Świątek o zawieszeniu. "Horror, ogromne rozczarowanie". Wspomina, co pomogło jej przetrwać
Świątek o tym, że może mieć poważne problemy, dowiedziała się z emaila podczas sesji zdjęciowej. - Wiedziałam, że muszę ją dokończyć, ale moja reakcja była bardzo gwałtowna. Właściwie była to mieszanka niezrozumienia, paniki i było dużo płaczu - opisała raszynianka.
W pierwszej chwili pomyślała, że to jakaś pomyłka. Nie rozumiała sytuacji, w jakiej się znalazła. Nazwa zabronionej substancji była dla niej zupełnie obca.
Tenisistka przyznała, że czas po wybuchu zamieszania był dla niej bardzo trudny. - Szczerze mówiąc, to był horror, ogromne rozczarowanie i na początku w ogóle myślałam, że to wszystko mnie spotkało przez to, że gram w tenisa, więc samo wychodzenie na kort było po prostu bolesne. Właściwie, gdyby nie mój sparingpartner Tomek Moczek, który właściwie robił ze mną na początku takie treningi, jakie robi się dzieciom, bawiliśmy się na korcie, to w ogóle bym nie wychodziła na kort - wspominała w rozmowie z Anitą Werner.
Walka Igi Świątek o uniewinnienie
Polka została zawieszona i nie mogła wystąpić w trzech kolejnych turniejach: Seulu, Wuhanie i w Pekinie. Utraciła pozycję numer 1. Tenisistka na pytanie, kto jest temu winny odparła, że system antydopingowy, ale na pewno nie ona. Świątek bardzo by chciała, aby jej przypadek mógł pomóc innym sportowcom w przyszłości. Zaakceptowała wysokość kary. Zależało jej na jak najszybszym wznowieniu kariery.
- Ten proces był wymagający i nie było powiedziane, że zakończy się po dwóch i pół miesiącach - dodała. Bardzo pomocne było to, że posiadała jeszcze lek, który został zakwestionowany i można było go przebadać.
Świątek wynajęła prawnika specjalizującego się w takich sprawach. Wydała na niego 70 tys. dolarów, a na testy i ekspertów ok. 15 tys. euro. - Najważniejsze było to, abym mogła udowodnić swoją niewinność. Kocham grać w tenisa, ale nie na tyle, aby poświęcić swój honor - przyznała.
Zawieszenie Igi Świątek
Świątek była zawieszona na miesiąc decyzją Międzynarodowej Agencji Integralności Tenisa (ITIA). Próbkę pobrano od 23-letniej tenisistki dokładnie 12 sierpnia, czyli tuż po zakończeniu igrzysk olimpijskich w Paryżu, gdzie wywalczyła brązowy medal. Śledztwo ITIA ustaliło, że pozytywny wynik testu był spowodowany zanieczyszczeniem leku bez recepty - melatoniny, produkowanego i sprzedawanego w Polsce, który zawodniczka przyjmowała na jet lag i problemy ze snem, a naruszenie nie było celowe. Stwierdzono to po przeprowadzeniu wywiadów z tenisistką i jej otoczeniem, dochodzeniach i analizach w dwóch laboratoriach akredytowanych przez WADA.
Jak podała ITIA, w wyniku dochodzenia uznano 'brak istotnej winy lub zaniedbania' tenisistki, w związku z czym zaproponowano jej miesięczną dyskwalifikację. 27 listopada Świątek przyznała się do złamania przepisów antydopingowych i zaakceptowała karę. Okres 30 dni wykluczenia raszynianki z gry minął 4 grudnia i będzie mogła bez problemów pod koniec roku zacząć nowy sezon.
To jednak nie koniec sprawy. Decyzję ITIA rozpatrzy Światowa Agencja Antydopingowa, która może odwołać się do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie.
Posłuchaj podcastu!
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>