"Bejbi Kaput" - śmiertelnie niebezpieczne tabletki aborcyjne z Chin

Kobiety z silnymi krwawieniami, dzieci umierające po kilku godzinach. To, co się dzieje w szpitalach na Zabajkalu, przypomina kadry z filmów grozy - informuje rosyjska "Prawda". To efekt działania chińskich tabletek aborcyjnych "Bejbi Kaput". Lekarzom nie udało się uratować wszystkich kobiet, które sięgnęły po ten środek.

W styczniu kilka ciężarnych kobiet trafiło do syberyjskich szpitali z identycznymi objawami: silne bóle i krwotok. Trzy z nich przyznały się lekarzom, że próbowały przerwać ciążę, używając chińskich tabletek aborcyjnych, które niedawno pojawiły się na rosyjskim rynku. Jednej z kobiet nie udało się uratować - dwudziestolatka zmarła w szpitalu w Czycie.

"Cudowne panaceum"

Tabletki "Bejbi Kaput" są reklamowane jako "cudowne panaceum", gwarantujące skuteczne przerwanie ciąży. Do Rosji trafiają z Chin - pisze rosyjska "Prawda". Są rozprowadzane przede wszystkim na terenie Syberii. - Niestety, nie znamy składu tego preparatu - mówią mediom lekarze. Już w zeszłym roku odnotowali kilka przypadków opisywanych jako "ciężkie zatrucie środkiem niewiadomego pochodzenia.

Lekarze ostrzegają kobiety, że zażycie tabletek może być tragiczne w skutkach. - Mogą pojawić się powikłania ze strony narządów wewnętrznych, przede wszystkim wątroby, nerek i serca - ostrzegają lekarze. W większości przypadków kobiety zostają też trwale bezpłodne.

Chińskie tabletki aborcyjne nie we wszystkich przypadkach doprowadzają do przerwania ciąży. U niektórych kobiet po silnym krwotoku zaczynał się przedwczesny poród. Część dzieci urodziło się żywych, ale w krytycznym stanie. U wszystkich pojawia się ten sam zespół objawów: silne krwotoki wewnętrzne w obrębie płuc, żołądka i mózgu. Po kilku godzinach dzieci umierają. - Nasze wysiłki są bezskuteczne - mówi lokalnym mediom Jelena Dorowskaja, zastępca ordynatora w centrum położniczym Kraju Zabajkalskiego.

Prawo aborcyjne w Rosji

Choć "Bejbi Kaput" mają gwarantować skuteczne poronienie, część prób przerwania ciąży kończy się przedwczesnym porodem, bo kobiety, które z nich korzystają są już w zaawansowanej ciąży. W Rosji do 12. tygodnia ciążę usuwa się w zasadzie "na żądanie", nie ma więc potrzeby sięgania po nielegalne preparaty. Między 12. a 22. tygodniem ciążę także można legalnie usunąć, ale tylko w sytuacji, gdy jest skutkiem gwałtu - to tzw. "późna aborcja".

Przepisy regulujące tę kwestię zostały zaostrzone w ubiegłym roku. Wcześniej późne aborcje dozwolone były np., jeśli ojciec dziecka został aresztowany lub zginął. W latach 90. prawo było jeszcze bardziej liberalne, bo wskazaniem do późnej aborcji mogła być wielodzietność, trudne warunki mieszkaniowe lub niskie zarobki.

Stopniowe zaostrzanie prawa aborcyjnego to element rosyjskiej polityki demograficznej i odpowiedź na wciąż malejącą liczbę Rosjan. Aborcje nadal są tu jednak powszechne. Według oficjalnie prezentowanych statystyk ok. 40 proc. ciąż zostaje przerwanych. Prawdopodobnie rzeczywisty wskaźnik jest jeszcze wyższy.

DOSTĘP PREMIUM