczba, podawana przez Niemców i opisująca osoby, które dotarły już do Niemiec (przez Polskę). Jak mówił dziennikarz TOK FM, to setki ludzi dziennie. I to - w jego opinii - najlepiej pokazuje, jak nieskuteczna jest ochrona polskiej granicy. - Gdyby tę całą procedurę prowadzono zgodnie z przepisami i prawem międzynarodowym, dokonywano pełnej rejestracji tych osób, a później podejmowano decyzje dotyczące udzielenia azylu, ochrony międzynarodowej czy deportacji, to te wszystkie osoby byłyby rejestrowane i byłoby wiadomo, z kim w ogóle mamy do czynienia - zwrócił uwagę Jakub Medek. - Natomiast teraz my kompletnie nie wiemy, kto się dostaje do Polski - skwitował rozmówca Piotra Maślaka. 

Barierę fizyczną budowano od 25 stycznia do końca czerwca na 187 kilometrach podlaskiego odcinka polsko-białoruskiej granicy. 

Całej rozmowy słuchaj tutaj:

DOSTĘP PREMIUM