18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

"Mężczyźni trzymali ją za włosy i gwałcili, a matka patrzyła. Czasem się uśmiechała". Dramat małych uchodźców z Ukrainy

- Dzieci zawsze miały jedzenie, zabawki, ubrania - mówiła zapłakana Switłana P. w pierwszym dniu swojego procesu. Wtedy matka zastępcza z Ukrainy przedstawiła swoją wersję wydarzeń w sprawie afery pedofilskiej bez precedensu. "Opisy są drastyczne" - powiedział poznańskiej "Gazecie Wyborczej" Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji.
Zobacz wideo

Switłana P. - dla bliskich Swieta - mieszka w 30-tysięcznym mieście Synelnykowe w obwodzie dniepropetrowskim. Od 14 lat jest matką zastępczą dla sierot i dzieci z patologicznych rodzin. Odebrano je biologicznym rodzicom, bo ci pili alkohol, zażywali narkotyki, znęcali się nad swoimi dziećmi i zmuszali je do prostytucji. Jeden z podopiecznych Switłany P. przed trafieniem do jej domu był nawet świadkiem morderstwa. 

24 lutego 2022 roku w Ukrainie wybucha wojna, a 12 marca prezydent Andrzej Duda podpisuje ustawę o pomocy jej obywatelom. Tego samego dnia polską granicę przekraczają kolejne tysiące matek z dziećmi. Wśród nich jest Swietłana P. i aż dziesięcioro jej wychowanków - najmłodsze ma cztery lata, a najstarsze 16. 

Już kilka dni później uchodźcy zamieszkują w hostelu na Jeżycach w Poznaniu. Switłana dostaje kontakt do Ani i Jacka (imiona zmienione - red.) - z kobietą z Ukrainy łączy ich to, że także są rodzicami zastępczymi. Małżeństwo wraz ze znajomymi zapewnia Switłanie i jej wychowankom jedzenie, telefony, laptopy, zabawki. Dla całej jedenastki zdobywają numery PESEL i zapisują dzieci do szkół. Te zresztą bywają w mieszkaniu Ani i Jacka, gdzie uczą się polskiego. 

Czerwona lampka w głowie Ani po raz pierwszy zapala się, gdy odwiedza Switłanę i dzieci w hostelu -  jest tam bardzo cicho i dziwnie spokojnie, jak na miejsce, w której żyje dziesiątka dzieci. Rozmawia tam z dwiema dziewczynkami - twierdzą, że są głodne. Mówi o tym Switłanie. - Jesteście głodne? - dopytuje ich matka zastępcza. A dziewczynki nagle zaprzeczają.

Podczas wizyt w domu Ani i Jacka dzieci przyznają, że Switłana je bije, i to od lat. Kobieta jednak nie decyduje się na pójście na policję, najpierw chce porozmawiać z ich opiekunką. 

"Dlaczego po bożemu nie mogłyśmy tego wyjaśnić?"

W domu Ani i Jacka dzieci zaczynają być coraz bardziej otwarte - kobieta dowiaduje się, że Switlana regularnie je bije. Ania jeszcze nie decyduje się iść na policję, ale rozmawia z nią i jej mężem, który został w Ukrainie. - Moja Swietka jest charakterna - słyszy przez telefon.

Niespełna miesiąc po tym, jak Switłana i jej dziesięcioro podopiecznych trafia do hostelu w Poznaniu, jedna ze starszych dziewczynek mówi Ani, że boi się o młodsze dzieci. - Swieta je pozabija - stwierdza.

Wtedy Polka podejmuje kolejne kroki. Naradza się z pracownikami centrum pomocy rodzinie, a następnie planuje skonfrontować się ze Switłaną. Po nocy, które dzieci spędziły u niej, Ania nie chce otworzyć drzwi Switłanie, która przyszła je odebrać. 

- Myślisz, że ja nie wiem, co z nimi robisz? Że pampersy z kupą wkładasz do buzi? Że zabraniasz jeść? - pyta kobietę Ania. Reakcją Switłana jest pytanie "Kto zaczął mówić?" Odchodzi bez dzieci, a potem dzwoni do Ani. - Dlaczego po bożemu nie mogłyśmy tego wyjaśnić? - prosi.

W odpowiedzi małżeństwo z Poznania zawiadamia policję. Następnego dnia 52-letnia Switłana jest już aresztowana. Wtedy na jaw wychodzi, że brutalne bicie, głodzenie dzieci i zmuszanie ich do jedzenia odchodów to tylko niektóre z licznych form znęcania się, które stosowała.

Jak wykazała prokuratura, Switłana P. zmuszała także swoich podopiecznych do stania w kącie przez całą noc, ograniczała dostęp do toalety, wyrywała im włosy. By zagłuszyć krzyk, zasłaniała usta dziecka poduszką, na której siadała. 13-letniego obecnie chłopca powiesiła za nogę i szarpała za penisa. Dziewięciolatkę dusiła, uderzała jej głową w stół, zrzucała z piętrowego łóżka i przywiązywała do pianina. Wersję dzieci potwierdzają później sąsiedzi. - Nie mogę jeść, bo mama mi nie pozwoliła - usłyszeli od jednego z wychowanków. 

Kilkuletnie dziewczynki zwierzają się, że w hostelu na Jeżycach wizyty składali nieznajomi mężczyźni, którym Swietłana kazała "lizać susiaki", a także pośladki tuż po tym, gdy ci skorzystali z toalety. Kobieta podawała im też żółte i białe tabletki, które powodowały senność. Gdy się budziły, czuły się obolałe, nie miały na sobie bielizny albo były ubrane w nie swoje sukienki.  

Później dowodem w sprawie stały się przywiezione przez Switłanę tabletki z ukraińskimi etykietami. Wyniki badań toksykologicznych potwierdziły, że oprócz tego, że są stosowane w przypadku nerwicy i depresji, to działają rozkurczowo na mięśnie gładkie dróg rodnych. 

"Gazeta Wyborcza" przytacza relacje informatorów, którzy słyszeli relacje dzieci. - (Switłana - red.) zapraszała pana lub panów do pokoju, przekazywała dziecko, a sama stała w drzwiach i z telefonem w ręku odmierzała czas. Jedna z dziewczynek, którą gwałcono od pierwszej klasy podstawówki, powiedziała, że mężczyźni trzymali ją za włosy i gwałcili, a matka patrzyła, czy minęło już 20 minut. Czasem się uśmiechała - cytuje "GW".

Switłana P. także sama miała zmuszać dzieci do kontaktów seksualnych - kazała lizać sobie pochwę, w pochwie kilkulatki umieszczała palec, kredki i pisaki, dotykała też penisów nastoletnich chłopców, gdy ci brali kąpiel. 

Wiadomo, że ofiarami, do dziś nieustalonych, mężczyzn było ośmioro dzieci. Wiadomo też, że koszmar dzieci nie trwał kilka tygodni, a kilka lat i zaczął się już w Ukrainie.  

"Wyborcza" , która dotarła do informacji działalności Switłany P. w Ukrainie, ustaliła m.in., że kobieta zmuszała jednego z chłopców do jedzenia odchodów, należących do domowego psa. Gdy odmawiał, twarz dziecka lądowała w talerzu.

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu stwierdza, że także w Ukrainie Switłana P. "udostępniała" dzieci pedofilom. Według pokrzywdzonych, gdy ich ukraiński dom odwiedzali kontrolerzy, ich matka zastępcza stawiała na stole koniak. Za pieniądze, które otrzymała najprawdopodobniej od mężczyzn, molestujących dzieci, wyremontowała swój pokój i kupiła złoty zegarek. Śledczy jednak nie odnaleźli w hostelu na Jeżycach żadnych kosztowności.

"Będziemy wnosić o surową karę"

Śledztwo w sprawie Switłany P. zakończono w marcu tego roku. Według prokuratury "sprawa jest oczywista". - Będziemy wnosić o surową karę. Jedyne okoliczności łagodzące to niekaralność oskarżonej i częściowe przyznanie się do winy - mówi "Gazecie Wyborczej" rzecznik prokuratury Łukasz Wawrzyniak.

Proces ruszył 19 maja. Według obrońców oskarżonej dzieci - namawiane przez Anię i Jacka - kłamią. Poza tym, w Ukrainie na "metody wychowawcze" stosowane przez Switłanę nikt nie narzekał. Sama Switłana przyznaje się jedynie do bicia dzieci paskiem i dłonią. Zaprzeczyła jednak, jakoby biła dzieci, nosząc na tej dłoni pierścień z dużym kamieniem, by ciosy bolały jeszcze bardziej.

30 i 31 maja w Sądzie Okręgowym w Poznaniu zeznawać będą świadkowie. Switłanie P. grozi 15 lat więzienia. 

Sąd zadecydował, że wychowankowie Switłany P. pozostaną w Polsce. Większość z nich mieszka z Anią i Jackiem. Mają w nocy koszmary - boją się, że "duch Swiety odwiedzi je i zamorduje". Chodzą do szkoły, ale jest im tam ciężko. Gdy nauczycielka próbuje objąć 9-latka, ten wpada w szał i zaczyna rzucać przedmiotami. Innego pedagoga gryzie i uderza łokciem w twarz. Spędza dwa miesiące w szpitalu psychiatrycznym z powodu "pourazowych zaburzeń stresowych". Odmawia rozmowy w języku ukraińskim. 

Zdaniem powołanej przez prokuraturę psycholożki, dzieci, by pokonać traumę, potrzebują "normalnego domu oraz intensywnej, długotrwałej terapii". Dlatego z dziećmi pracują psychologowie. Dodatkowo Ania i Jacek zapewniają im lekcje języka polskiego, matematyki oraz zajęcia muzyczne i sportowe. Małżeństwo z Poznania chce zostać dla dzieci rodziną zastępczą, ale - póki co - sąd im to uniemożliwia. W mocy pozostaje decyzja władz Ukrainy o powierzeniu ich Switłanie P.

Tekst powstał na podstawie serii artykułów "Gazety Wyborczej": "Uciekła z 10 dziećmi z Ukrainy. Policja: Biła je pałką i paskiem, dusiła, wyrywała włosy", 'Koszmar dzieci z Ukrainy. Matka zastępcza biła je i sprzedawała pedofilom", "Nie mogę jeść, bo mama nie pozwoliła". Nowe zarzuty za koszmar dzieci z Ukrainy", "Bicie, głodzenie i gwałty. Matka zastępcza odpowie za koszmar, pedofilów nie złapano" oraz "Matka zastępcza z Ukrainy: Dzieci kłamią. Nie sprzedawałam ich pedofilom".

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

TOK FM PREMIUM