"Biegli nie znaleźli w ciałach ofiar katastrofy smoleńskiej dowodów na wybuch". TVN24 dotarła do wniosków ekspertów

Międzynarodowi biegli, których powołała Prokuratura Krajowa, nie znaleźli w ciałach ofiar katastrofy smoleńskiej dowodów na wybuch - informuje TVN24.

Śledczy z Prokuratury Krajowej w 2020 roku powołali 16 ekspertów, którzy mieli pomóc ustalić, co stało się w Smoleńsku w 2010 roku. Jak informuje telewizja TVN24, to specjaliści w zakresie medycyny sądowej ze Szwajcarii, Portugalii, Danii, Francji oraz Polski. Mieli uczestniczyć "w przeprowadzaniu oględzin i otwarciu ekshumowanych zwłok 83 ofiar katastrofy, analizie dokumentacji medycznej wszystkich ofiar i wydaniu opinii wstępnych, uzupełniających oraz opinii końcowej". 

Prokuratura Krajowa nazwała ich "światowej sławy ekspertami od badania wypadków lotniczych", którzy mieli "gwarantować rzetelność i profesjonalizm śledztwa".

Dziennikarze TVN24 dotarli do informacji opisujących wnioski tego międzynarodowego zespołu biegłych. Znalazły się one w postanowieniu z 24 listopada br., które przygotował prokurator Michał Przybyłowski. Miał w nim zwrócić się o doprecyzowanie, czy zawarte w opinii biegłych stwierdzenie, że "w żadnym przypadku w opiniach nie wskazano na obecność jakichkolwiek obrażeń lub innych medycznych cech, których charakter sam w sobie stanowiłby podstawę uprawdopodobnienia hipotezy gwałtownego wyzwolenia energii o charakterze eksplozji materiałów wybuchowych lub łatwopalnych" odnosi się do wszystkich opinii wstępnych i uzupełniających wydanych oraz analizowanych przez międzynarodowy zespół biegłych.

Zdaniem TVN24 ten cytat pokazuje, że ostatecznym wnioskiem specjalistów jest to, iż na pokładzie rozbitego w Smoleńsku samolotu nie doszło do wybuchu. W rozmowie z telewizją posłanka Barbara Nowacka - córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, która zginęła w katastrofie - potwierdziła, że członkowie rodzin ofiar dostali dokument z prokuratury.

Macierewicz: "Akt bezprawnej ingerencji" ze strony Rosjan

W kwietniu podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza przedstawiła raport na temat katastrofy tupolewa z 10 kwietnia 2010 roku. PiS forsuje tezę, że katastrofa - do której doszło 12 lat temu w Smoleńsku - nie była nieszczęśliwym wypadkiem, a wynikiem - jak mówił Antoni Macierewicz "aktu bezprawnej ingerencji" ze strony Rosjan. - Głównym i bezspornym dowodem tej ingerencji był wybuch w lewym skrzydle, 100 metrów przed minięciem przez samolot brzozy - mówił. - Następna eksplozja nastąpiła w centropłacie, kilkanaście metrów nad ziemią, która zniszczyła cały samolot - dodał.

We wrześniu w programie "Czarno na białym" w TVN24 został wyemitowany reportaż, w którym przedstawiono materiały wskazujące na to, że podkomisja Antoniego Macierewicza dysponowała wynikami badań, które zaprzeczały tezie o wybuchu w skrzydle prezydenckiego samolotu Tu-154, a które nie zostały opublikowane. W programie podano, że co najmniej od grudnia 2020 r. Macierewicz i inni członkowie podkomisji dysponują materiałami, analizami i zagranicznymi raportami, które albo wprost wykluczają zamach, albo wskazują na katastrofę, jako przyczynę tragedii z 2010 roku.

Antoni Macierewicz "zainteresował" tym reportażem Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Jak poinformował, przekazane materiały mają wskazywać "na oszustwa, kłamstwa i manipulacje TVN-u".

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM