Wymiana polskich MiG-29 na F-16? Mjr Fiszer: To nie takie proste, bo osłabiłoby nasz potencjał obronny na rok

Polska dostanie samoloty F-16 za poradzieckie MiG-29 przekazane Ukrainie? Nie wyklucza tego sekretarz stanu USA Antony Blinken. Jednak zdaniem majora Michała Fiszera to proste tylko teoretycznie. - Potrzebowaliśmy około roku, żeby przeszkolić 2 jednostki w Malborku i Mińsku Mazowieckim, by obsługiwały ten typ samolotu. To osłabiłoby nasz potencjał obronny na rok, co jest dość ryzykownym krokiem.
Zobacz wideo

Kraje NATO miały przekazać Ukrainie 70 samolotów myśliwskich i szturmowych, głównie poradzieckich, czyli np. MIG-29, które są na wyposażeniu m.in. polskiej armii. Sekretarz stanu USA Antony Blinken powiedział w niedzielę, że w zamian USA rozważają wysłanie samolotów do Polski. - Aktywnie przyglądamy się teraz sprawie samolotów, które Polska może dostarczyć na Ukrainę i badamy, jak możemy uzupełnić zapasy - powiedział.

W ocenie majora Michała Fiszera - byłego pilota wojskowego - Polska mogłaby skorzystać na wymianie MiG-29 na F-16, bo możliwości bojowe tych drugich są większe. Zaznaczył jednak, że sprawa wydaje się prosta tylko teoretycznie, bo choć nasi piloci mają kilkunastoletnie doświadczenie z F-16, to nie ma ich tak wielu, żeby mogli obsługiwać kolejne maszyny.

- Potrzebowaliśmy około roku, żeby przeszkolić dwie jednostki w Malborku i Mińsku Mazowieckim, by obsługiwały ten typ samolotu. To osłabiłoby nasz potencjał obronny na rok, co jest dość ryzykownym krokiem. Chociaż z drugiej strony uważam, że Rosjanie tak szybko nie będą zdolni do zaatakowania kolejnego państwa, zwłaszcza Polski - zaznaczył. - Na czas szkolenia NATO musiałoby zwiększyć swoją obecność na terenie Polski - dodał.

Drugą komplikacją przy wymianie samolotów jest wymiana części w MiG-29. - Te samoloty, którymi dysponuje Polska, Bułgaria, Słowacja, przeszły modernizację. Zdemontowano w nich radzieckie radiostacje i systemy nawigacji. A teraz, gdyby trafiły do Ukraińców, musiałby z tych samolotów wylecieć. W pierwszej kolejności system identyfikacji "swój-obcy" Supraśl, bo jest cenny, a Ukraińcom i tak się na nic nie przyda, bo nie mają zaplecza do korzystania z niego. Podobnie z systemem nawigacji TACAN, bo Ukraińcy nie mają naziemnych stacji do niego. Więc te samoloty musiałyby teraz ulec poważnej przebudowie - podkreślił.

Zwrócił też uwagę, że we wszystkich MiG-29 - zgodnie z normami NATO - wymieniliśmy przyrządy "na zeskalowane w stopach, milach morskich, węzłach". - Więc teraz Ukraińcy albo musieliby się na to mentalnie przestawić - co jest ciężkie, bo w ferworze walki bardzo łatwo się pomylić i źle ocenić prędkość czy wysokość - albo te przyrządy znów trzeba byłoby wymienić - wyjaśniał.

Czy więc gra jest warta świeczki i czy te 70 samolotów mogłoby przechylić szalę zwycięstwa na stronę Ukrainy? - Mogłoby ją dochylić, bo zauważmy, że myśliwce Ukrainy odnosiły już poważne sukcesy w starciu z rosyjskimi samolotami. Generalnie rzecz biorąc, rosyjskie lotnictwo działa na pół gwizdka. Bo już wystrzelali się z broni kierowanej, czyli muszą schodzić na małą wysokość i obrywają np. z działek przeciwlotniczych. Dlatego gdy przez weekend zwiększyli swoją aktywność, to Ukraina im wystrzelała tych samolotów całkiem sporo. A dodajmy, że to nowoczesne samoloty, które kosztują setki milionów dolarów - podsumował gość Mikołaja Lizuta.

DOSTĘP PREMIUM