Ślubny boom, zapasy świeczek, zapałek i konserw. Rosja szykuje się na koniec świata

- Żadnego końca świata w najbliższej przyszłości nie będzie - ogłosił oficjalnie Władimir Puczkow, minister ds. sytuacji nadzwyczajnych. Ministerstwo uruchomiło też całodobowy telefon dla zaniepokojonych obywateli. To próba opanowania paniki narastającej w Rosji w związku z prognozą Majów zapowiadającą na 21 grudnia koniec świata.

21.12.12 to w tym roku data najbardziej oblegana przez rosyjskich nowożeńców. W samym tylko Krasnojarsku 112 par postanowiło pobrać się właśnie tego dnia. Ślubny boom związany z końcem świata widać we wszystkich większych miastach. To jednak jeden z najłagodniejszych przejawów szumu, jaki towarzyszy mającemu nadejść końcowi świata.

Z jednej strony - znakomity biznes dla przedsiębiorców i duże pole do popisu dla różnego rodzaju oszustów. Z drugiej - autentycznie przerażeni ludzi, którzy wierzą w mającą nastąpić wkrótce apokalipsę.

Panika i szturm na sklepy

W Omutninsku w obwodzie Kirowskim panikę wywołało niewielkie ogłoszenie w lokalnej gazecie. Tybetański mnich (a przynajmniej osoba, która tak się przedstawiała) oświadczył, że koniec świata z pewnością nastąpi 21 grudnia. Polecił ludziom zaopatrzyć się w zapasy żywności i opuścić miasto. To miałoby im zapewnić przetrwanie, bo - według proroctwa - cała apokalipsa potrwa tylko kilka tygodni, w czasie których może umrzeć nawet 10 proc. populacji.

To wystarczyło, żeby mieszkańcy Omutninska rzucili się do sklepów i zaczęli masowo wykupywać zapałki, naftę i sól. - Sądziliśmy, że ten tekst zostanie potraktowany jak każdy inny tekst na ostatniej, poświęconej rozrywce stronie w gazecie - tłumaczyła redakcja, zaskoczona reakcją czytelników. To jednak nie uspokoiło mieszkańców.

Chcesz przeżyć? Zapłać 890 rubli

W Tomsku pojawiły się specjalne zestawy produktów opatrzone etykietą z napisem "dla tych, którzy chcą przeżyć". Za 890 rubli można kupić paczkę składającą się z karty identyfikacyjnej do wpisania swoich danych, a także puszki szprotek, zestawu leków i opatrunków, woreczka kaszy gryczanej i małej butelki wódki. Jak informuje "Rosijskaja Gazieta" w ciągu zaledwie kilku dni sprzedało się blisko tysiąc sztuk. Na niecodzienny pomysł przedsiębiorców zareagowały lokalne władze, które chcą zakazać sprzedaży "apokaliptycznych towarów". Przepisy nie pozwalają na wycofanie z rynku zupełnie nieszkodliwych produktów, ale kontrole będą wnikliwie sprawdzać, czy sklepy, które nimi handlują, mają pozwolenie na sprzedaż alkoholu i leków.

Moskwa schodzi do podziemia

Na apokalipsę szykują się też mieszkańcy stolicy, gromadząc pod ziemią zapasy niezbędne do przeżycia. O swoim odkryciu opowiedział dziennikarzowi "Mowskowskiego Komsomolca" Michaił, jeden z diggerów - pasjonatów eksplorujących miejskie podziemia. Podczas wizyty w dobrze mu znanych korytarzach zauważył, że nie są - jak zawsze bywało - opuszczone. - Znalazłem cały zapas butelek wody, pakunki z maskami przeciwgazowymi i przenośny generator prądu - powiedział w rozmowie z "MK". Takich podziemnych schronów może być w mieście więcej.

Koniec świata to produkt medialny

- Koniec świata to komercyjny produkt mediów - twierdzą trzej deputowani rosyjskiej Dumy, którzy wystosowali list otwarty do szefów kanałów telewizyjnych. Przewodniczący komitetu nauki i technologii Walerij Czereszniew oraz jego zastępcy Michaił Liegtiariew i Dmitrij Nowikow zwrócili się do dziennikarzy, by przestali nagłaśniać temat końca świata. Zdaniem deputowanych, telewizja ma ogromny wpływ na widzów, a to zobowiązuje do odpowiedzialności. - Takie materiały są szkodliwe. W naszej instytucji pracują naukowcy i możemy z całą pewnością powiedzieć, że żadnego końca świata nie będzie".

Podobne oświadczenie wydał Władimir Puczkow, minister ds. sytuacji nadzwyczajnych. Pod uruchomionym przez ministerstwo numerem telefonu dyżuruje m.in. psycholog, który ma służyć obywatelom pomocą w zwalczaniu lęków przed apokalipsą.

DOSTĘP PREMIUM