"Szedłem do pracy i zobaczyłem lecącą kulę ognia. Wszyscy mi zazdrościli" - mówi nam Polak mieszkający w Jekaterynburgu

- W drodze do pracy, mniej więcej o godzinie 9.30, widziałem spadający meteoryt - mówi portalowi Gazeta.pl Sebastian P., 27-letni Polak z Jekaterynburga. - Wszystko zdarzyło się tuż po świcie. Pierwszy raz widziałem coś lecącego tak szybko. A ludzie przechodzący po prostu patrzyli na to.

- Żyję i pracuję w Jekaterynburgu, a więc w mieście na północ od Czelabińska. W drodze do pracy, mniej więcej o godzinie 9.30 widziałem spadający meteoryt. W związku z tym, że w Rosji jest mnóstwo stref czasowych i wędrówka słońca nie nadąża za strefami czasowymi, świt następuje około godz. 9. Wszystko wydarzyło się więc tuż po świcie - opowiada nam Sebastian P., 27-letni bankier. - Widziałem spadającą kulę ognia lecącą ze wschodu na zachód. Miałem wrażenie, że spada z ogromną prędkością i na niskiej wysokości. To pewnie było złudzenie optyczne, ale miałem wrażenie, że gdzieś uderzyła w miasto. Nie słyszałem żadnego huku, więc zapewne takiego uderzenia nie było.

Temu zjawisku towarzyszyły jakieś dźwięki lub zapachy?

- Dźwięku ani zapachu żadnego nie było. A ludzie przechodzący obok po prostu patrzyli na to, nie było żadnych specjalnych reakcji. Teraz [godz. 17 lokalnego czasu - red.], jak patrzę na miasto, to nie ma ani jakiegoś mniejszego ruchu, ani paniki, o której piszą w niektórych mediach. Dzisiejszy dzień nie różni się od tego, co było wczoraj czy przedwczoraj.

Nie było żadnych zniszczeń?

- Jekaterynburg leży mniej więcej 200 km od Czelabińska, gdzie to wszystko miało spaść. Miałem wrażenie, że meteoryt przelatuje nad południową częścią mojego miasta. Nie wiem o żadnych zniszczeniach, a mam z dziesiątego piętra dobry widok. Życie toczy się tu normalnym tempem, jak zawsze w piątek, wszyscy planują już wieczór

A co ludzie mówili o tym, co się wydarzyło? Były jakieś przypuszczenia, plotki?

- W pracy tylko ja miałem szczęście to zobaczyć, więc wszyscy mi zazdrościli... Sam analizowałem, co to mogło być. Jedyne sensowne wytłumaczenie, że to meteoryt. To była ogromna prędkość. Meteoryt przemierzył mój horyzont w jakieś 3 może 3,5 sekundy. Pierwszy raz widziałem coś lecącego tak szybko.

DOSTĘP PREMIUM